Aromma.pl - Świece sojowe tworzone z pasją

Polska gospodarka w 2026: wzrost pod napędem inwestycji

Ekonomiści Banku BNP Paribas rysują optymistyczne perspektywy dla polskiej gospodarki w bieżącym roku. Oczekują przyśpieszenia tempa wzrostu PKB, utrzymania niskiej inflacji oraz dalszych obniżek stóp procentowych - choć ich skala ma być mniejsza niż w ubiegłym roku. W takich warunkach kurs złotego powinien zostać relatywnie stabilny, a zdaniem analityków notowania pary EUR/PLN będą się wahać wokół  poziomu 4,20, co powinno wspierać dalsze ożywienie konsumpcji i eksportu.

Inwestycje motorem wzrostu gospodarczego

Zdaniem ekonomistów Banku BNP Paribas, po dobrym 2025 roku bieżący rok powinien być dla krajowej gospodarki jeszcze lepszy. Produkt krajowy brutto w Polsce, po wzroście o 3,5% w ubiegłym roku, w tym zwiększy się - według prognoz - o 3,7%. Eksperci zwracają jednocześnie uwagę, że źródłem ryzyka dla tegorocznych prognoz jest bardzo niepewna sytuacja geopolityczna, w tym dalszy przebieg wojny w Ukrainie oraz warunki ewentualnego rozejmu osiągniętego z Rosją.

- Mimo, że otoczenie zewnętrzne polskiej gospodarki pozostaje wymagające, z optymizmem patrzymy na nadchodzące miesiące. Przewidujemy, że wzrost gospodarczy będzie nabierał rozpędu, a krótkookresowo roczna dynamika PKB może w trakcie 2026 roku przekroczyć nawet 4%. Spodziewamy się również, że dzięki funduszom europejskim inwestycje wyraźnie przyśpieszą. Prawdopodobna poprawa koniunktury w Europie Zachodniej, w tym również w Niemczech, powinna z kolei korzystnie przekładać się na eksport. Realne dochody gospodarstw domowych zwiększą się o około 3,5%, co przy stabilnej stopie oszczędności oznacza, że już kolejny rok z rzędu konsumpcja będzie solidnie rosnąć. Tegoroczne ożywienie oprze się więc  na kilku silnych filarach, przy czym - w naszej ocenie - to inwestycje będą w tym roku odgrywać kluczową rolę w napędzaniu aktywności gospodarczej - mówi Michał Dybuła, główny ekonomista Banku BNP Paribas.

Nakłady brutto na środki trwałe wzrosły już w ubiegłym roku, czemu sprzyjało m.in. odwrócenie cyklu inwestycyjnego w przedsiębiorstwach oraz wzrost wydatków zbrojeniowych. Eksperci spodziewają się, że w bieżącym roku głównym katalizatorem wzrostu inwestycji będą fundusze europejskie.

- Na ten rok przewidujemy bezprecedensowy w polskiej historii napływ funduszy inwestycyjnych z UE, którego wartość może przekroczyć nawet 40 mld euro. Silnym impulsem dla inwestycji będą środki z Krajowego Planu Odbudowy, w tym w szczególności granty. W części dotacyjnej KPO, Polska ma otrzymać łącznie około 108 mld zł, co oznacza, że w tym roku transfery z tego tytułu mogą wynieść blisko 70 mld zł. Dane dotyczące wykorzystania środków z regularnego budżetu UE na lata 2021-2027 również jednoznacznie sugerują, że minęliśmy już tradycyjny dołek transferów, związany z przejściem między wieloletnimi perspektywami finansowymi. Na inwestycyjnym ożywieniu powinny skorzystać polskie przedsiębiorstwa, w tym przede wszystkim sektor budownictwa, producenci metalowych wyrobów gotowych czy wytwórcy maszyn i urządzeń – tłumaczy Tomasz Tyc, starszy ekonomista Banku BNP Paribas.

Według ekspertów bieżący rok powinien być dobry dla wyników finansowych firm ze względu na niską presję kosztową. Poprawie powinna ulec także dynamika przychodów, która będzie wynikać głównie ze wzrostu wolumenu produkcji a nie podwyżki cen.

- W przemyśle głównym czynnikiem poprawy zyskowności polskiego sektora przedsiębiorstw w 2025 roku były niskie koszty, głównie materiałów. Spadają one zresztą nieprzerwanie od 2023 roku, odzwierciedlając obniżające się ceny surowców oraz aprecjację złotego, zwłaszcza wobec dolara. Słabnie również dynamika wynagrodzeń i kosztów pracy. Spodziewamy się, że koszty pozostaną bardzo ważnym elementem budowy zyskowności firm w Polsce w roku 2026. Z kolei przychody firm będą rosły, jednak tempo tego wzrostu będzie ograniczanie przez niskie ceny produkcji sprzedanej - mimo wzrostu wolumenu sprzedaży. Czynnikiem ograniczającym zdolność firm do podnoszenia cen i budowy marż jest m.in. duża konkurencja importu z Chin – wyjaśnia Tomasz Tyc. 

Wśród branż mogących liczyć na lepsze wyniki finansowe w tym roku eksperci wymieniają producentów leków, chemikaliów czy elektroniki.

Inflacja pod kontrolą

O ile niskie ceny są czynnikiem niekorzystnym dla rentowności przedsiębiorstw, z perspektywy konsumentów są one dobrą informacją. Zdaniem analityków, inflacja CPI w bieżącym roku wyniesie średniorocznie 2,1% r/r i przez dużą część roku będzie znajdować się nieznacznie poniżej wynoszącego 2,5% celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego.

- Biorąc pod uwagę sytuację na rynku surowców, w tym zwłaszcza ropy naftowej, oraz kurs USD/PLN w ostatnich miesiącach, oceniamy, że presja inflacyjna z tytułu cen importu pozostanie znikoma. W efekcie nie widzimy ryzyka istotnego wzrostu cen towarów. W przypadku cen usług ich dynamika wciąż wyraźnie przekracza cel inflacyjny NBP. Sądzimy jednak, że i w ich przypadku skala podwyżek będzie mniejsza. Konsumpcja gospodarstw domowych, choć solidna, nie powinna presji inflacyjnej, zwłaszcza że w ostatnim czasie wydatki przeznaczane są w większym stopniu na towary, a nie usługi. Dodatkowo tempo wzrostu płac - istotny czynnik kosztowy w sektorze usług - będzie w kolejnych miesiącach zwalniać. Ważny wpływ na kształtowanie się inflacji CPI w tym roku będą miały również ceny energii. W styczniu rachunki za prąd powinny wzrosnąć o około 3%. W naszym scenariuszu bazowym zakładamy natomiast, że od lipca 2026 roku opłaty za gaz spadną o 6%. Łącząc te czynniki, w naszej ocenie inflacja w Polsce w tym roku nie będzie stanowić istotnego zagrożenia i pozostanie spójna z pożądanym przez bank centralny poziomem  - przewiduje Marcin Kujawski, starszy ekonomista Banku BNP Paribas.

RPP zakończy proces łagodzenie polityki pieniężnej

Ekonomiści Banku BNP Paribas spodziewają się, że Rada Polityki Pieniężnej w tym roku ponownie obniży stopy procentowe. Skala dostosowań będzie jednak wyraźnie mniejsza niż w roku ubiegłym, kiedy stopy NBP zostały obniżone łącznie o 175pb.  

- Podtrzymujemy naszą prognozę i w 2026  roku spodziewamy się dwóch obniżek stop procentowych, łącznie o 50pb, co sprowadzi stopę referencyjną NBP do poziomu 3.50%. Zakończą one najprawdopodobniej proces łagodzenia polityki pieniężnej w Polsce rozpoczęty w ubiegłym roku. Pierwszego ruchu o 25pb spodziewamy się w marcu, drugi natomiast - naszym zdaniem - będzie miał miejsce na jednym z posiedzeń w okresie kwiecień-lipiec. Patrząc na perspektywy inflacyjne, uważamy jednak, że profil ryzyka dla naszej prognozy odchylony jest jednak w kierunku niższego docelowego poziomu stóp procentowych. Utrzymywanie się inflacji w pobliżu, a okresowo poniżej celu NBP, może bowiem zachęcać członków Rady Polityki Pieniężnej do bardziej zdecydowanego cięcia. Zakładamy jednak, że przy obecnym nastawieniu RPP nie będzie chciała zbytnio poluzować warunków finansowo-monetarnych i będzie optować za utrzymaniem realnych stóp procentowych wyraźnie powyżej zera - argumentuje Michał Dybuła.

EUR/PLN pod wpływem geopolityki

Odnosząc się do perspektyw dla kursu walutowego, analitycy spodziewają się względnej stabilizacji kursu złotego i prognozują, że notowania pary EUR/PLN będą przez cały rok oscylować wokół poziomu 4,20.

Szybszy niż w Europie Zachodniej wzrost gospodarczy powinien w tym roku pozostawać czynnikiem wspierającym krajową walutę. Niekorzystnie na kurs PLN oddziaływać może z kolei zawężająca się różnica w poziomie stóp procentowych między Polską a strefą euro. Dotychczas jednak obniżki stóp procentowych w Polsce nie przełożyły się na presję na osłabienie kursu PLN. Nie pociągnęły bowiem za sobą faktycznego odpływu kapitału inwestycyjnego. Jeśli taki stan rzeczy się utrzyma, same w sobie obniżki stóp procentowych nie powinny mieć negatywnego wpływu na notowania krajowej waluty. Ryzykiem „w górę” dla naszej prognozy kursu EUR/PLN są czynniki geopolityczne wpływające na przepływy kapitału na rynki Emerging Markets. Czynnikiem, który mógłby z kolei popchnąć parę EUR/PLN niżej jest polityka Ministerstwa Finansów w zakresie wymiany na złotego otrzymywanych z UE funduszy. Co do zasady konwersja ta odbywa się głównie w NBP, bez wpływu na  kurs, jednak część środków jest wymieniana „na rynku”. Zwiększenie wolumenu takich transakcji w sytuacji wzmożonego napływu funduszy europejskich w tym roku mogłoby wspierać kurs PLN – komentuje Marcin Kujawski.

Źródło: BNP Paribas

Sklepy wyhamowały ze świąteczną drożyzną. Koszyk z zakupami zdrożał średnio poniżej 4 proc. rdr.

Ceny w sklepach rosną coraz wolniej. Wg analizy blisko 87 tys. cen detalicznych, w grudniu ub.r. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,8% rdr. W listopadzie wzrost rdr. wyniósł 4,2%, a w październiku – 4,1% rdr. Ostatnio ceny samej żywności poszły w górę rdr. o 3,1%, a we wcześniejszych miesiącach – o 3,7% i 3,6%. Różnica między wszystkimi obserwowanymi kategoriami a żywnościowymi jest więc coraz mniejsza. W TOP5 największych podwyżek rdr. w grudniu ub.r. były napoje (+9,1% rdr.), słodycze i desery (+8,1% rdr.), używki (+6,8% rdr.), ryby (+6,7% rdr.), a także środki higieny osobistej (+6,5% rdr.). Z kolei spadki rdr. zanotowały produkty tłuszczowe (-4,7%), produkty sypkie (-3,7% rdr.), jak również warzywa (-1,2%).

Z najnowszej edycji cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w grudniu ub.r. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,8% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci itd. Analizą objęto 17 kategorii najczęściej kupowanych produktów. W listopadzie wzrost rdr. wyniósł 4,2%, a w październiku – 4,1% rdr. Zestawienie danych pokazuje, że ceny w sklepach nadal rosną, ale coraz wolniej.

– Spadek tempa wzrostu cen w sklepach detalicznych w grudniu był kontynuacją procesu zbliżania się jego poziomu do ogólnej inflacji. Podwyżki cen były ograniczane przede wszystkim przez konkurencję cenową pomiędzy poszczególnymi sieciami oraz znaczące spadki cen paliw, a w efekcie – koszów transportu. Jednak z punktu widzenia zwykłego konsumenta liczą się zmiany dotyczące kategorii produktów, które on sam w danym miesiącu kupuje, a tu już może nie być tak optymistycznie – mówi dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak stwierdza dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito, kluczowym czynnikiem z pewnością jest efekt bazy statystycznej z grudnia 2024 roku, który był okresem relatywnie wysokich cen, co automatycznie obniża tegoroczną dynamikę wzrostu. – Sprzyjające otoczenie stworzyły także globalne spadki cen surowców żywnościowych oraz energetycznych. Sieci handlowe, zamiast windować marże, postawiły na walkę o wolumen sprzedaży, obawiając się, że zbyt wysokie ceny odstraszą oszczędnego konsumenta – dodaje ekspert.

W grudniu ceny samej żywności poszły w górę średnio o 3,1% rdr. W listopadzie wzrost rdr. był na poziomie 3,7%, a w październiku – 3,6%. – W przypadku spadku tempa wzrostu cen żywności, oprócz zmniejszenia inflacji i silnej konkurencji cenowej, jednym z ważniejszych czynników jest efekt wysokiej bazy, wynikający z dużych wzrostów cen żywności w poprzednich latach. Poza tym niebanalną rolę odgrywa tu wzrost świadomości zakupowej konsumentów, co skutkuje m.in. poszukiwaniem substytutów dla produktów szybko drożejących, a w efekcie – obniżeniem popytu na te produkty i zahamowaniem wzrostu ich cen. Dużą rolę odgrywa też stabilizacja cen na rynkach hurtowych – wyjaśnia dr Artur Fiks.

Analitycy z UCE RESEARCH zauważają, że różnica pomiędzy całym zestawieniem (wszystkimi analizowanymi kategoriami) a samą żywnością jest nadal widoczna, choć coraz mniejsza. Dr Robert Orpych uważa, że w pewnym sensie można to uznać za symptom normalizacji sytuacji rynkowej po burzliwych latach 2022-2023. Wcześniej żywność drożała znacznie szybciej niż pozostałe kategorie ze względu na szoki energetyczne i wojnę w Ukrainie, która wpłynęła na ceny zbóż i nawozów. Obecnie ta przewaga wzrostowa żywności nad innymi kategoriami stopniowo zanika, co świadczy o stabilizacji cen w rolnictwie i mniejszej presji kosztowej.

– Ustabilizowanie się czynników wpływających na poziom cen w gospodarce powoduje, iż podwyżki cen nie są już tak duże jak choćby kilka czy kilkanaście miesięcy wcześniej. W efekcie średni wzrost cen w poszczególnych kategoriach produktów w sklepach detalicznych zaczyna spadać, dążąc do poziomu inflacji, choć dla poszczególnych kategorii produktów proces ten może mieć różne tempo. W kolejnych miesiącach w większości przypadków tendencja ta powinna zostać zachowana – komentuje dr Artur Fiks.

W TOP5 najbardziej drożejących kategorii rdr. w grudniu ub.r. znalazły się napoje (+9,1%), słodycze i desery (+8,1%), używki (+6,8%), ryby (+6,7% rdr.), a także środki higieny osobistej (+6,5%). Jak zauważa dr Robert Orpych, te kategorie łączy kilka wspólnych czynników wyjaśniających ich pozycję w czołówce drożejących produktów. Napoje, słodycze i ryby to typowe produkty o zwiększonym popycie świątecznym. Ich sezonowość pozwala detalistom na wyższe marże w grudniu, gdyż konsumenci są mniej wrażliwi cenowo przy zakupach świątecznych.

– W przypadku napojów i używek istotne były podwyżki stawek akcyzy, wprowadzone na początku 2025 roku, które przełożyły się na wzrost cen na półkach sklepowych przez cały rok. Nie bez znaczenia były też zapowiedzi wzrostu stawek od 1 stycznia 2026 roku. Istotny był też wdrożony system kaucyjny. Ryby drożały dodatkowo przez problemy z dostępnością niektórych gatunków oraz rosnące koszty połowów i transportu chłodniczego. Środki higieny osobistej to kategoria, w której producenci konsekwentnie przerzucają na konsumentów rosnące koszty surowców chemicznych i opakowań – wylicza dr Robert Orpych.

Z kolei w tabeli spadków rdr. widać produkty tłuszczowe (-4,7%), produkty sypkie (-3,7% rdr.), a także warzywa (-1,2%). – W przypadku tłuszczów mamy do czynienia z utrzymującą się od dłuższego czasu tendencją spadkową ceny, która wynika przede wszystkim z bardzo wysokiej bazy. To właśnie tego typu produkty jeszcze nie tak dawno drożały najbardziej. Natomiast spadki cen warzyw i produktów sypkich w ostatnim okresie wynikają z wysokich plonów oraz ze spadku ich cen na rynkach hurtowych i światowych – analizuje dr Artur Fiks.

Jak podsumowuje dr Robert Orpych, grudniowy wynik sugeruje kontynuację trendu spadkowego w pierwszych miesiącach 2026 roku. Jednak I kw. br. przynosi nowe impulsy proinflacyjne, które nie pozwolą cenom spaść. Spodziewam się, że w tym okresie dynamika wzrostu cen może ustabilizować się w przedziale 2,5-3,5% rdr. – głównie dzięki efektom bazy statystycznej. Kluczowymi kwestiami będzie zachowanie stabilności na rynkach surowcowych oraz brak znaczących szoków energetycznych lub geopolitycznych.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z grudnia 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 87 tys. cen detalicznych z przeszło 40,6 tys. sklepów należących do 61 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Uwaga! Autorzy raportu zastrzegają, że powyższa analiza nie może być traktowana jako pomiar wzrostu lub spadku ogólnego poziomu inflacji.

Źródło: UCEResearch

„DROGA DO #1.” – PKO Faktoring z Grupy PKO Banku Polskiego ogłasza nową strategię

  • PKO Faktoring, spółka wchodząca w skład Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego, ogłosiła swoją strategię do 2027 roku, której celem jest trwałe wzmocnienie pozycji rynkowej i bycie kluczowym partnerem dla polskich przedsiębiorców.

 

  • Spółka planuje rozwijać się dwa razy szybciej niż rynek faktoringu pod względem wartości sfinansowanych faktur oraz zwiększyć wynik na działalności biznesowej o 66 proc.

 

  • PKO Faktoring stawia na cyfryzację i nowoczesne technologie, w tym sztuczną inteligencję, integrację z systemami ERP oraz obecność w e-commerce, konsekwentnie wspierając strategię PKO Banku Polskiego.

 

  • Już co piąty przedsiębiorca posiadający faktoring w Polsce korzysta z usług PKO Faktoring, dlatego priorytetem spółki są doświadczenia klientów – firma chce osiągnąć wskaźnik NPS na poziomie 60 proc.

 

Jeszcze bliżej potrzeb przedsiębiorców, dynamiczny rozwój w oparciu o nowoczesną technologię i konsekwentne budowanie pozytywnych doświadczeń klientów – tak wygląda nowa strategia PKO Faktoring do 2027 r. Cele są ambitne.

 

– Chcemy zostać liderem wzrostu w branży faktoringowej i kluczowym partnerem dla polskiego biznesu. Zamierzamy być dla przedsiębiorców wsparciem, a nie tylko dostawcą usługi, dlatego budujemy doświadczenia, które dają przewidywalność i realne wsparcie w rozwoju. „Droga do #1.” to nie obietnica, tylko podejście, które będziemy konsekwentnie wdrażać: od prostych decyzji i szybkich procesów, po codzienną dostępność ludzi, którzy rozumieją biznes. Naszą ambicją jest faktoring, który nie tylko finansuje faktury, ale też dodaje firmom pewności w działaniu i odwagi w planowaniu kolejnych kroków – mówi Bartłomiej Świeca, Prezes Zarządu PKO Faktoring.

 

Rynek faktoringu w Polsce rozwija się w stabilnym tempie. Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega korzyści, które daje to narzędzie finansowe. Z usług firm faktoringowych korzysta obecnie ponad 31 tys. przedsiębiorstw.

 

Tam, gdzie biznes

 

PKO Faktoring pod względem wartości finansowanych faktur planuje rozwijać się w tempie dwa razy wyższym niż rynek. Celem jest też zwiększenie wyniku na działalności biznesowej o 66 proc.

 

Spółka konsekwentnie wspiera realizację strategii PKO Banku Polskiego. Obejmuje ona m.in. dalsze umacnianie pozycji lidera, transformację cyfrową oraz budowanie statusu instytucji pierwszego wyboru – dla klientów, pracowników i inwestorów.

 

– PKO Faktoring odgrywa strategiczną rolę w Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego, wzmacniając naszą zdolność do kompleksowego rozwoju przedsiębiorstw. Faktoring jest dziś kluczowym narzędziem finansowania kapitału obrotowego – poprawia płynność firm, zwiększa ich odporność i naturalnie uzupełnia finansowanie inwestycyjnie. Jestem przekonana, że konsekwentna realizacja nowej strategii spółki pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać klientów w realizacji ich planów rozwojowych – mówi Ludmiła Falak-Cyniak, Wiceprezeska Zarządu PKO Banku Polskiego nadzorująca Obszar Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej.

 

PKO Faktoring zamierza wykorzystać nowoczesne narzędzia, w tym sztuczną inteligencję, aby rozwijać cyfrową obsługę i oferować klientom szybkie, wygodne rozwiązania dostępne online. Jednocześnie spółka chce:

  • być obecna wszędzie tam, gdzie klienci prowadzą biznes, w tym w obszarze e-commerce,
  • budować narzędzia do integracji z systemami ERP.

 

Takie podejście ma wspierać szersze wykorzystanie usług faktoringowych oraz wzmacniać konkurencyjność oferty PKO Faktoring.

 

Najważniejszy jest klient

 

Pod koniec trzeciego kwartału 2025 r. firma obsługiwała ponad 5 tys. klientów. To dało jej drugą pod tym względem pozycję w rankingu branżowym. W najbliższych latach planuje uprościć, zautomatyzować i przyspieszyć procesy dla jeszcze większego komfortu przedsiębiorców.

 

PKO Faktoring koncentruje się na podnoszeniu jakości doświadczeń swoich klientów na każdym etapie współpracy – od pierwszego kontaktu po bieżącą obsługę. Ważnym kierunkiem pozostaje zwiększanie dostępności i wygody korzystania z oferty.

Celem spółki jest osiągnięcie wskaźnika NPS na poziomie 60 proc.

 

„Droga do #1.”

 

Co piąty przedsiębiorca w Polsce, który posiada faktoring, korzysta z usług spółki. Firma ma blisko 20-procentowy udział w rynku pod względem liczby klientów i prawie 10-procentowy pod względem wartości finansowanych faktur.

 

Nowa Strategia PKO Faktoring wyznacza jasny plan działania oparty na 5 filarach:

  • aktywizacji sprzedaży,
  • doświadczeniach klienta,
  • innowacyjnych i efektywnych rozwiązaniach,
  • inwestowaniu w ludzi.

 

„Droga do #1.” ma prowadzić do trwałego wzmocnienia pozycji spółki na rynku i budowania długofalowych relacji z przedsiębiorcami.

Źródło: PKO BP

Cyfrowy system kaucyjny. Dane, integracja i rozliczenia w nowej rzeczywistości handlu

Wdrożenie systemu kaucyjnego w Polsce zmienia sposób funkcjonowania handlu detalicznego i wprowadza nowe wymagania zarówno dla producentów, jak i dla sklepów. Z raportu Mastercard Advisors – „System kaucyjny w Polsce. Analiza potrzeb konsumentów oraz potencjału zwrotu kaucji na kartę płatniczą” – zrealizowanego jeszcze przed wprowadzeniem systemu kaucyjnego, wynika, że 60% dorosłych Polaków nie znało dokładnych szczegółów jego działania. 65% ankietowanych uważało, że wprowadzenie systemu kaucyjnego to dobry pomysł. Dostrzegają w nim potencjał do lepszego odzysku plastiku, szkła i metalu. Te dane pokazują, że sukces systemu nie zależy wyłącznie od samej infrastruktury, ale w dużej mierze od sprawnego przepływu informacji, klarownych procedur i łatwego dostępu do danych w czasie rzeczywistym.

 

Centralnym elementem działania nowego systemu jest cyfrowa integracja wszystkich jego komponentów. Automaty zwrotne, punkty zbiórki w sklepach oraz systemy rozliczeniowe muszą być połączone w taki sposób, aby każda zwrócona butelka czy puszka była dokładnie zarejestrowana, a wartość zwrotu automatycznie uwzględniana w rozliczeniach między producentami, operatorami i detalistami. Dzięki temu procesy przebiegają sprawnie, a ryzyko błędów czy przestojów jest minimalizowane. Szczególnie istotne staje się zapewnienie aktualności baz danych zarówno w zakresie opakowań objętych systemem, jak i ich parametrów technicznych. Systemy cyfrowe pozwalają na zdalne aktualizacje i bieżące monitorowanie funkcjonowania punktów zwrotu, co znacząco redukuje konieczność interwencji personelu sklepu i pozwala utrzymać wysoki poziom dostępności usług dla konsumentów.

 

Integracja systemu obejmuje również logistykę opakowań po ich zwrocie. Automatyczne sortowanie, zgniatanie i pakowanie materiałów ułatwia odbiór i transport do punktów przetwarzania lub recyklingu. W praktyce oznacza to, że surowce trafiają do dalszego obiegu w optymalnej formie, co zwiększa efektywność całego systemu i zmniejsza obciążenie dla sklepów, które wcześniej musiałyby zajmować się ręcznym sortowaniem. Jednocześnie cyfrowe śledzenie przepływu opakowań umożliwia pełną transparentność rozliczeń oraz szybsze reagowanie w przypadku nieprawidłowości lub zmian w katalogu produktów – mówi Paweł Wróblewski, dyrektor zarządzający Envipco Polska.

 

Wdrażanie systemu kaucyjnego w polskich warunkach wymaga uwzględnienia specyfiki rynku, zarówno pod względem struktury handlu detalicznego, jak i przyzwyczajeń konsumentów. Sklepy różnią się wielkością, przepustowością i konfiguracją przestrzeni, dlatego urządzenia zwrotne muszą być elastyczne i skalowalne. Rozwiązania modułowe pozwalają na dopasowanie technologii do małych punktów handlowych, jak i dużych sieci, zapewniając spójność funkcjonowania całego systemu bez konieczności ograniczania dostępności usług. Warto również zauważyć, że automaty mogą obsługiwać szeroką gamę materiałów, od szkła, przez plastik, po metal, co odpowiada realiom rynku, w którym produkty dostępne są w różnych rozmiarach i kształtach.

 

Sukces systemu kaucyjnego w Polsce w dużej mierze zależy od zdolności do szybkiej adaptacji i sprawnego połączenia technologii z procesami operacyjnymi. Digitalizacja i integracja danych stają się nie tylko narzędziem kontroli, ale także elementem edukacyjnym dla konsumentów, ułatwiającym korzystanie z punktów zwrotu i podnoszącym efektywność recyklingu. W tym kontekście system kaucyjny nie jest jedynie obowiązkiem prawnym, lecz impulsem do reorganizacji procesów w handlu detalicznym, w którym dane i automatyzacja stają się fundamentem nowej rzeczywistości.

 

***

Envipco jest wiodącą firmą w obszarze technologii recyklomatów (RVM), o ponad 40-letnim doświadczeniu w dostarczaniu systemów dla przedsiębiorstw różnej wielkości – od małych po duże – z indywidualnymi rozwiązaniami w zakresie recyklingu. Firma stawia na przyspieszenie recyklingu, aby realnie wspierać klientów w osiąganiu zrównoważonego rozwoju i w promowaniu gospodarki o obiegu zamkniętym. Działa globalnie, współpracując z detalistami, gminami i przemysłem produkcji napojów.

 

W ofercie Envipco znajdują się zarówno kompaktowe urządzenia przeznaczone dla sklepów o ograniczonej powierzchni, jak i zaawansowane technologicznie automaty z funkcją zgniatania i sortowania, które sprawdzają się w punktach o dużym natężeniu ruchu. Wszystkie maszyny charakteryzują się intuicyjną obsługą, wysoką niezawodnością i możliwością zdalnego zarządzania, co znacząco ułatwia codzienną eksploatację oraz obsługę serwisową.

 

Dzięki obecności na wielu rynkach – od Stanów Zjednoczonych, przez Europę Zachodnią i Środkowo-Wschodnią, po Azję – Envipco zdobyło doświadczenie w projektowaniu rozwiązań dostosowanych do różnych modeli legislacyjnych i potrzeb konsumenckich. Firma angażuje się w strategiczne partnerstwa i długofalowe relacje z interesariuszami, co pozwala skutecznie wspierać wdrażanie i rozwój systemów kaucyjnych w sposób trwały i zrównoważony.

 

Więcej informacji:

www.envipco.pl

 

WIBOR znowu w centrum uwagi. Eksperci wskazują na poważne ryzyko dla sektora bankowego

Sądny dzień dla WIBOR-u. Eksperci nie mają złudzeń. To może być szeroka furtka do podważania umów

 

Już w lutym TSUE zbada WIBOR. Prawnicy spodziewają się fali pozwów przeciwko bankom

 

Lutowe rozstrzygnięcie ws. WIBOR-u może poważnie otworzyć drogę do podważania umów kredytowych

 

WIBOR znowu w centrum uwagi. Eksperci wskazują na poważne ryzyko dla sektora bankowego

 

WIBOR znowu budzi emocje. Eksperci prognozują rozwój sytuacji przed lutowym orzeczeniem TSUE

 

Eksperci ostrzegają przed lutowym orzeczeniem TSUE. Sektor bankowy może poważnie oberwać

 

Prawnicy głośno ostrzegają przed lutowym wyrokiem TSUE. Sądy mogą tego nie wytrzymać

 

WIBOR przed kluczowym testem. W lutym TSUE podejmie decyzję. Eksperci kreślą czarne scenariusze

 

Już wkrótce TSUE zajmie się kwestią WIBOR-u. Według prawników, wyrok może spowodować skokowy wzrost liczby pozwów składanych w sądach. Do tego samych umów opartych o ten wskaźnik jest więcej niż tych walutowych, więc kłopot może być większy niż w przypadku tzw. frankowiczów. Jednak nie brakuje też opinii, że to zupełnie różne sprawy i nie ma systemowego problemu. Część ekspertów przekonuje jednak, że działania ustawodawcy w tym zakresie nie są potrzebne, a banki będą proponować w tej kwestii ugody. Jednocześnie pojawiają się prognozy o rosnącej presji na państwo ze strony kredytobiorców. Choć w tej kwestii eksperci nie spodziewają się niczego konkretnego.

Oczy na Trybunał

12 lutego odbędzie się rozprawa TSUE w sprawie WIBOR-u. – Spodziewam się wyroku spójnego z opinią rzeczniczki generalnej, czyli potwierdzenia przez Trybunał, że banki mają obowiązek odpowiednio informować na temat WIBOR-u oraz jego wpływu na oprocentowanie i wysokość rat. TSUE może wskazać także, czy wadliwe działania banku prowadzą do unieważnienia umowy, usunięcia całego oprocentowania czy jedynie w zakresie WIBOR-u i pozostawienia stałej marży – przewiduje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Jak stwierdza Adam Zakrzewski z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, wyrok może być pierwszym tzw. momentem skokowym w liczbie składanych pozwów z tego zakresu. I tutaj ekspert zwraca uwagę na ostatnią opinię Rzecznika Generalnego TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego sądu. Ona w żaden sposób nie przesądziła zasadności czy też niezasadności ewentualnych roszczeń kredytobiorców. Natomiast wyraźnie wskazała, że jeśli TSUE podąży za jej wnioskami, co często ma w zwyczaju, zostanie otwarta dość szeroka furtka do faktycznej próby podważania tych umów.

– To będzie jeden z kluczowych tematów medialnych i sądowych w najbliższym czasie. Rzesza osób będzie namawiać klientów banków do zakładania spraw w tym temacie i domagania się unieważnienia kredytu z tego powodu. Każdy ma prawo uważać, że jego umowa jest wadliwa. Już dziś bowiem można przeczytać liczne głosy odnoszące się do porównywania WIBOR-u do kredytów frankowych. Tymczasem są to zupełnie inne sprawy. Kredyt frankowy i złotowy są do siebie podobne głównie z powodu słowa „kredyt”, a poza tym to inne umowy, stanowiące wzajemne zobowiązanie dwóch stron – komentuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK z Instytutu Ekonomii i Finansów tej uczelni.

Z kolei adwokat Jakub Bartosiak stwierdza, że sprawy związane z WIBOR-em będą równie lub wręcz bardziej popularne niż kredyty walutowe. Po pierwsze, kredytów hipotecznych, opartych na ww. wskaźniku, jest więcej niż kredytów walutowych. Po drugie, WIBOR był stosowany także w umowach leasingowych czy pożyczkach gotówkowych. One były powszechne i udzielane przez bardzo długi okres, a nie tylko przez kilka lat – jak w przypadku rozwiązań walutowych. Ekspert spodziewa się, że liczba pozwów będzie systematycznie rosnąć, zwłaszcza po głośnych, korzystnych wyrokach TSUE, sądów powszechnych czy Sądu Najwyższego. Podobnie było w sprawach frankowych.

– Ilość umów kredytowych, które w teorii będą mogły być podważane, jest nieporównywalnie większa do tzw. umów frankowych. A te przecież nie tylko spowodowały potężne tąpnięcie na rynku bankowym, ale przede wszystkim zatkały sądy cywilne właściwie w całej Polsce. Jako pełnomocnik procesowy jestem nieco przerażony tym, jak mogą potencjalnie wyglądać sądy po ewentualnym rozpoczęciu prawdziwej fali pozwów WIBOR-owych. Powiedzenie, że gorzej być nie może, na pewno nie ma tu zastosowania – dodaje Adam Zakrzewski.

Jak prognozuje dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego, wzrośnie liczba spraw składanych do sądów, co pogorszy problemy z polskim sądownictwem. Jednak skala tego będzie bardzo ograniczona. Ekspert spodziewa się niewielkiej liczby pozwów, ponieważ nie mamy tutaj systemowego problemu jak w przypadku kredytów frankowych. Jednocześnie coraz więcej konsumentów weryfikuje swoje umowy.

– Oczywiście istnieje możliwość, że któraś z umów ze stawką referencyjną WIBOR zawiera niedozwolone postanowienia umowne. Jednak o tym – zgodnie z istotnym poglądem Rzecznika Finansowego – indywidualnie i w konkretnych okolicznościach prawnych będzie decydować sąd. Umowa kredytu, jak każda inna umowa, może zawierać niedozwolone zapisy – stwierdza dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.

Rola ustawodawcy

Rodzi się też pytanie o to, czy państwo podejmie jakieś kroki, aby ograniczyć ww. problem. Adwokat Jakub Bartosiak zaznacza, że działania ustawodawcy są zwykle spóźnione. Obecnie procedowana jest ustawa dotycząca kredytów frankowych, która powinna być uchwalona 6 czy nawet 8 lat temu, ale niekoniecznie w proponowanym kształcie. W 2015 roku z hasłem uregulowania tego tematu szedł do wyborów przecież Andrzej Duda.

– Ponad 10 lat temu brałem udział w pracach nad kolejnymi projektami ustawy, które miały uregulować problem kredytów denominowanych i waloryzowanych. Wszystkie poszły do kosza, więc w tym przypadku również nie liczyłbym na ustawodawcę. Oczywiście, podjęcie takich działań byłoby dużo lepsze z punktu widzenia obywateli. Jednak przypuszczam, że tego typu inicjatywy zostaną storpedowane, tak jak zrobiono z kompromisowymi rozwiązaniami dla tzw. kredytów frankowych – mówi prof. dr hab. Witold Modzelewski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Ekspert z MBM Legal podkreśla, że ustawodawca ma wpływ nie tylko na techniczne aspekty rozpoznawania spraw, a więc m.in. na poprawienie warunków administracyjnych w sądach, zwiększenie liczby personelu pomocniczego czy uproszczenie przepisów, również na kwestie stricte merytoryczne. Może odgórnie narzucić określone rozwiązania, np. przekształcając obecne umowy w umowy o stałym oprocentowaniu, ograniczając oprocentowanie kredytów do marży banku albo ustalając je w określonej wysokości.

– Sama stawka referencyjna WIBOR nie stanowi podstawy do jakiegokolwiek kwestionowania zapisów umowy. Z tego też powodu działania państwa nie są potrzebne. Zapisy ustawowe i nadzór były bowiem właściwe. Kredyty musiały mieć jakąś stawkę odniesienia, którą był powszechnie akceptowany i uznawany WIBOR. Kredytobiorcy to akceptowali, zdając sobie sprawę z tzw. ceny pieniądza. Znajduje to odniesienie w konstytucji, gdzie wskazano, że podstawę ustroju gospodarczego RP stanowi społeczna gospodarka rynkowa. W moim przekonaniu, jej podstawą jest tzw. cena pieniądza, której miernikiem pozostaje WIBOR – analizuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.

Do tego w opinii dr. hab. Krzysztofa Piecha, prof. UŁa, banki zmodyfikują swoje szablony umów, dopracują procesy informacyjne, po wcześniejszym przeprowadzeniu analiz ich ekspozycji na ryzyko w poszczególnych latach. Zapewne będą też oferowały propozycje ugód. Natomiast przykład kredytów frankowych pokazał, że w większości przypadków są one mniej korzystne dla klientów niż pełna ścieżka prawna. Do tego adwokat Jakub Bartosiak twierdzi, że zmodyfikowane (aneksowane) mogą być również starsze umowy. W każdym wypadku wymaga to zgody banku i kredytobiorcy.

– Będzie presja na ustawodawcę ze strony klientów banków w sprawie WIBOR-u. Natomiast wpływy sektora finansowego na kształt legislacji jest przemożny, czego przykładem było odrzucenie tzw. projektów frankowych. Szantażowano opinię publiczną jakimiś masowymi stratami finansowymi. A okazało się, że banki w okresie największego nasilenia przegrywanych spraw mają też rekordowe zyski – podsumowuje prof. dr hab. Witold Modzelewski.

Źródło: Mondaynews.pl

Finansovo.pl

Finansovo.pl - Nowocześnie o finansach.

Najnowsze informacje z zakresu finansów osobistych, finansów firmowych, dostępnych promocji, aktualnych dotacji, możliwości lokowania środków, podatków, ubezpieczeń, publikowanych raportów.

Napisz do nas: finansovo@finansovo.pl

Reklama

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.