Raporty

Reklama

Aromma.pl - Świece sojowe tworzone z pasją

Reklama

Rośnie dynamika inwestycji w nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Rynek przygotowuje się na większą aktywność w 2026 roku

Warszawa – 23 lutego 2026 r. – Według badania CBRE „European Investor Intentions Survey 2026” nastroje inwestorów w Europie Środkowej i Wschodniej będą się poprawiać w 2026 r. Uczestnicy rynku wskazują, że będzie to bardziej aktywny rok pod względem transakcji na rynku nieruchomości dla tego regionu, w porównaniu z ogólną średnią europejską. Podczas gdy wiele rynków europejskich zmierza w kierunku stopniowej normalizacji, region CEE wyróżnia się silniejszym tempem wzrostu, większą skłonnością do podejmowania ryzyka i wyższą pewnością dotyczącą otoczenia makroekonomicznego.

Zgodnie z badaniem 58 proc. inwestorów działających w Europie Środkowo-Wschodniej planuje zwiększyć swoją aktywność zakupową w 2026 r., w porównaniu do 56 proc. w całej Europie. Aktywność po stronie sprzedaży jest jeszcze bardziej wyraźna: 48 proc. inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej spodziewa się sprzedać więcej aktywów, co znacznie przewyższa średnią europejską wynoszącą 41 proc. Jednocześnie odsetek inwestorów niechętnych do sprzedaży spadł do zaledwie 10 proc. z ponad 22 proc. dwa lata wcześniej, osiągając najniższy odnotowany poziom. Te trendy wskazują, że rynek Europy Środkowo-Wschodniej wkracza w fazę przyspieszonej rotacji aktywów, napędzanej zarówno poszukiwaniem okazji, jak i wymogami recyklingu kapitału.

Strategie zwiększania wartości zyskują na znaczeniu w obliczu korekt na rynku

W obecnych warunkach rynkowych strategie inwestycyjne są pragmatyczne. 41 proc. inwestorów
z Europy Środkowo-Wschodniej decyduje się na strategie „value add”, w porównaniu z 37 proc. w całej Europie, podczas gdy na preferencję „core” wskazuje po 17 proc. To pokazuje większy nacisk na repozycjonowanie, selektywną przebudowę i możliwości uzyskania wyższych zysków, ponieważ inwestorzy zmagają się z lukami płynnościowymi, ustalaniem cen i zwiększoną zmiennością wzrostu.

Według naszego badania jeden na pięciu europejskich inwestorów planuje ulokować kapitał w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Londyn pozostaje na szczycie ich listy, ale Warszawa awansowała
z piątego na trzecie miejsce, osiągając najwyższą pozycję w historii. Wyprzedziła tym samym tradycyjne centra zachodnioeuropejskie, takie jak Berlin czy Paryż
– powiedział Przemysław Felicki, dyrektor
w dziale rynków kapitałowych w CBRE
.

Luka między oczekiwaniami cenowymi stron transakcji pogłębiła się, wzrastając z 51 proc. do 59 proc. w Europie Środkowo-Wschodniej, podczas gdy w całej Europie odnotowano niewielki spadek z 64 proc. do 62 proc. To pokazuje, że utrzymują się napięcia między oczekiwaniami kupujących i sprzedających.

Korzystne warunki sprzyjają zaufaniu

Pomimo podwyższonego ryzyka, inwestorzy wskazują na kilka czynników sprzyjających zaufaniu do rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Niższe koszty zadłużenia wymienia 59,8 proc. inwestorów
z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w porównaniu z 46 proc. w całej Europie, co czyni je najważniejszym czynnikiem sprzyjającym w regionie. Atrakcyjne ceny wejścia (43,3 proc.) i zmniejszona liczba projektów deweloperskich (40,9 proc.) są również częściej wskazywane w regionie CEE jako czynniki pozytywne w porównaniu do szerszej próby europejskiej, co wspiera decyzje inwestycyjne.

Na poziomie europejskim nastroje uległy znacznej poprawie: 89 proc. inwestorów spodziewa się wzrostu lub utrzymania się aktywności zakupowej w 2026 r., a 83 proc. przewiduje wzrost lub utrzymanie się aktywności sprzedażowej. Ta ogólna poprawa nastrojów znajduje odzwierciedlenie na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie inwestorzy coraz częściej postrzegają rok 2026 jako czas ożywienia
w obszarze transakcji.

Sektor mieszkaniowy pozostaje filarem rynku

Nieruchomości mieszkalne utrzymują pozycję najbardziej atrakcyjnego sektora w całej Europie. Preferencje inwestorów dotyczące obiektów mieszkaniowych wzrosły z około 23 proc. w 2022 r. do prawie 34 proc. w 2026 r. Logistyka, po osiągnięciu szczytu w 2024 r., spadła do około 25 proc., podczas gdy sektor biurowy odnotował spadek, z prawie 39 proc. w 2022 r. do około 13 proc. w 2026 r. Sektor detaliczny i hotelarski ustabilizowały się na niskim lub średnim poziomie jednocyfrowym. Preferencje inwestorów w Europie Środkowo-Wschodniej są zgodne z tym trendem.

Alokacje kapitału zmieniają kierunek z logistyki dominującej w 2024 r., w stronę bardziej zrównoważonego zestawu sektorów do 2026 r. Nieruchomości mieszkaniowe pozostają kluczowe, pomimo nadal ograniczonych wolumenów inwestycji w niektórych częściach regionu. Znaczenie zyskują nieruchomości handlowe i hotelowe, podczas gdy nieruchomości biurowe odnotowują niewielki wzrost popularności po gwałtownym spadku po pandemii – dodał Przemysław Felicki.

Miasta Europy Środkowo-Wschodniej zyskują na znaczeniu w rankingach inwestycji

W rankingu najbardziej atrakcyjnych miast Europy pod względem transgranicznych inwestycji
w nieruchomości w 2026 r. nastąpiły znaczące zmiany. Londyn utrzymuje swoją długoletnią pozycję na szczycie, a Madryt i Barcelona zapewniają sobie miejsca w pierwszej piątce. Najbardziej znaczącą zmianą dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej jest awans Warszawy na trzecie miejsce, co stanowi jej najwyższy dotychczasowy wynik i podkreśla rosnącą międzynarodową atrakcyjność wybranych rynków Europy Środkowo-Wschodniej. Zmiana ta zbiega się w czasie ze względnym spadkiem pozycji
w rankingu kilku tradycyjnie dominujących miast Europy Zachodniej.

Na poziomie krajowym Polska zajmuje trzecie miejsce wśród rynków europejskich, które mają przynieść najwyższe całkowite zyski z nieruchomości w 2026 r., po Hiszpanii na pierwszym miejscu i Wielkiej Brytanii na drugim.

Kwestie ESG kształtowane przez wrażliwość na ryzyko i ceny

Zrównoważony rozwój nadal wpływa na decyzje inwestycyjne w całej Europie i Europie Środkowo-Wschodniej. Modernizacja istniejących budynków jest uznawana za najczęstszą strategię ESG, priorytetową dla 67 proc. inwestorów z CEE, w porównaniu z 63 proc. w całej Europie. Ponadto 33 proc. inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej domaga się obniżek cen aktywów o słabych wynikach
w zakresie zrównoważonego rozwoju, w porównaniu z 23 proc. w Europie. Z kolei 24 proc. jest bardziej skłonnych całkowicie unikać takich aktywów, w porównaniu z 21 proc. na poziomie europejskim. Chociaż kwestie ESG mają wpływ na prawie wszystkich inwestorów w Europie Środkowo-Wschodniej, często są one stosowane w celu ograniczenia ryzyka i obniżenia kosztów, a nie w celu priorytetowego traktowania proaktywnych ulepszeń w zakresie zrównoważonego rozwoju. Coraz częściej wyniki
w zakresie zrównoważonego rozwoju znajdują bezpośrednie odzwierciedlenie w wycenie aktywów i wyborze inwestycji.

 

O CBRE

CBRE Group, Inc. (NYSE:CBRE), spółka z listy Fortune 500 i S&P 500 z siedzibą w Dallas, jest największą na świecie firmą doradczą świadczącą usługi w zakresie nieruchomości komercyjnych i inwestycyjnych (na podstawie przychodów w 2024 r.). Firma zatrudnia ponad 140 000 pracowników (w tym pracowników Turner & Townsend) obsługujących klientów w ponad 100 krajach. CBRE oferuje szeroki zakres zintegrowanych usług, doradztwo strategiczne w zakresie inwestycji i wynajmu, usługi korporacyjne, usługi zarządzania nieruchomościami oraz projektami, administrację firm, bankowość hipoteczną, wyceny, usługi deweloperskie, usługi zarządzania inwestycjami oraz usługi konsultingowe i analityczne. Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony internetowej www.cbre.com.    

W 2025 roku na rynku powstało prawie 289 tys. firm. Ponad 191 tys. odwiesiło działalność

W ub.r. otwarto blisko 289 tys. jednoosobowych firm. Do tego wznowiono ponad 191 tys. [DANE Z CEIDG]

 

W ub.r. otwarto blisko 289 tys. jednoosobowych firm. Odwieszono ponad 191 tys. [DANE Z CEIDG]

 

[DANE Z CEIDG] W 2025 roku samozatrudnieni złożyli blisko 289 tys. wniosków o otwarcie firm

 

[DANE Z CEIDG] Blisko 289 tys. przedsiębiorców otworzyło swoje firmy w 2025 roku

 

W 2025 roku na rynku powstało prawie 289 tys. firm. Ponad 191 tys. odwiesiło działalność [DANE Z CEIDG]

 

W 2025 roku do CEIDG wpłynęło 288,8 tys. wniosków o założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Rok wcześniej było to zaledwie o 64 mniej. Jednocześnie zamknięto 196,7 tys. JDG, a w 2024 r. – 189 tys. W 2025 r. do rejestru wpłynęło też 191,1 tys. wniosków o wznowienie firmy. To o 0,2% więcej niż w 2024 roku – 190,6 tys. Eksperci podsumowujący ww. dane mówią, że liczba nowych JDG utrzymuje się na stabilnym poziomie. Wznowienia i zamknięcia krążą wokół podobnych wartości, a przedsiębiorcy coraz częściej traktują działalność gospodarczą jak przełącznik, który można włączyć lub wyłączyć w zależności od popytu.

W całym 2025 roku do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpłynęło 288,8 tys. wniosków o założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 64 więcej niż w 2024 roku. Dla porównania w 2025 roku złożono 196,7 tys. wniosków o zamknięcie JDG, a w 2024 r. – 189 tys. Dr Bartłomiej Gabryś, wykładowca na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, jest zdania, że te liczby dowodzą, iż polska gospodarka osiągnęła pewien poziom stabilizacji, a w otoczeniu prawnym nie nastąpiły zmiany, które by powodowały odwrócenie trendu.

– Działa to w obie strony, tj. nie pojawiły się zachęty do zatrudniania na umowy o pracę, ale też nie popłynął sygnał, że prowadzenie działalności gospodarczej stało się trudniejsze albo bardziej ryzykowne – dodaje dr Gabryś.

Pytany o przyczyny zarejestrowania w ciągu roku blisko 289 tys. jednoosobowych działalności radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol wskazuje, że JDG pozostaje najłatwiejszą formą wejścia w działalność biznesową. W rezultacie jest powszechnie wykorzystywana zarówno do faktycznego prowadzenia firmy, jak i do świadczenia usług w formule B2B czy dorabiania do innych źródeł dochodu.

– W ujęciu bezwzględnym liczba blisko 289 tys. nowych JDG jest wysoka i pokazuje skalę zainteresowania tą formą aktywności. Nie można jej jednak oceniać w oderwaniu od liczby zamknięć, ponieważ dopiero porównanie obu wskaźników pokazuje realną kondycję sektora. W 2025 roku liczba zamknięć była wyraźnie wyższa niż rok wcześniej, co oznacza, że mimo identycznej wartości nowych działalności, bilans netto uległ pogorszeniu. Jak trafnie można to ująć, rynek do JDG wchodzi równie chętnie, ale wychodzi z niego coraz szybciej – dodaje mec. Adrian Parol.

Z kolei dr Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton, wskazuje, że po 2020 roku możemy wyróżnić kilka faz dotyczących zainteresowania rejestracją działalności gospodarczej. Pierwsza z nich to pandemiczny rok 2020, kiedy złożono nieco ponad 260 tys. wniosków. Lata 2021 (295 tys. wniosków o rejestrację) i 2022 (310 tys.) to okres przyspieszenia postpandemicznego, zaś 2023 rok (302 tys.) to początek okresu nieco mniejszej liczby tego rodzaju wniosków. W 2024 i 2025 roku ich liczba była niemal identyczna (289 tys.), co podkreśla stabilizację w tym względzie.

– Znacznie ciekawsze jest spojrzenie na saldo netto, tj. liczbę założeń po odjęciu zamknięć JDG. Tutaj widzimy zdrowy trend stabilnie mocnego przyrostu liczby JDG. Co roku mamy przewagę netto założeń JDG nad zamknięciami o co najmniej 100 tys. To pokazuje, że zdrowy, przedsiębiorczy duch nie opuszcza Polaków oraz osób niebędących obywatelami Polski, a zakładających działalność gospodarczą, pośród których najliczniejszą grupę stanowią obywatele Ukrainy – uzupełnia dr Mrowiec.

W 2025 r. do rejestru CEIDG wpłynęło 191,1 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,2% więcej niż w 2024 roku, kiedy takich zgłoszeń było 190,6 tys. Jak podkreśla dr Mrowiec, fakt, że wznowienia stanowią ponad 2/3 nowych rejestracji, dowodzi, iż znaczna część prowadzących działalność w formie JDG wykorzystuje elastyczność tego sposobu prowadzenia biznesu. Przełączają się między trybem aktywnym i nieaktywnym. Część wykonuje prace sezonowe, np. w obsłudze turystów w miejscowościach, które przyciągają gości tylko latem. Z puntu widzenia takich osób nie ma sensu ponosić kosztów ZUS, księgowości i innych przez cały rok, tj. rozsądniej jest aktywować się na czas sezonu. 

– Freelancerzy i podmioty działające w formule B2B aktywują działalność na czas, kiedy mają kontrakty, a zawieszają w okresach pomiędzy czy np. planując długie wakacje. Wyrejestrowanie JDG może też być sposobem ograniczenia kosztów na czas, kiedy działalność nie ma klientów bądź nie udało się zatrudnić pracowników. Należy przy tym pamiętać, że zawieszenie nie przerywa biegu ulgi na start w ZUS ani 24-miesięcznego preferencyjnego ZUS na początku prowadzenia działalności – mówi ekspert z Grant Thornton.

W ocenie dra Bartłomieja Gabrysia, liczba wznowionych działalności jest odpowiednia, gdy wziąć pod uwagę dynamikę otwierania i zamykania JDG. Ta liczba świadczy o stabilizacji na rynku i braku zmian w otoczeniu, szczególnie finansowym, fiskalnym i prawnym. Prawnik Adrian Parol dodaje, że zbliżona liczba wznowień rok do roku nie jest zaskoczeniem i wskazuje na utrwalenie się cyklicznego modelu funkcjonowania jednoosobowych działalności gospodarczych.

– JDG coraz częściej pełni rolę elastycznego instrumentu reagowania na koniunkturę, który można zawiesić w okresie braku zleceń i wznowić wraz z pojawieniem się nowych kontraktów. Stabilność tego wskaźnika sugeruje, że warunki prowadzenia działalności w analizowanych okresach były podobne, przynajmniej z punktu widzenia opłacalności powrotu na rynek – podsumowuje mec. Parol.

Źródło: Mondaynews.pl

Rynek retail mediów w 2026 roku ma szansę na duży wzrost. Dynamika może sięgnąć nawet 30 proc. r/r

RYNEK RETAIL MEDIÓW W 2026 R. NAPĘDZAĆ
BĘDĄ MARKETPLACE’Y I PLATFORMY E-COMMERCE [RAPORT]

Autorzy: MyShopTV

--

W tym roku rynek retail mediów utrzyma dwucyfrową dynamikę wzrostu wartości, sięgającą nawet 30% rdr. Największym jego źródłem będą kolejne przesunięcia budżetów z innych kanałów. Głównym motorem napędowym pozostaną kategorie o wysokiej konkurencji i częstym zakupie. Ton i standardy nadal będą nadawać najwięksi gracze, ale pojawią się też średni i mniejsi retailerzy. Wzrost rynku znacząco może przyspieszyć jego konsolidacja, poprzez przejęcia, alianse technologiczne i partnerstwa. Rozwój napędzać będą platformy marketplace z dużymi platformami e commerce. Z kolei hamować go mogą takie problemy, jak brak jednolitych standardów pomiarowych i raportowania, fragmentaryzacja narzędzi, ograniczenia jakości danych oraz niedobory wiedzy. Rynek może też się przegrzać, jeżeli zbyt mocno wzrośnie presja na powierzchnie reklamowe, a spadnie jakość ekspozycji.

Prognozy ekspertów rynkowych zakładają, że w 2026 roku rynek retail mediów utrzyma wysoką, dwucyfrową dynamikę wzrostu wartości, sięgającą nawet ok. 30% rdr. To oznacza kontynuację silnego trendu i potencjalne przekroczenie granicznych prognoz z ub.r. Według Macieja Tygielskiego z MyShopTV, głównym motorem napędowym pozostaną kategorie o wysokiej konkurencji i częstym zakupie. Duży wpływ będą mieć też rozwijane ekosystemy sieci stacjonarnych oraz oferta łącząca online i sklep.

– W tym roku, tak jak w zeszłym, głównym źródłem wzrostu rynku retail mediów w Polsce nadal będą przesunięcia budżetów z innych kanałów, przede wszystkim z performance marketingu, digital display, social czy tradycyjnych mediów, takich jak telewizja. Dodatkowo widoczny będzie udział nowych budżetów, przeznaczanych bezpośrednio na retail media na jednocyfrowym lub niskim dwucyfrowym procencie ogółu budżetów – mówi Radosław Gołąb z MyShopTV.

Zdaniem Tygielskiego, ton i standardy nadal będą nadawać najwięksi gracze, bo mają skalę ruchu i dane. Jednak do rynku retail mediów dołączą średni i mniejsi retailerzy, bo rośnie dostępność gotowych rozwiązań technologicznych i modeli sieciowych. Jak wyjaśnia Radosław Gołąb, rozwój narzędzi self service i automatyzacji kampanii obniży próg wejścia technologicznego. Rosnące zapotrzebowanie na monetyzację danych first party oraz możliwość generowania dodatkowych przychodów zachęcą mniejszych i średnich graczy do budowy własnych rozwiązań lub korzystania z partnerstw.

– Wzrost rynku znacząco może przyspieszyć jego konsolidacja, poprzez przejęcia, alianse technologiczne i partnerstwa między operatorami retail media, brokerami, agencjami i dostawcami technologii. Takie działania sprzyjają standaryzacji narzędzi, integracji danych i skalowaniu rozwiązań, co obniża barierę wejścia dla mniejszych graczy i zwiększa zaufanie reklamodawców – zauważa Gołąb.

Jak wyjaśnia Maciej Tygielski, konsolidacja ułatwia zakup i pomiar, a to odblokowuje większe budżety. Największą jej wartością byłoby uproszczenie standardów i dostępu do inventory. Do tego Igor Ruczyński z MyShopTV dodaje, że stworzenie jednego narzędzia do planowania i realizacji kampanii, tj. połączenie obecnych możliwości technologicznych aktywnych graczy rynkowych, pozwoliłoby na zwiększenie atrakcyjności mediowej tego kanału.

– Kluczowym czynnikiem napędzającym rozwój rynku będą platformy marketplace, z dużymi platformami e commerce pełniącymi rolę głównych generatorów przychodów reklamowych i miejscem inwestycji marek. Klasyczni retailerzy omnichannel będą natomiast wzmacniać segment retail media poprzez integrację kanałów online i in store, co może prowadzić do bardziej zaawansowanych i angażujących formatów kampanii – przewiduje Gołąb.

W opinii Ruczyńskiego, powstanie dedykowanej platformy marketplace dla rynku omnichannel retail media w Polsce to kwestia czasu. Rozproszenie operacyjne zakupu kampanii w kilku sieciach jest nieefektywne i nieatrakcyjne dla podmiotów inwestujących w kampanie. Na sprzedaż w modelu direct będą mogli pozwolić sobie wyłącznie gracze dominujący na rynku.

– W tym roku duże marki FMCG nadal będą jednym z najważniejszych motorów wzrostu. Mają procesy i stałe budżety. Jednak coraz większą rolę zaczną odgrywać mniejsze i lokalne brandy, które dostrzegają w retail mediach efektywny sposób dotarcia do konsumentów z intencją zakupową. Rosnąca dostępność narzędzi pomagających w realizacji kampanii i możliwości wykorzystania danych first‑party sprzyjają szerszemu sięganiu po  retail media także przez średnie i lokalne marki – uważa Radosław Gołąb.

Eksperci z MyShopTV twierdzą też, że zmiana podejścia agencji, w tym traktowanie retail mediów jako integralnego elementu planowania mediowego, a nie tylko jako dodatek, może znacząco przyspieszyć wzrost rynku. Agencje pełnią rolę edukacyjną wobec klientów i ich gotowości do alokacji budżetów, a większe zaangażowanie agencji usprawnia integrację retail mediów w miksie mediowym.

– Retail media w Polsce mają potencjał, by stać się jednym z trzech największych kanałów digitalowych w miksie mediowym marek. Jednak w 2026 roku może być jeszcze za wcześnie na TOP3 w skali całego rynku. Warunkiem jest standaryzacja, większa dostępność self service i możliwość porównywania efektywności między retailerami – analizuje Maciej Tygielski.

Oczywiście istnieje ryzyko „przegrzania” rynku i spadku efektywności wraz z jego szybkim wzrostem. Może się tak stać, jeżeli zbyt mocno podniesie się presja na powierzchnie reklamowe i spadnie jakość ekspozycji. Rynek obroni jego efektywność, jeśli zadba o trafność, kontrolę częstotliwości i racjonalną politykę cenową.

– Polski rynek retail mediów nadal pozostaje około dwa lata za rynkami USA i Europy Zachodniej pod względem skali i dojrzałości ekosystemów reklamowych. Jednak w obszarze in store jesteśmy już w europejskiej czołówce pod względem dostępności powierzchni reklamowych i formatów w fizycznych sklepach, co w pewnych aspektach stawia nas przed niektórymi rynkami, w tym częściowo USA, gdzie udział tego segmentu w całkowitych wydatkach retail mediów jest mniejszy – wskazuje Radosław Gołąb.

Dystans wciąż istnieje przede wszystkim w budżetach reklamowych przeznaczanych na retail media. W USA i Europie Zachodniej są one wielokrotnie wyższe niż w Polsce, co stanowi istotną lukę rozwojową. Jednak w 2026 roku większe inwestycje w dane first party, narzędzia pomiarowe i integrację kanałów (online + in store) mogą przyspieszyć tempo doganiania bardziej dojrzałych rynków, choć pełne wyrównanie dystansu wciąż jest procesem kilkuletnim.

– Główne bariery powiększania rynku pozostaną podobne jak w 2025 roku. To brak jednolitych standardów pomiarowych i raportowania, fragmentaryzacja narzędzi, ograniczenia jakości danych oraz niedobory wiedzy na rynku. Te czynniki utrudniają skalowanie inwestycji. Mogą ograniczać napływ nowych budżetów, ponieważ reklamodawcy i agencje zachowają ostrożność przy alokacji większych środków bez klarownych wskaźników ROI – zwraca uwagę Radosław Gołąb.

Jak podsumowuje Maciej Tygielski, rozwiązaniem będzie przyjmowanie wspólnych definicji metryk oraz niezależna weryfikacja pomiaru, nawet jeśli wdrożenie będzie nierówne. Branża coraz aktywniej pracuje nad standaryzacją i adaptacją wytycznych międzynarodowych, co w perspektywie 2026 roku może poprawić porównywalność wyników i przyspieszyć napływ budżetów do tego kanału.

100 tys. zł zamrożone w fakturach. Zatory płatnicze stają się kosztem stałym branży metalowej

Branża metalowa wchodzi w 2026 rok z tym samym problemem, z którym mierzy się od lat – kapitałem zamrożonym w fakturach. Z najnowszego badania przeprowadzonego w styczniu 2026 roku przez Keralla Research na zlecenie Bibby Financial Services wynika, że mediana środków „uwięzionych” w nieopłaconych fakturach ponownie wynosi ok. 100 tys. zł na firmę. Co więcej, aż 96 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że kontrahenci nie płacą im w terminie.

To już trzeci pomiar tego zjawiska przez Bibby Financial Services w ciągu kilkunastu miesięcy – i wszystko wskazuje na to, że zatory płatnicze nie są incydentem ani przejściowym skutkiem dekoniunktury. Stają się trwałym elementem modelu funkcjonowania sektora.

100 tys. → 200 tys. → 100 tys. To nie wahanie, to schemat

We wrześniu 2024 roku mediana zamrożonych należności wynosiła 100 tys. zł. W czerwcu 2025 roku wzrosła do 200 tys. zł. Na początku 2026 roku ponownie oscyluje wokół 100 tys. zł. Na pierwszy rzut oka można uznać to za poprawę. Jednak analiza długofalowa pokazuje coś innego.

– Trzy kolejne pomiary wartości należności zamrożonych w fakturach w branży przetwórstwa metali pozwalają uznać obserwowane poziomy za trwały element modelu funkcjonowania sektora. Mediana deklarowanych kwot pokazuje ponownie poziom ok. 100 tys. zł, przy okresowych wzrostach do ok. 200 tys. zł w miesiącach wysokiej aktywności operacyjnej. To typowy zakres ekspozycji przedsiębiorstw na należności, a nie przejściowe odchylenie 

– komentuje Katarzyna Pydych, CEO & Founder Keralla Research.

Oznacza to, że dla przeciętnej firmy metalowej około 100 tys. zł pozostaje permanentnie poza obiegiem operacyjnym. Przy tym, aż 45,3 % badanych deklaruje wartość zamrożonych należności na poziomie między 100 a 200 tys. zł i więcej.

Przy rosnących kosztach energii, surowców i pracy taka kwota przestaje być „technicznym opóźnieniem” – staje się zagrożeniem dla płynności.

96 proc. firm czeka na przelew

Skala zjawiska jest niemal powszechna. Z badania wynika, że aż 96 proc. firm otrzymuje płatności po terminie. Najczęściej są to opóźnienia rzędu dwóch–czterech tygodni (64%), ale co piąta firma czeka nawet dwa miesiące lub dłużej.

W praktyce oznacza to, że przy wysokich kosztach stałych przedsiębiorstwa finansują działalność swoich odbiorców z własnego kapitału obrotowego. A gdy skala zamówień rośnie – rośnie też poziom zamrożonych należności.

Efekt? Każde spowolnienie po stronie kontrahenta może uruchomić reakcję łańcuchową.

Zator jako „nowa norma”

– Dane pokazują, że w branży metalowej nie mamy do czynienia z chwilowym kryzysem płynności, ale z utrwalonym mechanizmem funkcjonowania rynku. Firmy przyzwyczaiły się do tego, że część ich kapitału jest stale zamrożona w fakturach. To bardzo ryzykowne podejście 

– mówi Wojciech Czapeczko, Dyrektor ds. Finansowania Biznesu w Bibby Financial Services.

Wojciech Czapeczko_weekly.jpg

Jak podkreśla ekspert, przy obecnej skali kosztów operacyjnych nawet 100 tys. zł oznacza często równowartość miesięcznych wynagrodzeń, zakupu partii surowca lub wkładu własnego do inwestycji.

– Jeśli firma akceptuje taki poziom ekspozycji jako „naturalny”, ogranicza swoją zdolność inwestycyjną i elastyczność finansową. W momencie, gdy pojawia się większy kontrakt lub potrzeba modernizacji linii produkcyjnej, brakuje kapitału, który mógłby ten rozwój sfinansować 

– dodaje Wojciech Czapeczko.

Płynność to dziś kwestia strategiczna

Wydłużone cykle rozliczeniowe w sektorze metalowym mają charakter systemowy. To oznacza, że firmy nie powinny traktować ich jako wyjątku, lecz jako stały element zarządzania finansami.

– W obecnym otoczeniu rynkowym płynność finansowa przestaje być zagadnieniem operacyjnym, a staje się kwestią strategiczną. Przedsiębiorstwa, które nie zabezpieczają kapitału obrotowego, narażają się na utratę kontroli nad tempem rozwoju 

– podkreśla Wojciech Czapeczko.

Faktoring odblokuje kapitał

Jednym z narzędzi pozwalających przerwać ten mechanizm jest faktoring – czyli zamiana należności na gotówkę bez konieczności oczekiwania na przelew od kontrahenta.

Faktoring nie jest dziś rozwiązaniem „ratunkowym”, lecz elementem profesjonalnego zarządzania kapitałem obrotowym. Pozwala firmom funkcjonować przewidywalnie – niezależnie od dyscypliny płatniczej odbiorców. Uwalnia zamrożone środki i przywraca sprawczość finansową – wyjaśnia ekspert Bibby Financial Services.

Jak dodaje, w branży o wysokiej intensywności kosztów nawet krótkotrwałe zatory mogą zahamować inwestycje w technologie czy rozwój nowych rynków.

Dzięki faktoringowi przedsiębiorstwo może finansować produkcję z własnej sprzedaży, a nie z kredytu czy odroczonych zobowiązań. To fundamentalna różnica w zarządzaniu ryzykiem.

Problem, który nie znika

Powrót mediany zamrożonych należności do poziomu 100 tys. zł nie oznacza poprawy sytuacji. Oznacza stabilizację na poziomie, który od trzech pomiarów badania Bibby Financial Services pozostaje wysoki.

Branża metalowa nauczyła się funkcjonować z permanentnie zamrożonym kapitałem. Pytanie brzmi: jak długo może sobie na to pozwolić?

O badaniu
Badanie „Sytuacja w branży metalowej – 2026” zostało zrealizowane w styczniu 2026 roku przez Keralla Research metodą Mix-Mode (CATI + CAWI) na zlecenie Bibby Financial Services. Reprezentatywna próba ogólnopolska producentów przetwarzających metale – firmy małe, średnie i duże, n=100 (bez mikroprzedsiębiorstw). Respondentami byli właściciele, kierownicy oraz osoby odpowiedzialne za zakupy lub rozwój.

O Bibby Financial Services
Bibby Financial Services jest spółką faktoringową, częścią Bibby Line Group – niezależnej brytyjskiej grupy firm. Bibby Financial Services od 40 lat dostarcza przedsiębiorcom różne narzędzia finansowe, wspierające stabilne funkcjonowanie i rozwój. 
W Polsce firma funkcjonuje od 2002 roku. Pracuje w trzech oddziałach w Warszawie, Poznaniu i Katowicach, które swoim zasięgiem obejmują cały kraj. Firma jest niezależna od banków. Należy do Polskiego Związku Faktorów oraz największego międzynarodowego zrzeszenia faktorów International Factors Group. 
Więcej na www.bibbyfinancialservices.pl

Kontakt dla mediów:
Magdalena Szymańska
Biuro Prasowe Bibby Financial Services
Human Signs
Tel. 510 491 298
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 
www.humansigns.pl  

Jak oszczędzali Polacy w 2025 roku?

Rok 2025 potwierdził, że Polacy coraz lepiej radzą sobie z odkładaniem pieniędzy – o ile mają jasno określony cel i prosty plan działania. Z danych Banku BNP Paribas[1] wynika, że oszczędzanie przestaje być jedynie deklaracją, a coraz częściej staje się realnym nawykiem, wspieranym przez narzędzia ułatwiające systematyczność i kontrolę nad finansami.

Zgodnie z badaniem zrealizowanym na zlecenie Banku BNP Paribas, 58% Polaków zadeklarowało, że w ciągu ostatnich miesięcy udało im się zaoszczędzić pieniądze. Jednocześnie jedynie 9% respondentów przyznało, że w tym czasie musiało sięgnąć po pożyczkę na bieżące wydatki. Dane te pokazują zmianę w podejściu do finansów osobistych – coraz więcej osób buduje poduszkę bezpieczeństwa i myśli o przyszłości w dłuższej perspektywie.

- To wyraźny sygnał rosnącej stabilizacji finansowej części gospodarstw domowych oraz zmiany podejścia do zarządzania budżetem – mówi Sebastian Parol, lead ekspert produktu Oszczędności i Inwestycje w Banku BNP Paribas.

Oszczędzanie coraz bardziej świadome

Badanie Banku BNP Paribas pokazuje, że oszczędzanie w 2025 roku ma przede wszystkim wymiar psychologiczny i celowy. Dla większości Polaków odkładanie pieniędzy wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa, możliwością realizacji marzeń oraz budowaniem kapitału na przyszłość. Jednocześnie aż 93% badanych uważa, że oszczędzania można się nauczyć, choć tylko 40% deklaruje dobrą lub bardzo dobrą znajomość produktów oszczędnościowych.

Widzimy wyraźnie, że Polacy coraz rzadziej odkładają pieniądze „na wszelki wypadek”. Zamiast tego częściej potrzebują konkretnego celu, który nadaje sens oszczędzaniu i pomaga utrzymać regularność. To bardzo dojrzałe podejście, które sprzyja budowaniu długofalowych nawyków finansowych – podkreśla Sebastian Parol.

GOdreams jako odpowiedź na potrzebę planowania

Zmianę tę potwierdzają także dane z usługi GOdreams, dostępnej w aplikacji Banku BNP Paribas, która pozwala odkładać pieniądze na konkretne cele. W 2025 roku 46% celów założonych w GOdreams zostało już zrealizowanych, co pokazuje, że oszczędzanie oparte na jasno zdefiniowanym marzeniu znacząco zwiększa skuteczność odkładania środków.

Co istotne, 40% użytkowników GOdreams odkłada środki w sposób cykliczny, a mediana wartości jednego celu przekracza 1000 euro. To sygnał, że Polacy coraz częściej planują nie tylko drobne przyjemności, ale również większe wydatki, rozłożone w czasie i dopasowane do swoich możliwości finansowych.

Cel działa jak finansowy kompas. Kiedy wiemy, po co oszczędzamy, łatwiej jest zachować systematyczność i konsekwencję. GOdreams odpowiada na tę potrzebę, upraszczając proces planowania i dając użytkownikom poczucie kontroli nad własnymi pieniędzmi – dodaje ekspert Banku BNP Paribas.

Silna wola ważniejsza niż dochody – ale nie bez planu

Z badania wynika również, że 71% Polaków uważa, iż kluczowym czynnikiem sprzyjającym oszczędzaniu jest silna wola i wypracowany nawyk, a nie wyłącznie wysokość zarobków. Jednocześnie respondenci przyznają, że to właśnie lepsze dochody byłyby dla nich najsilniejszym impulsem do zwiększenia oszczędności.

Ten pozorny paradoks pokazuje, że skuteczne oszczędzanie wymaga połączenia motywacji, planu oraz narzędzi, które pomagają zamienić intencje w działanie. Rok 2025 potwierdził, że Polacy są na dobrej drodze – coraz częściej myślą o finansach w sposób uporządkowany i długofalowy.

Optymizm na przyszłość

Dane Banku BNP Paribas pokazują, że oszczędzanie w Polsce dojrzewa. Choć wciąż ponad 40% Polaków deklaruje, że nie ma dziś wystarczających środków, by odkładać regularnie, rośnie grupa osób, które potrafią planować, realizować cele i budować finansowe poczucie bezpieczeństwa.

Bank rozwija równolegle rozwiązania, które mają wspierać ten trend – zarówno w obszarze narzędzi do planowania celów, jak i ofert promujących systematyczne odkładanie środków. Przykładem jest promocja „Zyskuj 3x7%”, która obejmuje możliwość uzyskania oprocentowania do 7% na koncie oszczędnościowym, dodatkowe korzyści związane z regularnym oszczędzaniem oraz premię powiązaną z aktywnym korzystaniem z konta osobistego. Takie rozwiązania premiują regularność i aktywność oraz wpisują się w obserwowaną zmianę podejścia Polaków do finansów: od okazjonalnego odkładania nadwyżek do świadomego, zaplanowanego budowania kapitału.

- Konstrukcja oferty „Zyskuj 3x7%” premiuje systematyczność – czyli dokładnie ten element, który nasze badanie wskazuje jako kluczowy dla skutecznego budowania finansowej poduszki bezpieczeństwa - mówi Sebastian Parol.

To rozwiązanie wpisuje się w obserwowany w 2025 roku trend: Polacy coraz częściej potrzebują nie tylko motywacji, ale także konkretnych, prostych mechanizmów, które pomagają przekuć dobre intencje w realne oszczędności. Atrakcyjne oprocentowanie może być impulsem do rozpoczęcia odkładania środków lub przyspieszenia realizacji już wyznaczonych celów – niezależnie od tego, czy dotyczą one wakacji, większych zakupów, czy budowy długoterminowej rezerwy finansowej.

Rok 2025 można więc podsumować jako czas, w którym oszczędzanie przestało być wyłącznie wyrzeczeniem, a zaczęło być świadomym wyborem i elementem codziennego zarządzania finansami – z wyraźnym celem i planem na przyszłość.

Więcej informacji na stronie: godreams.pl oraz na stronie promocji: https://www.bnpparibas.pl/klienci-indywidualni/oszczednosci-i-inwestycje/zyskuj-potrojnie-edycja-2

[1] Jaki stosunek do oszczędzania mają Polacy? – badanie CAWI Minds&Roses, N=1000, reprezentatywna próba ogólnopolska 18+, październik 2025

Źródło: BNP Paribas

Styczeń zakończył się w sklepach wzrostem cen na poziomie 3,7 proc. rdr. Najbardziej zdrożały używki i chemia gospodarcza

Według analizy ponad 82 tys. cen detalicznych, w styczniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to łącznie 17 kategorii najczęściej kupowanych produktów. W zestawieniu z wynikami z końcówki 2025 roku widać dalsze spowolnianie dynamiki wzrostu cen rdr. Ostatnio sama żywność podrożała średnio o 3,2% rdr. Różnica między nią i innymi grupami artykułów jest nadal zauważalna, ale coraz mniejsza. Wśród najbardziej drożejących kategorii w styczniu br. można zobaczyć używki (+10,2% rdr.), chemię gospodarczą (+8,3% rdr.), słodycze i desery (+7,1% rdr.), mięso (+6,7% rdr.), a także dodatki spożywcze (+5,9% rdr.). Natomiast na końcu zestawienia są warzywa (-4,1% rdr.), owoce (-3,1% rdr.), jak również art. dla dzieci (+1,6% rdr.). Ogólnie styczniowe ceny w sklepach trzymają się na wyższym plusie niż sama inflacja.

Z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w styczniu br. codzienne zakupy średnio zdrożały o 3,7% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci – łącznie 17 kategorii. W grudniu wzrost rdr. (wyliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 3,8%, a w listopadzie – 4,2%.

– Ostatni niewielki spadek dynamiki wzrostów wynika głównie z efektów sezonowych, takich jak wyprzedaże świąteczne, kończące się w grudniu, a także ze stabilizacji cen po Nowym Roku. To jest typowe dla stycznia w handlu spożywczym. Dla konsumentów to pozytywny sygnał krótkoterminowej stabilizacji, choć zmiana jest niewielka i nie wskazuje na gwałtowne spadki cen – mówi dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito.

Ceny samej żywności w styczniu br. poszły w górę średnio o 3,2% rdr. W grudniu odnotowano wzrost rdr. o 3,1%, a w listopadzie – o 3,7%. – Rynek nie dostarcza impulsów do zwiększonej presji cenowej w obszarze żywności. Jej ceny utrzymują się na tym samym poziomie wzrostów co w grudniu. Nieznaczne różnice w tym wypadku są raczej kosmetyczne i mogą być spowodowane niewielkimi wahaniami kursów walut. Te z kolei utrzymują się na stabilnym poziomie i nic nie wskazuje na to, by sytuacja ta miała się zmienić – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Różnica pomiędzy wszystkimi analizowanymi kategoriami a samą żywnością jest nadal widoczna, choć właściwie coraz mniejsza. Dr Joanna Myślińska-Wieprow uważa, że to jest dobrą wiadomością dla gospodarstw domowych. – Ceny żywności, jako największej części wydatków, rosną wolniej niż chemia czy używki. Tendencja ta wynika z globalnego spadku cen surowców rolnych i efektu bazowego po wysokich wzrostach w 2025 r. Analiza danych wskazuje na stopniową normalizację, gdzie handel detaliczny odbudowuje marże bez szokowych podwyżek – dodaje ekspertka.

Po danych widać też, że używki (+10,2% rdr.), chemia gospodarcza (+8,3% rdr.), słodycze i desery (+7,1% rdr.), mięso (+6,7% rdr.) oraz dodatki spożywcze (+5,9% rdr.) stanowią TOP5 najbardziej drożejących kategorii w styczniu br. Według autorów analizy, w przypadku używek kluczową rolę odgrywa wzrost stawek akcyzy, który bezpośrednio przekłada się na ceny detaliczne. W opinii dr inż. Anny Motylskiej-Kuźmy, skala podwyżek mogła być jeszcze większa. Jednak część rozwiązań zaproponowanych przez rząd została zawetowana przez Prezydenta RP, co ograniczyło presję cenową w tym obszarze.

– W segmencie chemii gospodarczej istotnym czynnikiem pozostają rosnące wymagania środowiskowe oraz związane z nimi koszty dostosowania procesów produkcyjnych. Choć bardzo wysoka konkurencja w tym sektorze ogranicza możliwość pełnego przenoszenia kosztów na konsumentów, obserwowana dynamika cen jest nadal wyraźnie wyższa niż przeciętne tempo wzrostu cen w innych kategoriach. Z kolei w przypadku słodyczy i deserów głównym źródłem presji cenowej pozostają utrzymujące się wysokie ceny surowców, w szczególności kakao oraz tłuszczów. One od dłuższego czasu istotnie wpływają na koszty produkcji i finalne ceny tych produktów – uzupełnia ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Natomiast na dole tabeli widać warzywa (-4,1% rdr.), owoce (-3,1% rdr.), a także art. dla dzieci (+1,6% rdr.). Jak wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma, w przypadku warzyw i owoców istotną rolę odgrywa zimowa struktura podaży. Dostawcy, przygotowując się do nowego sezonu, dążą do stopniowego upłynniania zapasów, co sprzyja obniżkom cen. W przypadku importowanych produktów kluczowe znaczenie mają koszty transportu oraz kursy walutowe. Niskie ceny ropy naftowej i paliw na światowych rynkach w ostatnim kwartale 2025 r. oraz w styczniu 2026 r. przełożyły się na spadek kosztów transportu, co ograniczało presję cenową w tych kategoriach.

– Jednocześnie należy podkreślić, że ceny surowców energetycznych pozostają silnie uzależnione od czynników geopolitycznych, które w ostatnim okresie cechują się podwyższoną niestabilnością, co utrudnia prognozowanie dalszych zmian cen paliw i gazu. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym spadkom cen warzyw i owoców było umocnienie złotego wobec głównych walut, w szczególności euro i dolara amerykańskiego, co obniżało koszty importu. W rezultacie były to jedyne kategorie w styczniowym zestawieniu, w których dynamika cen rok do roku przyjęła wartości ujemne – zauważa ekspertka.

Jak zaznacza dr Joanna Myślińska-Wieprow, tylko te dwie kategorie są na minusie. Większość art. spożywczych podlega efektowi pełzającego wzrostu, podczas gdy świeże produkty są wrażliwe na pogodę i cykle rolne. To kontrastuje z ogólnym wzrostem, podkreślając sezonowość w handlu. – Z kolei relatywnie niska dynamika wzrostu cen w segmencie artykułów dla dzieci wynika z wysokiej konkurencji oraz ograniczonej możliwości przenoszenia kosztów na konsumentów. To sprzyja stabilizacji cen i utrzymywaniu ich wzrostu na wyraźnie niższym poziomie niż w pozostałych kategoriach – objaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Autorzy analizy zwracają uwagę na to, że styczniowe ceny w sklepach trzymają się na wyższym plusie niż sama inflacja. Jak tłumaczy ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW, to wynika przede wszystkim z różnic w konstrukcji obu miar. Oficjalna inflacja CPI obejmuje szeroki koszyk dóbr i usług, w tym paliwa i energię, których ceny w ostatnich miesiącach kształtowały się na relatywnie niskich poziomach i w istotnym stopniu obniżały ogólny odczyt inflacji. Tymczasem ceny w sklepach detalicznych w większym stopniu odzwierciedlają zmiany w segmentach żywności i artykułów codziennego użytku, gdzie presja kosztowa pozostaje relatywnie wyższa.

– Na ceny detaliczne nadal oddziałują czynniki strukturalne, takie jak koszty pracy, regulacje środowiskowe, podatki pośrednie oraz ceny wybranych surowców, które nie reagują tak szybko na spadki cen energii czy paliw. W efekcie dynamika cen w sklepach pozostaje wyższa niż inflacja liczona dla całej gospodarki, mimo ogólnej stabilizacji sytuacji cenowej – podkreśla dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Z kolei dr Joanna Myślińska-Wieprow wskazuje, że sieci handlowe wprowadzają selektywne podwyżki cen. Wynika to z odbudowy marż po pandemii, rosnących kosztów energii i logistyki oraz globalnych trendów cen surowców. Ekspertka stwierdza, że wynik ze stycznia sugeruje dalsze spowolnienie dynamiki do 3-3,5% rdr. w kolejnych miesiącach dla całego koszyka i 2,5-3% rdr. dla żywności.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki ze stycznia 2026 r. i analogicznego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 82 tys. cen detalicznych z przeszło 38,5 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Uwaga! Autorzy raportu zastrzegają, że powyższa analiza nie może być traktowana jako pomiar wzrostu lub spadku ogólnego poziomu inflacji.

Źródło: UCERaearch

W ub.r. zlikwidowano prawie 197 tys. jednoosobowych firm. Ponad 388 tys. zawieszono [DANE Z CEIDG]

W 2025 roku samozatrudnieni złożyli blisko 197 tys. wniosków o zamknięcie firm. To wzrost r/r o 4,1 proc.

 

[CEIDG] Blisko 200 tys. przedsiębiorców zamknęło swoje firmy w 2025 roku. To wzrost r/r o ponad 4 proc.

 

W ub.r. zlikwidowano prawie 197 tys. jednoosobowych firm. Ponad 388 tys. zawieszono

 

W 2025 roku z rynku zniknęło prawie 197 tys. firm. Ponad 388 tys. zawiesiło działalność [DANE Z CEIDG]

 

W 2025 roku do rejestru CEIDG wpłynęło blisko 197 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz 288,8 tys. wniosków o otwarcie JDG. Dla porównania w 2024 roku złożono 189 tys. wniosków o wykreślenie i 288,8 tys. o otwarcie. W ub.r. było o 4,1% więcej likwidacji niż w 2024 roku. W zeszłym roku w siedmiu województwach liczba wniosków o zamknięcie JDG była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie, lubuskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie. Ponadto w ub.r. do rejestru CEIDG wpłynęło 388,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG, czyli o 3,3% więcej niż w 2024 roku.

W ubiegłym roku do rejestru Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpłynęło 196,7 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 4,1% więcej niż w 2024 roku, kiedy odnotowano 189 tys. takich przypadków. Profesor WSB-NLU Jerzy Choroszczak, doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, zauważa, że wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 roku nie jest duży, ale może być niepokojącym sygnałem mówiącym o tym, że przedsiębiorcy indywidualni mają coraz większe problemy z wyzwaniami rynkowymi.

– Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa. Malejące przychody w powiązaniu z wyższymi kosztami, nawet jeżeli te tendencje są przejściowe, sprawiają, że przy braku odpowiednich buforów zabezpieczenia finansowego sytuacja przedsiębiorców może się gwałtownie pogorszyć. To może skutkować podjęciem decyzji o zamknięciu firmy – wyjaśnia profesor.

Komentując te dane, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński z kancelarii GKPG zauważa, że przedstawiony wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 r. może być trochę niepokojący. W ub.r. sytuacja na rynku była w miarę dobra, więc wynik powinien iść raczej w drugą stronę, tj. wskazywać na lekki spadek.

– Ponadto ww. wynik potwierdza, że przedsiębiorczość indywidualna nadal rośnie, ale bardzo powoli. Warto również zauważyć, że liczba utworzonych firm w formie JDG w 2025 r. była prawie na tym samym poziomie co w 2024 roku, podczas gdy liczba zamknięć się zwiększyła. To wskazuje na stabilizację polskiej przedsiębiorczości z elementem coraz większej trudności w funkcjonowaniu przedsiębiorstw – podsumowuje dr Jerzy Choroszczak, profesor WSB-NLU.

Dane z CEIDG pokazują też sytuację w poszczególnych województwach. Liczba wniosków o zamknięcie JDG była mniejsza niż liczba wniosków o otwarcie. Na 196,7 tys. wniosków o zamknięcie w 2025 roku przypadło 288,8 tys. zgłoszeń o otwarciu jednoosobowej działalności. W 2024 roku było 189 tys. wniosków o wykreślenie firmy z rejestru i 288,8 tys. o otwarcie. W ub.r. w siedmiu województwach liczba wniosków o zamknięcie była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie (7,8 tys. – zamknięcia, 7,5 tys. – otwarcia), lubuskie (4,6 tys. vs. 4,4 tys.), pomorskie (10,3 tys. – zamknięcia, 10,2 tys. – otwarcia), śląskie (16,1 tys. – zamknięcia, 15,8 tys. – otwarcia), świętokrzyskie (4,1 tys. vs. 3,8 tys.), warmińsko-mazurskie (5,3 tys. – zamknięcia, 4,8 tys. – otwarcia) oraz zachodniopomorskie (8,3 tys. vs. 7,5 tys.).

– Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie, ale nie należy go interpretować wyłącznie przez pryzmat geografii. Różnice pomiędzy województwami wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych prowadzenia działalności – wyjaśnia radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Do tego ekspert dodaje, że w regionach, gdzie przeważają sektory bardziej wrażliwe na koszty energii, pracy czy sezonowość, zamknięcia JDG mogą przewyższać otwarcia nawet przy ogólnie stabilnej sytuacji gospodarczej. – Jednocześnie kluczowe znaczenie ma fakt, że największa liczba wniosków dotyczy działalności bez wskazania województwa, a w tej grupie wyraźnie przeważają otwarcia nad zamknięciami. To sugeruje, że coraz większa część JDG funkcjonuje poza klasycznym podziałem regionalnym – uzupełnia mec. Parol.

W zeszłym roku do rejestru CEIDG wpłynęło też 388,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 3,3% więcej niż w 2024 roku, kiedy złożono ich 375,7 tys. Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) zauważa, że zawieszenie działalności bardzo często nie oznacza trwałego wyjścia z rynku, lecz tryb tzw. „przeczekania”, który wynika z sezonowości, chwilowego braku zleceń, testowania opłacalności biznesu, czasem z przygotowania się do zmiany formy prawnej. Dlatego, jak przekonuje ekspert, trudno mówić o wyraźnie odczuwalnych, negatywnych skutkach dla gospodarki jako całości. Prof. Choroszczak podkreśla z kolei, że analiza danych z lat 2023-2024 dowodzi, iż w roku 2024 było o 2% więcej zawieszonych jednoosobowych działalności gospodarczych aniżeli w roku 2023.

– W 2025 r. mieliśmy pogłębienie negatywnego trendu wzrostowego liczby zawieszonych indywidualnych działalności gospodarczych. Nie jest to wzrost dramatyczny i może on wynikać z chwilowych trudności przedsiębiorców, ale nie daje powodów do optymizmu, zwłaszcza w powiązaniu ze wzrostem liczby zamykanych jednoosobowych form działalności. Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 roku, to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – dodaje prof. Choroszczak.

Ponadto ekspert z kancelarii GKPG dodaje, że rok 2025 był dla jednoosobowych działalności gospodarczych przede wszystkim okresem przetrwania, a nie dynamicznego rozwoju. Przedsiębiorcy w zasadzie funkcjonowali w warunkach dużej niepewności, a szczególnie niepokojące jest to, że coraz częściej decydowali się na całkowite zamknięcie firm zamiast ich czasowego zawieszenia. Dziś pełni ono głównie rolę mechanizmu ochronnego, który ma dać przedsiębiorcom czas i uchronić ich przed ostatecznym wycofaniem się z rynku. Podobnego zdania są też inni rynkowi eksperci.

– Zawieszeń jest wyraźnie więcej niż zamknięć, co można uznać za pozytywny sygnał, bo oznacza, że przedsiębiorcy częściej próbują przeczekać trudniejszy okres niż kończyć działalność. To coraz rzadziej oznacza porażkę. Końcowa konkluzja jest jednoznaczna. Polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości przedsiębiorców, a właśnie przez świadomą decyzję o przeczekaniu – podsumowuje mec. Adrian Parol.


(MN, Luty 2026 r.)

Ww. materiał  jest udostępniony na zasadzie nieodpłatnej licencji.
© MondayNews Polska | Wszelkie prawa zastrzeżone.

Rynek pojazdów ciężarowych i transportu w 2026 roku – dane i prognozy

Zachęcamy do zapoznania się z komentarzem Piotra Gąski, Dyrektora Rynku Transportu Ciężkiego w PKO Leasing, który omawia sytuację w segmencie pojazdów ciężarowych, naczep oraz firm transportowych, podsumowuje wyniki za 2025 oraz przedstawia prognozy na 2026 rok.

 

Materiał obejmuje m.in. dane dotyczące finansowania i rejestracji pojazdów ciężarowych, strukturę popytu na leasing i pożyczkę leasingową, perspektywy dla flot TSL oraz wpływ inwestycji infrastrukturalnych i środków z KPO na branżę transportową.

 

Stabilizacja i odbicie w finansowaniu transportu ciężkiego w 2025 roku

 

Rok 2025 był dla segmentu transportu ciężkiego okresem wyraźnej stabilizacji i odbicia po trudnych latach 2022–2024. Z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wynika, że wartość finansowania pojazdów ciężkich wzrosła o 4,4 proc. r/r, osiągając poziom około 19,7 mld zł. Wzrost ten był wspierany nie tylko przez leasing, ale również przez rosnące wykorzystanie pożyczki leasingowej, szczególnie przy zakupach pojazdów używanych oraz specjalistycznych konfiguracji flotowych, co pozwala firmom transportowym finansować tabor przy większej swobodzie w zarządzaniu finansami.

 

Potwierdzeniem poprawy koniunktury są również dane rejestracyjne udostępnione przez CEPiK i PZPM. W 2025 roku liczba pierwszych rejestracji samochodów ciężarowych o masie powyżej 3,5 tony wzrosła o 6,7 proc. r/r, osiągając 29 979 sztuk w okresie styczeń–grudzień. W samym grudniu liczba rejestracji wyniosła 2 710 sztuk, co oznacza wzrost o 17,8 proc r/r. Wyższa dynamika rejestracji niż leasingu świadczy zarówno o powrocie zakupów częściowo finansowanych gotówką, jak i rosnącej roli pożyczki leasingowej.

 

Firmy transportowe wracają do inwestycji, a finansowanie zewnętrzne nadal wspiera odnawianie i rozwój flot.

 

Umiarkowany optymizm i selektywne inwestycje flotowe w 2026 roku

 

Prognozy na 2026 rok są umiarkowanie optymistyczne, co oznacza, że rynek flot TSL będzie rósł, choć firmy będą podchodziły do inwestycji ostrożnie, wybierając pojazdy przede wszystkim pod kątem efektywności i opłacalności. Według ZPL cały rynek leasingu w Polsce może wzrosnąć o około 9 proc. r/r, osiągając wartość blisko 130 mld zł. W praktyce oznacza to dalsze, selektywne odnawianie taboru, z koncentracją na pojazdach o lepszej efektywności kosztowej i paliwowej oraz coraz częstszym korzystaniu z form finansowania dopasowanych do potrzeb firm, które pozwalają lepiej zarządzać kosztami i płynnością.

 

Jednocześnie branża transportowa wchodzi w 2026 rok z wyzwaniami, takimi jak presja kosztowa, problemy płatnicze i niestabilny popyt w części przewozów międzynarodowych. Decyzje flotowe będą więc podejmowane bardziej przemyślanie, co nie oznacza jednak wstrzymania inwestycji, lecz ich lepszą optymalizację i koncentrację na pojazdach przynoszących realną wartość firmom transportowym.

 

 

Rosnący popyt na finansowanie i zmiana struktury inwestycji w transporcie drogowym

 

Dane za 2025 rok jednoznacznie wskazują, że popyt na finansowanie w transporcie drogowym ponownie rośnie, choć ma inną strukturę niż przed pandemią. Odnotowujemy wzrost wartości finansowania pojazdów ciężkich o 4,4% r/r (ZPL) oraz wyższą dynamikę rejestracji niż leasingu, co oznacza, że firmy łączą różne formy finansowania – leasing, pożyczki i środki własne. Rośnie znaczenie pożyczki leasingowej, która pozwala firmom transportowym finansować tabor używany, szybciej reagować na zmieniające się warunki rynkowe i lepiej zarządzać finansami. Te obserwacje pokazują, że firmy TSL wracają do inwestycji, ale robią to bardziej świadomie i ostrożnie niż w latach boomu.

 

Wpływ KPO i inwestycji drogowych na transport ciężki

 

Wpływ KPO i inwestycji infrastrukturalnych na transport drogowy jest pośredni i nierównomierny. Z jednej strony mówimy o ogromnej skali środków – do Polski w 2026 roku może trafić nawet około 180 mld zł z funduszy UE i Krajowego Planu Odbudowy. Te środki realnie poprawiają jakość infrastruktury drogowej i logistycznej, zwiększają przepustowość kluczowych korytarzy transportowych oraz warunki operacyjne dla przewoźników w średnim i długim terminie. Jednocześnie dane rynkowe pokazują, że inwestycje infrastrukturalne nie przekładają się bezpośrednio na wzrost popytu na cały sprzęt transportowy. Przykładem jest segment naczep – w 2025 roku rejestracje naczep wzrosły o 12,2 proc. r/r, jednak producenci specjalizujący się w naczepach wywrotkach, kluczowych dla budownictwa infrastrukturalnego, zanotowali spadki sprzedaży. To pokazuje, że inwestycje infrastrukturalne poprawiają ogólne otoczenie biznesowe, ale same w sobie nie generują automatycznie popytu inwestycyjnego w transporcie drogowym, a decydujące pozostają realne wolumeny przewozów oraz rentowność firm.

Źródło: PKO Leasing

Finansovo.pl

Finansovo.pl - Nowocześnie o finansach.

Najnowsze informacje z zakresu finansów osobistych, finansów firmowych, dostępnych promocji, aktualnych dotacji, możliwości lokowania środków, podatków, ubezpieczeń, publikowanych raportów.

Napisz do nas: finansovo@finansovo.pl

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.