Raporty

Aromma.pl - Świece sojowe tworzone z pasją

Rynek retail mediów w 2026 roku ma szansę na duży wzrost. Dynamika może sięgnąć nawet 30 proc. r/r

RYNEK RETAIL MEDIÓW W 2026 R. NAPĘDZAĆ
BĘDĄ MARKETPLACE’Y I PLATFORMY E-COMMERCE [RAPORT]

Autorzy: MyShopTV

--

W tym roku rynek retail mediów utrzyma dwucyfrową dynamikę wzrostu wartości, sięgającą nawet 30% rdr. Największym jego źródłem będą kolejne przesunięcia budżetów z innych kanałów. Głównym motorem napędowym pozostaną kategorie o wysokiej konkurencji i częstym zakupie. Ton i standardy nadal będą nadawać najwięksi gracze, ale pojawią się też średni i mniejsi retailerzy. Wzrost rynku znacząco może przyspieszyć jego konsolidacja, poprzez przejęcia, alianse technologiczne i partnerstwa. Rozwój napędzać będą platformy marketplace z dużymi platformami e commerce. Z kolei hamować go mogą takie problemy, jak brak jednolitych standardów pomiarowych i raportowania, fragmentaryzacja narzędzi, ograniczenia jakości danych oraz niedobory wiedzy. Rynek może też się przegrzać, jeżeli zbyt mocno wzrośnie presja na powierzchnie reklamowe, a spadnie jakość ekspozycji.

Prognozy ekspertów rynkowych zakładają, że w 2026 roku rynek retail mediów utrzyma wysoką, dwucyfrową dynamikę wzrostu wartości, sięgającą nawet ok. 30% rdr. To oznacza kontynuację silnego trendu i potencjalne przekroczenie granicznych prognoz z ub.r. Według Macieja Tygielskiego z MyShopTV, głównym motorem napędowym pozostaną kategorie o wysokiej konkurencji i częstym zakupie. Duży wpływ będą mieć też rozwijane ekosystemy sieci stacjonarnych oraz oferta łącząca online i sklep.

– W tym roku, tak jak w zeszłym, głównym źródłem wzrostu rynku retail mediów w Polsce nadal będą przesunięcia budżetów z innych kanałów, przede wszystkim z performance marketingu, digital display, social czy tradycyjnych mediów, takich jak telewizja. Dodatkowo widoczny będzie udział nowych budżetów, przeznaczanych bezpośrednio na retail media na jednocyfrowym lub niskim dwucyfrowym procencie ogółu budżetów – mówi Radosław Gołąb z MyShopTV.

Zdaniem Tygielskiego, ton i standardy nadal będą nadawać najwięksi gracze, bo mają skalę ruchu i dane. Jednak do rynku retail mediów dołączą średni i mniejsi retailerzy, bo rośnie dostępność gotowych rozwiązań technologicznych i modeli sieciowych. Jak wyjaśnia Radosław Gołąb, rozwój narzędzi self service i automatyzacji kampanii obniży próg wejścia technologicznego. Rosnące zapotrzebowanie na monetyzację danych first party oraz możliwość generowania dodatkowych przychodów zachęcą mniejszych i średnich graczy do budowy własnych rozwiązań lub korzystania z partnerstw.

– Wzrost rynku znacząco może przyspieszyć jego konsolidacja, poprzez przejęcia, alianse technologiczne i partnerstwa między operatorami retail media, brokerami, agencjami i dostawcami technologii. Takie działania sprzyjają standaryzacji narzędzi, integracji danych i skalowaniu rozwiązań, co obniża barierę wejścia dla mniejszych graczy i zwiększa zaufanie reklamodawców – zauważa Gołąb.

Jak wyjaśnia Maciej Tygielski, konsolidacja ułatwia zakup i pomiar, a to odblokowuje większe budżety. Największą jej wartością byłoby uproszczenie standardów i dostępu do inventory. Do tego Igor Ruczyński z MyShopTV dodaje, że stworzenie jednego narzędzia do planowania i realizacji kampanii, tj. połączenie obecnych możliwości technologicznych aktywnych graczy rynkowych, pozwoliłoby na zwiększenie atrakcyjności mediowej tego kanału.

– Kluczowym czynnikiem napędzającym rozwój rynku będą platformy marketplace, z dużymi platformami e commerce pełniącymi rolę głównych generatorów przychodów reklamowych i miejscem inwestycji marek. Klasyczni retailerzy omnichannel będą natomiast wzmacniać segment retail media poprzez integrację kanałów online i in store, co może prowadzić do bardziej zaawansowanych i angażujących formatów kampanii – przewiduje Gołąb.

W opinii Ruczyńskiego, powstanie dedykowanej platformy marketplace dla rynku omnichannel retail media w Polsce to kwestia czasu. Rozproszenie operacyjne zakupu kampanii w kilku sieciach jest nieefektywne i nieatrakcyjne dla podmiotów inwestujących w kampanie. Na sprzedaż w modelu direct będą mogli pozwolić sobie wyłącznie gracze dominujący na rynku.

– W tym roku duże marki FMCG nadal będą jednym z najważniejszych motorów wzrostu. Mają procesy i stałe budżety. Jednak coraz większą rolę zaczną odgrywać mniejsze i lokalne brandy, które dostrzegają w retail mediach efektywny sposób dotarcia do konsumentów z intencją zakupową. Rosnąca dostępność narzędzi pomagających w realizacji kampanii i możliwości wykorzystania danych first‑party sprzyjają szerszemu sięganiu po  retail media także przez średnie i lokalne marki – uważa Radosław Gołąb.

Eksperci z MyShopTV twierdzą też, że zmiana podejścia agencji, w tym traktowanie retail mediów jako integralnego elementu planowania mediowego, a nie tylko jako dodatek, może znacząco przyspieszyć wzrost rynku. Agencje pełnią rolę edukacyjną wobec klientów i ich gotowości do alokacji budżetów, a większe zaangażowanie agencji usprawnia integrację retail mediów w miksie mediowym.

– Retail media w Polsce mają potencjał, by stać się jednym z trzech największych kanałów digitalowych w miksie mediowym marek. Jednak w 2026 roku może być jeszcze za wcześnie na TOP3 w skali całego rynku. Warunkiem jest standaryzacja, większa dostępność self service i możliwość porównywania efektywności między retailerami – analizuje Maciej Tygielski.

Oczywiście istnieje ryzyko „przegrzania” rynku i spadku efektywności wraz z jego szybkim wzrostem. Może się tak stać, jeżeli zbyt mocno podniesie się presja na powierzchnie reklamowe i spadnie jakość ekspozycji. Rynek obroni jego efektywność, jeśli zadba o trafność, kontrolę częstotliwości i racjonalną politykę cenową.

– Polski rynek retail mediów nadal pozostaje około dwa lata za rynkami USA i Europy Zachodniej pod względem skali i dojrzałości ekosystemów reklamowych. Jednak w obszarze in store jesteśmy już w europejskiej czołówce pod względem dostępności powierzchni reklamowych i formatów w fizycznych sklepach, co w pewnych aspektach stawia nas przed niektórymi rynkami, w tym częściowo USA, gdzie udział tego segmentu w całkowitych wydatkach retail mediów jest mniejszy – wskazuje Radosław Gołąb.

Dystans wciąż istnieje przede wszystkim w budżetach reklamowych przeznaczanych na retail media. W USA i Europie Zachodniej są one wielokrotnie wyższe niż w Polsce, co stanowi istotną lukę rozwojową. Jednak w 2026 roku większe inwestycje w dane first party, narzędzia pomiarowe i integrację kanałów (online + in store) mogą przyspieszyć tempo doganiania bardziej dojrzałych rynków, choć pełne wyrównanie dystansu wciąż jest procesem kilkuletnim.

– Główne bariery powiększania rynku pozostaną podobne jak w 2025 roku. To brak jednolitych standardów pomiarowych i raportowania, fragmentaryzacja narzędzi, ograniczenia jakości danych oraz niedobory wiedzy na rynku. Te czynniki utrudniają skalowanie inwestycji. Mogą ograniczać napływ nowych budżetów, ponieważ reklamodawcy i agencje zachowają ostrożność przy alokacji większych środków bez klarownych wskaźników ROI – zwraca uwagę Radosław Gołąb.

Jak podsumowuje Maciej Tygielski, rozwiązaniem będzie przyjmowanie wspólnych definicji metryk oraz niezależna weryfikacja pomiaru, nawet jeśli wdrożenie będzie nierówne. Branża coraz aktywniej pracuje nad standaryzacją i adaptacją wytycznych międzynarodowych, co w perspektywie 2026 roku może poprawić porównywalność wyników i przyspieszyć napływ budżetów do tego kanału.

100 tys. zł zamrożone w fakturach. Zatory płatnicze stają się kosztem stałym branży metalowej

Branża metalowa wchodzi w 2026 rok z tym samym problemem, z którym mierzy się od lat – kapitałem zamrożonym w fakturach. Z najnowszego badania przeprowadzonego w styczniu 2026 roku przez Keralla Research na zlecenie Bibby Financial Services wynika, że mediana środków „uwięzionych” w nieopłaconych fakturach ponownie wynosi ok. 100 tys. zł na firmę. Co więcej, aż 96 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że kontrahenci nie płacą im w terminie.

To już trzeci pomiar tego zjawiska przez Bibby Financial Services w ciągu kilkunastu miesięcy – i wszystko wskazuje na to, że zatory płatnicze nie są incydentem ani przejściowym skutkiem dekoniunktury. Stają się trwałym elementem modelu funkcjonowania sektora.

100 tys. → 200 tys. → 100 tys. To nie wahanie, to schemat

We wrześniu 2024 roku mediana zamrożonych należności wynosiła 100 tys. zł. W czerwcu 2025 roku wzrosła do 200 tys. zł. Na początku 2026 roku ponownie oscyluje wokół 100 tys. zł. Na pierwszy rzut oka można uznać to za poprawę. Jednak analiza długofalowa pokazuje coś innego.

– Trzy kolejne pomiary wartości należności zamrożonych w fakturach w branży przetwórstwa metali pozwalają uznać obserwowane poziomy za trwały element modelu funkcjonowania sektora. Mediana deklarowanych kwot pokazuje ponownie poziom ok. 100 tys. zł, przy okresowych wzrostach do ok. 200 tys. zł w miesiącach wysokiej aktywności operacyjnej. To typowy zakres ekspozycji przedsiębiorstw na należności, a nie przejściowe odchylenie 

– komentuje Katarzyna Pydych, CEO & Founder Keralla Research.

Oznacza to, że dla przeciętnej firmy metalowej około 100 tys. zł pozostaje permanentnie poza obiegiem operacyjnym. Przy tym, aż 45,3 % badanych deklaruje wartość zamrożonych należności na poziomie między 100 a 200 tys. zł i więcej.

Przy rosnących kosztach energii, surowców i pracy taka kwota przestaje być „technicznym opóźnieniem” – staje się zagrożeniem dla płynności.

96 proc. firm czeka na przelew

Skala zjawiska jest niemal powszechna. Z badania wynika, że aż 96 proc. firm otrzymuje płatności po terminie. Najczęściej są to opóźnienia rzędu dwóch–czterech tygodni (64%), ale co piąta firma czeka nawet dwa miesiące lub dłużej.

W praktyce oznacza to, że przy wysokich kosztach stałych przedsiębiorstwa finansują działalność swoich odbiorców z własnego kapitału obrotowego. A gdy skala zamówień rośnie – rośnie też poziom zamrożonych należności.

Efekt? Każde spowolnienie po stronie kontrahenta może uruchomić reakcję łańcuchową.

Zator jako „nowa norma”

– Dane pokazują, że w branży metalowej nie mamy do czynienia z chwilowym kryzysem płynności, ale z utrwalonym mechanizmem funkcjonowania rynku. Firmy przyzwyczaiły się do tego, że część ich kapitału jest stale zamrożona w fakturach. To bardzo ryzykowne podejście 

– mówi Wojciech Czapeczko, Dyrektor ds. Finansowania Biznesu w Bibby Financial Services.

Wojciech Czapeczko_weekly.jpg

Jak podkreśla ekspert, przy obecnej skali kosztów operacyjnych nawet 100 tys. zł oznacza często równowartość miesięcznych wynagrodzeń, zakupu partii surowca lub wkładu własnego do inwestycji.

– Jeśli firma akceptuje taki poziom ekspozycji jako „naturalny”, ogranicza swoją zdolność inwestycyjną i elastyczność finansową. W momencie, gdy pojawia się większy kontrakt lub potrzeba modernizacji linii produkcyjnej, brakuje kapitału, który mógłby ten rozwój sfinansować 

– dodaje Wojciech Czapeczko.

Płynność to dziś kwestia strategiczna

Wydłużone cykle rozliczeniowe w sektorze metalowym mają charakter systemowy. To oznacza, że firmy nie powinny traktować ich jako wyjątku, lecz jako stały element zarządzania finansami.

– W obecnym otoczeniu rynkowym płynność finansowa przestaje być zagadnieniem operacyjnym, a staje się kwestią strategiczną. Przedsiębiorstwa, które nie zabezpieczają kapitału obrotowego, narażają się na utratę kontroli nad tempem rozwoju 

– podkreśla Wojciech Czapeczko.

Faktoring odblokuje kapitał

Jednym z narzędzi pozwalających przerwać ten mechanizm jest faktoring – czyli zamiana należności na gotówkę bez konieczności oczekiwania na przelew od kontrahenta.

Faktoring nie jest dziś rozwiązaniem „ratunkowym”, lecz elementem profesjonalnego zarządzania kapitałem obrotowym. Pozwala firmom funkcjonować przewidywalnie – niezależnie od dyscypliny płatniczej odbiorców. Uwalnia zamrożone środki i przywraca sprawczość finansową – wyjaśnia ekspert Bibby Financial Services.

Jak dodaje, w branży o wysokiej intensywności kosztów nawet krótkotrwałe zatory mogą zahamować inwestycje w technologie czy rozwój nowych rynków.

Dzięki faktoringowi przedsiębiorstwo może finansować produkcję z własnej sprzedaży, a nie z kredytu czy odroczonych zobowiązań. To fundamentalna różnica w zarządzaniu ryzykiem.

Problem, który nie znika

Powrót mediany zamrożonych należności do poziomu 100 tys. zł nie oznacza poprawy sytuacji. Oznacza stabilizację na poziomie, który od trzech pomiarów badania Bibby Financial Services pozostaje wysoki.

Branża metalowa nauczyła się funkcjonować z permanentnie zamrożonym kapitałem. Pytanie brzmi: jak długo może sobie na to pozwolić?

O badaniu
Badanie „Sytuacja w branży metalowej – 2026” zostało zrealizowane w styczniu 2026 roku przez Keralla Research metodą Mix-Mode (CATI + CAWI) na zlecenie Bibby Financial Services. Reprezentatywna próba ogólnopolska producentów przetwarzających metale – firmy małe, średnie i duże, n=100 (bez mikroprzedsiębiorstw). Respondentami byli właściciele, kierownicy oraz osoby odpowiedzialne za zakupy lub rozwój.

O Bibby Financial Services
Bibby Financial Services jest spółką faktoringową, częścią Bibby Line Group – niezależnej brytyjskiej grupy firm. Bibby Financial Services od 40 lat dostarcza przedsiębiorcom różne narzędzia finansowe, wspierające stabilne funkcjonowanie i rozwój. 
W Polsce firma funkcjonuje od 2002 roku. Pracuje w trzech oddziałach w Warszawie, Poznaniu i Katowicach, które swoim zasięgiem obejmują cały kraj. Firma jest niezależna od banków. Należy do Polskiego Związku Faktorów oraz największego międzynarodowego zrzeszenia faktorów International Factors Group. 
Więcej na www.bibbyfinancialservices.pl

Kontakt dla mediów:
Magdalena Szymańska
Biuro Prasowe Bibby Financial Services
Human Signs
Tel. 510 491 298
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 
www.humansigns.pl  

Jak oszczędzali Polacy w 2025 roku?

Rok 2025 potwierdził, że Polacy coraz lepiej radzą sobie z odkładaniem pieniędzy – o ile mają jasno określony cel i prosty plan działania. Z danych Banku BNP Paribas[1] wynika, że oszczędzanie przestaje być jedynie deklaracją, a coraz częściej staje się realnym nawykiem, wspieranym przez narzędzia ułatwiające systematyczność i kontrolę nad finansami.

Zgodnie z badaniem zrealizowanym na zlecenie Banku BNP Paribas, 58% Polaków zadeklarowało, że w ciągu ostatnich miesięcy udało im się zaoszczędzić pieniądze. Jednocześnie jedynie 9% respondentów przyznało, że w tym czasie musiało sięgnąć po pożyczkę na bieżące wydatki. Dane te pokazują zmianę w podejściu do finansów osobistych – coraz więcej osób buduje poduszkę bezpieczeństwa i myśli o przyszłości w dłuższej perspektywie.

- To wyraźny sygnał rosnącej stabilizacji finansowej części gospodarstw domowych oraz zmiany podejścia do zarządzania budżetem – mówi Sebastian Parol, lead ekspert produktu Oszczędności i Inwestycje w Banku BNP Paribas.

Oszczędzanie coraz bardziej świadome

Badanie Banku BNP Paribas pokazuje, że oszczędzanie w 2025 roku ma przede wszystkim wymiar psychologiczny i celowy. Dla większości Polaków odkładanie pieniędzy wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa, możliwością realizacji marzeń oraz budowaniem kapitału na przyszłość. Jednocześnie aż 93% badanych uważa, że oszczędzania można się nauczyć, choć tylko 40% deklaruje dobrą lub bardzo dobrą znajomość produktów oszczędnościowych.

Widzimy wyraźnie, że Polacy coraz rzadziej odkładają pieniądze „na wszelki wypadek”. Zamiast tego częściej potrzebują konkretnego celu, który nadaje sens oszczędzaniu i pomaga utrzymać regularność. To bardzo dojrzałe podejście, które sprzyja budowaniu długofalowych nawyków finansowych – podkreśla Sebastian Parol.

GOdreams jako odpowiedź na potrzebę planowania

Zmianę tę potwierdzają także dane z usługi GOdreams, dostępnej w aplikacji Banku BNP Paribas, która pozwala odkładać pieniądze na konkretne cele. W 2025 roku 46% celów założonych w GOdreams zostało już zrealizowanych, co pokazuje, że oszczędzanie oparte na jasno zdefiniowanym marzeniu znacząco zwiększa skuteczność odkładania środków.

Co istotne, 40% użytkowników GOdreams odkłada środki w sposób cykliczny, a mediana wartości jednego celu przekracza 1000 euro. To sygnał, że Polacy coraz częściej planują nie tylko drobne przyjemności, ale również większe wydatki, rozłożone w czasie i dopasowane do swoich możliwości finansowych.

Cel działa jak finansowy kompas. Kiedy wiemy, po co oszczędzamy, łatwiej jest zachować systematyczność i konsekwencję. GOdreams odpowiada na tę potrzebę, upraszczając proces planowania i dając użytkownikom poczucie kontroli nad własnymi pieniędzmi – dodaje ekspert Banku BNP Paribas.

Silna wola ważniejsza niż dochody – ale nie bez planu

Z badania wynika również, że 71% Polaków uważa, iż kluczowym czynnikiem sprzyjającym oszczędzaniu jest silna wola i wypracowany nawyk, a nie wyłącznie wysokość zarobków. Jednocześnie respondenci przyznają, że to właśnie lepsze dochody byłyby dla nich najsilniejszym impulsem do zwiększenia oszczędności.

Ten pozorny paradoks pokazuje, że skuteczne oszczędzanie wymaga połączenia motywacji, planu oraz narzędzi, które pomagają zamienić intencje w działanie. Rok 2025 potwierdził, że Polacy są na dobrej drodze – coraz częściej myślą o finansach w sposób uporządkowany i długofalowy.

Optymizm na przyszłość

Dane Banku BNP Paribas pokazują, że oszczędzanie w Polsce dojrzewa. Choć wciąż ponad 40% Polaków deklaruje, że nie ma dziś wystarczających środków, by odkładać regularnie, rośnie grupa osób, które potrafią planować, realizować cele i budować finansowe poczucie bezpieczeństwa.

Bank rozwija równolegle rozwiązania, które mają wspierać ten trend – zarówno w obszarze narzędzi do planowania celów, jak i ofert promujących systematyczne odkładanie środków. Przykładem jest promocja „Zyskuj 3x7%”, która obejmuje możliwość uzyskania oprocentowania do 7% na koncie oszczędnościowym, dodatkowe korzyści związane z regularnym oszczędzaniem oraz premię powiązaną z aktywnym korzystaniem z konta osobistego. Takie rozwiązania premiują regularność i aktywność oraz wpisują się w obserwowaną zmianę podejścia Polaków do finansów: od okazjonalnego odkładania nadwyżek do świadomego, zaplanowanego budowania kapitału.

- Konstrukcja oferty „Zyskuj 3x7%” premiuje systematyczność – czyli dokładnie ten element, który nasze badanie wskazuje jako kluczowy dla skutecznego budowania finansowej poduszki bezpieczeństwa - mówi Sebastian Parol.

To rozwiązanie wpisuje się w obserwowany w 2025 roku trend: Polacy coraz częściej potrzebują nie tylko motywacji, ale także konkretnych, prostych mechanizmów, które pomagają przekuć dobre intencje w realne oszczędności. Atrakcyjne oprocentowanie może być impulsem do rozpoczęcia odkładania środków lub przyspieszenia realizacji już wyznaczonych celów – niezależnie od tego, czy dotyczą one wakacji, większych zakupów, czy budowy długoterminowej rezerwy finansowej.

Rok 2025 można więc podsumować jako czas, w którym oszczędzanie przestało być wyłącznie wyrzeczeniem, a zaczęło być świadomym wyborem i elementem codziennego zarządzania finansami – z wyraźnym celem i planem na przyszłość.

Więcej informacji na stronie: godreams.pl oraz na stronie promocji: https://www.bnpparibas.pl/klienci-indywidualni/oszczednosci-i-inwestycje/zyskuj-potrojnie-edycja-2

[1] Jaki stosunek do oszczędzania mają Polacy? – badanie CAWI Minds&Roses, N=1000, reprezentatywna próba ogólnopolska 18+, październik 2025

Źródło: BNP Paribas

Styczeń zakończył się w sklepach wzrostem cen na poziomie 3,7 proc. rdr. Najbardziej zdrożały używki i chemia gospodarcza

Według analizy ponad 82 tys. cen detalicznych, w styczniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to łącznie 17 kategorii najczęściej kupowanych produktów. W zestawieniu z wynikami z końcówki 2025 roku widać dalsze spowolnianie dynamiki wzrostu cen rdr. Ostatnio sama żywność podrożała średnio o 3,2% rdr. Różnica między nią i innymi grupami artykułów jest nadal zauważalna, ale coraz mniejsza. Wśród najbardziej drożejących kategorii w styczniu br. można zobaczyć używki (+10,2% rdr.), chemię gospodarczą (+8,3% rdr.), słodycze i desery (+7,1% rdr.), mięso (+6,7% rdr.), a także dodatki spożywcze (+5,9% rdr.). Natomiast na końcu zestawienia są warzywa (-4,1% rdr.), owoce (-3,1% rdr.), jak również art. dla dzieci (+1,6% rdr.). Ogólnie styczniowe ceny w sklepach trzymają się na wyższym plusie niż sama inflacja.

Z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w styczniu br. codzienne zakupy średnio zdrożały o 3,7% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci – łącznie 17 kategorii. W grudniu wzrost rdr. (wyliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 3,8%, a w listopadzie – 4,2%.

– Ostatni niewielki spadek dynamiki wzrostów wynika głównie z efektów sezonowych, takich jak wyprzedaże świąteczne, kończące się w grudniu, a także ze stabilizacji cen po Nowym Roku. To jest typowe dla stycznia w handlu spożywczym. Dla konsumentów to pozytywny sygnał krótkoterminowej stabilizacji, choć zmiana jest niewielka i nie wskazuje na gwałtowne spadki cen – mówi dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito.

Ceny samej żywności w styczniu br. poszły w górę średnio o 3,2% rdr. W grudniu odnotowano wzrost rdr. o 3,1%, a w listopadzie – o 3,7%. – Rynek nie dostarcza impulsów do zwiększonej presji cenowej w obszarze żywności. Jej ceny utrzymują się na tym samym poziomie wzrostów co w grudniu. Nieznaczne różnice w tym wypadku są raczej kosmetyczne i mogą być spowodowane niewielkimi wahaniami kursów walut. Te z kolei utrzymują się na stabilnym poziomie i nic nie wskazuje na to, by sytuacja ta miała się zmienić – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Różnica pomiędzy wszystkimi analizowanymi kategoriami a samą żywnością jest nadal widoczna, choć właściwie coraz mniejsza. Dr Joanna Myślińska-Wieprow uważa, że to jest dobrą wiadomością dla gospodarstw domowych. – Ceny żywności, jako największej części wydatków, rosną wolniej niż chemia czy używki. Tendencja ta wynika z globalnego spadku cen surowców rolnych i efektu bazowego po wysokich wzrostach w 2025 r. Analiza danych wskazuje na stopniową normalizację, gdzie handel detaliczny odbudowuje marże bez szokowych podwyżek – dodaje ekspertka.

Po danych widać też, że używki (+10,2% rdr.), chemia gospodarcza (+8,3% rdr.), słodycze i desery (+7,1% rdr.), mięso (+6,7% rdr.) oraz dodatki spożywcze (+5,9% rdr.) stanowią TOP5 najbardziej drożejących kategorii w styczniu br. Według autorów analizy, w przypadku używek kluczową rolę odgrywa wzrost stawek akcyzy, który bezpośrednio przekłada się na ceny detaliczne. W opinii dr inż. Anny Motylskiej-Kuźmy, skala podwyżek mogła być jeszcze większa. Jednak część rozwiązań zaproponowanych przez rząd została zawetowana przez Prezydenta RP, co ograniczyło presję cenową w tym obszarze.

– W segmencie chemii gospodarczej istotnym czynnikiem pozostają rosnące wymagania środowiskowe oraz związane z nimi koszty dostosowania procesów produkcyjnych. Choć bardzo wysoka konkurencja w tym sektorze ogranicza możliwość pełnego przenoszenia kosztów na konsumentów, obserwowana dynamika cen jest nadal wyraźnie wyższa niż przeciętne tempo wzrostu cen w innych kategoriach. Z kolei w przypadku słodyczy i deserów głównym źródłem presji cenowej pozostają utrzymujące się wysokie ceny surowców, w szczególności kakao oraz tłuszczów. One od dłuższego czasu istotnie wpływają na koszty produkcji i finalne ceny tych produktów – uzupełnia ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Natomiast na dole tabeli widać warzywa (-4,1% rdr.), owoce (-3,1% rdr.), a także art. dla dzieci (+1,6% rdr.). Jak wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma, w przypadku warzyw i owoców istotną rolę odgrywa zimowa struktura podaży. Dostawcy, przygotowując się do nowego sezonu, dążą do stopniowego upłynniania zapasów, co sprzyja obniżkom cen. W przypadku importowanych produktów kluczowe znaczenie mają koszty transportu oraz kursy walutowe. Niskie ceny ropy naftowej i paliw na światowych rynkach w ostatnim kwartale 2025 r. oraz w styczniu 2026 r. przełożyły się na spadek kosztów transportu, co ograniczało presję cenową w tych kategoriach.

– Jednocześnie należy podkreślić, że ceny surowców energetycznych pozostają silnie uzależnione od czynników geopolitycznych, które w ostatnim okresie cechują się podwyższoną niestabilnością, co utrudnia prognozowanie dalszych zmian cen paliw i gazu. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym spadkom cen warzyw i owoców było umocnienie złotego wobec głównych walut, w szczególności euro i dolara amerykańskiego, co obniżało koszty importu. W rezultacie były to jedyne kategorie w styczniowym zestawieniu, w których dynamika cen rok do roku przyjęła wartości ujemne – zauważa ekspertka.

Jak zaznacza dr Joanna Myślińska-Wieprow, tylko te dwie kategorie są na minusie. Większość art. spożywczych podlega efektowi pełzającego wzrostu, podczas gdy świeże produkty są wrażliwe na pogodę i cykle rolne. To kontrastuje z ogólnym wzrostem, podkreślając sezonowość w handlu. – Z kolei relatywnie niska dynamika wzrostu cen w segmencie artykułów dla dzieci wynika z wysokiej konkurencji oraz ograniczonej możliwości przenoszenia kosztów na konsumentów. To sprzyja stabilizacji cen i utrzymywaniu ich wzrostu na wyraźnie niższym poziomie niż w pozostałych kategoriach – objaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Autorzy analizy zwracają uwagę na to, że styczniowe ceny w sklepach trzymają się na wyższym plusie niż sama inflacja. Jak tłumaczy ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW, to wynika przede wszystkim z różnic w konstrukcji obu miar. Oficjalna inflacja CPI obejmuje szeroki koszyk dóbr i usług, w tym paliwa i energię, których ceny w ostatnich miesiącach kształtowały się na relatywnie niskich poziomach i w istotnym stopniu obniżały ogólny odczyt inflacji. Tymczasem ceny w sklepach detalicznych w większym stopniu odzwierciedlają zmiany w segmentach żywności i artykułów codziennego użytku, gdzie presja kosztowa pozostaje relatywnie wyższa.

– Na ceny detaliczne nadal oddziałują czynniki strukturalne, takie jak koszty pracy, regulacje środowiskowe, podatki pośrednie oraz ceny wybranych surowców, które nie reagują tak szybko na spadki cen energii czy paliw. W efekcie dynamika cen w sklepach pozostaje wyższa niż inflacja liczona dla całej gospodarki, mimo ogólnej stabilizacji sytuacji cenowej – podkreśla dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Z kolei dr Joanna Myślińska-Wieprow wskazuje, że sieci handlowe wprowadzają selektywne podwyżki cen. Wynika to z odbudowy marż po pandemii, rosnących kosztów energii i logistyki oraz globalnych trendów cen surowców. Ekspertka stwierdza, że wynik ze stycznia sugeruje dalsze spowolnienie dynamiki do 3-3,5% rdr. w kolejnych miesiącach dla całego koszyka i 2,5-3% rdr. dla żywności.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki ze stycznia 2026 r. i analogicznego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 82 tys. cen detalicznych z przeszło 38,5 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Uwaga! Autorzy raportu zastrzegają, że powyższa analiza nie może być traktowana jako pomiar wzrostu lub spadku ogólnego poziomu inflacji.

Źródło: UCERaearch

W ub.r. zlikwidowano prawie 197 tys. jednoosobowych firm. Ponad 388 tys. zawieszono [DANE Z CEIDG]

W 2025 roku samozatrudnieni złożyli blisko 197 tys. wniosków o zamknięcie firm. To wzrost r/r o 4,1 proc.

 

[CEIDG] Blisko 200 tys. przedsiębiorców zamknęło swoje firmy w 2025 roku. To wzrost r/r o ponad 4 proc.

 

W ub.r. zlikwidowano prawie 197 tys. jednoosobowych firm. Ponad 388 tys. zawieszono

 

W 2025 roku z rynku zniknęło prawie 197 tys. firm. Ponad 388 tys. zawiesiło działalność [DANE Z CEIDG]

 

W 2025 roku do rejestru CEIDG wpłynęło blisko 197 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej oraz 288,8 tys. wniosków o otwarcie JDG. Dla porównania w 2024 roku złożono 189 tys. wniosków o wykreślenie i 288,8 tys. o otwarcie. W ub.r. było o 4,1% więcej likwidacji niż w 2024 roku. W zeszłym roku w siedmiu województwach liczba wniosków o zamknięcie JDG była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie, lubuskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie. Ponadto w ub.r. do rejestru CEIDG wpłynęło 388,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG, czyli o 3,3% więcej niż w 2024 roku.

W ubiegłym roku do rejestru Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpłynęło 196,7 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 4,1% więcej niż w 2024 roku, kiedy odnotowano 189 tys. takich przypadków. Profesor WSB-NLU Jerzy Choroszczak, doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, zauważa, że wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 roku nie jest duży, ale może być niepokojącym sygnałem mówiącym o tym, że przedsiębiorcy indywidualni mają coraz większe problemy z wyzwaniami rynkowymi.

– Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa. Malejące przychody w powiązaniu z wyższymi kosztami, nawet jeżeli te tendencje są przejściowe, sprawiają, że przy braku odpowiednich buforów zabezpieczenia finansowego sytuacja przedsiębiorców może się gwałtownie pogorszyć. To może skutkować podjęciem decyzji o zamknięciu firmy – wyjaśnia profesor.

Komentując te dane, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński z kancelarii GKPG zauważa, że przedstawiony wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 r. może być trochę niepokojący. W ub.r. sytuacja na rynku była w miarę dobra, więc wynik powinien iść raczej w drugą stronę, tj. wskazywać na lekki spadek.

– Ponadto ww. wynik potwierdza, że przedsiębiorczość indywidualna nadal rośnie, ale bardzo powoli. Warto również zauważyć, że liczba utworzonych firm w formie JDG w 2025 r. była prawie na tym samym poziomie co w 2024 roku, podczas gdy liczba zamknięć się zwiększyła. To wskazuje na stabilizację polskiej przedsiębiorczości z elementem coraz większej trudności w funkcjonowaniu przedsiębiorstw – podsumowuje dr Jerzy Choroszczak, profesor WSB-NLU.

Dane z CEIDG pokazują też sytuację w poszczególnych województwach. Liczba wniosków o zamknięcie JDG była mniejsza niż liczba wniosków o otwarcie. Na 196,7 tys. wniosków o zamknięcie w 2025 roku przypadło 288,8 tys. zgłoszeń o otwarciu jednoosobowej działalności. W 2024 roku było 189 tys. wniosków o wykreślenie firmy z rejestru i 288,8 tys. o otwarcie. W ub.r. w siedmiu województwach liczba wniosków o zamknięcie była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie (7,8 tys. – zamknięcia, 7,5 tys. – otwarcia), lubuskie (4,6 tys. vs. 4,4 tys.), pomorskie (10,3 tys. – zamknięcia, 10,2 tys. – otwarcia), śląskie (16,1 tys. – zamknięcia, 15,8 tys. – otwarcia), świętokrzyskie (4,1 tys. vs. 3,8 tys.), warmińsko-mazurskie (5,3 tys. – zamknięcia, 4,8 tys. – otwarcia) oraz zachodniopomorskie (8,3 tys. vs. 7,5 tys.).

– Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie, ale nie należy go interpretować wyłącznie przez pryzmat geografii. Różnice pomiędzy województwami wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych prowadzenia działalności – wyjaśnia radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Do tego ekspert dodaje, że w regionach, gdzie przeważają sektory bardziej wrażliwe na koszty energii, pracy czy sezonowość, zamknięcia JDG mogą przewyższać otwarcia nawet przy ogólnie stabilnej sytuacji gospodarczej. – Jednocześnie kluczowe znaczenie ma fakt, że największa liczba wniosków dotyczy działalności bez wskazania województwa, a w tej grupie wyraźnie przeważają otwarcia nad zamknięciami. To sugeruje, że coraz większa część JDG funkcjonuje poza klasycznym podziałem regionalnym – uzupełnia mec. Parol.

W zeszłym roku do rejestru CEIDG wpłynęło też 388,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 3,3% więcej niż w 2024 roku, kiedy złożono ich 375,7 tys. Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) zauważa, że zawieszenie działalności bardzo często nie oznacza trwałego wyjścia z rynku, lecz tryb tzw. „przeczekania”, który wynika z sezonowości, chwilowego braku zleceń, testowania opłacalności biznesu, czasem z przygotowania się do zmiany formy prawnej. Dlatego, jak przekonuje ekspert, trudno mówić o wyraźnie odczuwalnych, negatywnych skutkach dla gospodarki jako całości. Prof. Choroszczak podkreśla z kolei, że analiza danych z lat 2023-2024 dowodzi, iż w roku 2024 było o 2% więcej zawieszonych jednoosobowych działalności gospodarczych aniżeli w roku 2023.

– W 2025 r. mieliśmy pogłębienie negatywnego trendu wzrostowego liczby zawieszonych indywidualnych działalności gospodarczych. Nie jest to wzrost dramatyczny i może on wynikać z chwilowych trudności przedsiębiorców, ale nie daje powodów do optymizmu, zwłaszcza w powiązaniu ze wzrostem liczby zamykanych jednoosobowych form działalności. Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 roku, to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – dodaje prof. Choroszczak.

Ponadto ekspert z kancelarii GKPG dodaje, że rok 2025 był dla jednoosobowych działalności gospodarczych przede wszystkim okresem przetrwania, a nie dynamicznego rozwoju. Przedsiębiorcy w zasadzie funkcjonowali w warunkach dużej niepewności, a szczególnie niepokojące jest to, że coraz częściej decydowali się na całkowite zamknięcie firm zamiast ich czasowego zawieszenia. Dziś pełni ono głównie rolę mechanizmu ochronnego, który ma dać przedsiębiorcom czas i uchronić ich przed ostatecznym wycofaniem się z rynku. Podobnego zdania są też inni rynkowi eksperci.

– Zawieszeń jest wyraźnie więcej niż zamknięć, co można uznać za pozytywny sygnał, bo oznacza, że przedsiębiorcy częściej próbują przeczekać trudniejszy okres niż kończyć działalność. To coraz rzadziej oznacza porażkę. Końcowa konkluzja jest jednoznaczna. Polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości przedsiębiorców, a właśnie przez świadomą decyzję o przeczekaniu – podsumowuje mec. Adrian Parol.


(MN, Luty 2026 r.)

Ww. materiał  jest udostępniony na zasadzie nieodpłatnej licencji.
© MondayNews Polska | Wszelkie prawa zastrzeżone.

Rynek pojazdów ciężarowych i transportu w 2026 roku – dane i prognozy

Zachęcamy do zapoznania się z komentarzem Piotra Gąski, Dyrektora Rynku Transportu Ciężkiego w PKO Leasing, który omawia sytuację w segmencie pojazdów ciężarowych, naczep oraz firm transportowych, podsumowuje wyniki za 2025 oraz przedstawia prognozy na 2026 rok.

 

Materiał obejmuje m.in. dane dotyczące finansowania i rejestracji pojazdów ciężarowych, strukturę popytu na leasing i pożyczkę leasingową, perspektywy dla flot TSL oraz wpływ inwestycji infrastrukturalnych i środków z KPO na branżę transportową.

 

Stabilizacja i odbicie w finansowaniu transportu ciężkiego w 2025 roku

 

Rok 2025 był dla segmentu transportu ciężkiego okresem wyraźnej stabilizacji i odbicia po trudnych latach 2022–2024. Z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wynika, że wartość finansowania pojazdów ciężkich wzrosła o 4,4 proc. r/r, osiągając poziom około 19,7 mld zł. Wzrost ten był wspierany nie tylko przez leasing, ale również przez rosnące wykorzystanie pożyczki leasingowej, szczególnie przy zakupach pojazdów używanych oraz specjalistycznych konfiguracji flotowych, co pozwala firmom transportowym finansować tabor przy większej swobodzie w zarządzaniu finansami.

 

Potwierdzeniem poprawy koniunktury są również dane rejestracyjne udostępnione przez CEPiK i PZPM. W 2025 roku liczba pierwszych rejestracji samochodów ciężarowych o masie powyżej 3,5 tony wzrosła o 6,7 proc. r/r, osiągając 29 979 sztuk w okresie styczeń–grudzień. W samym grudniu liczba rejestracji wyniosła 2 710 sztuk, co oznacza wzrost o 17,8 proc r/r. Wyższa dynamika rejestracji niż leasingu świadczy zarówno o powrocie zakupów częściowo finansowanych gotówką, jak i rosnącej roli pożyczki leasingowej.

 

Firmy transportowe wracają do inwestycji, a finansowanie zewnętrzne nadal wspiera odnawianie i rozwój flot.

 

Umiarkowany optymizm i selektywne inwestycje flotowe w 2026 roku

 

Prognozy na 2026 rok są umiarkowanie optymistyczne, co oznacza, że rynek flot TSL będzie rósł, choć firmy będą podchodziły do inwestycji ostrożnie, wybierając pojazdy przede wszystkim pod kątem efektywności i opłacalności. Według ZPL cały rynek leasingu w Polsce może wzrosnąć o około 9 proc. r/r, osiągając wartość blisko 130 mld zł. W praktyce oznacza to dalsze, selektywne odnawianie taboru, z koncentracją na pojazdach o lepszej efektywności kosztowej i paliwowej oraz coraz częstszym korzystaniu z form finansowania dopasowanych do potrzeb firm, które pozwalają lepiej zarządzać kosztami i płynnością.

 

Jednocześnie branża transportowa wchodzi w 2026 rok z wyzwaniami, takimi jak presja kosztowa, problemy płatnicze i niestabilny popyt w części przewozów międzynarodowych. Decyzje flotowe będą więc podejmowane bardziej przemyślanie, co nie oznacza jednak wstrzymania inwestycji, lecz ich lepszą optymalizację i koncentrację na pojazdach przynoszących realną wartość firmom transportowym.

 

 

Rosnący popyt na finansowanie i zmiana struktury inwestycji w transporcie drogowym

 

Dane za 2025 rok jednoznacznie wskazują, że popyt na finansowanie w transporcie drogowym ponownie rośnie, choć ma inną strukturę niż przed pandemią. Odnotowujemy wzrost wartości finansowania pojazdów ciężkich o 4,4% r/r (ZPL) oraz wyższą dynamikę rejestracji niż leasingu, co oznacza, że firmy łączą różne formy finansowania – leasing, pożyczki i środki własne. Rośnie znaczenie pożyczki leasingowej, która pozwala firmom transportowym finansować tabor używany, szybciej reagować na zmieniające się warunki rynkowe i lepiej zarządzać finansami. Te obserwacje pokazują, że firmy TSL wracają do inwestycji, ale robią to bardziej świadomie i ostrożnie niż w latach boomu.

 

Wpływ KPO i inwestycji drogowych na transport ciężki

 

Wpływ KPO i inwestycji infrastrukturalnych na transport drogowy jest pośredni i nierównomierny. Z jednej strony mówimy o ogromnej skali środków – do Polski w 2026 roku może trafić nawet około 180 mld zł z funduszy UE i Krajowego Planu Odbudowy. Te środki realnie poprawiają jakość infrastruktury drogowej i logistycznej, zwiększają przepustowość kluczowych korytarzy transportowych oraz warunki operacyjne dla przewoźników w średnim i długim terminie. Jednocześnie dane rynkowe pokazują, że inwestycje infrastrukturalne nie przekładają się bezpośrednio na wzrost popytu na cały sprzęt transportowy. Przykładem jest segment naczep – w 2025 roku rejestracje naczep wzrosły o 12,2 proc. r/r, jednak producenci specjalizujący się w naczepach wywrotkach, kluczowych dla budownictwa infrastrukturalnego, zanotowali spadki sprzedaży. To pokazuje, że inwestycje infrastrukturalne poprawiają ogólne otoczenie biznesowe, ale same w sobie nie generują automatycznie popytu inwestycyjnego w transporcie drogowym, a decydujące pozostają realne wolumeny przewozów oraz rentowność firm.

Źródło: PKO Leasing

Inwestorzy zmieniają parametry. Moc przyłączeniowa nowym czynnikiem wartości gruntów

Po burzliwym okresie postpandemicznym i korekcie z lat 2023-2024, rok 2025 przyniósł na rynku gruntów inwestycyjnych stabilizację. Podczas gdy deweloperzy mieszkaniowi wciąż walczyli z deficytem działek w topowych lokalizacjach, sektory data centers i magazynów energii wyrosły na „czarne konie”, redefiniując pojęcie atrakcyjnego gruntu. Na rynku sporo się zmienia. Skończył się czas kupowania wszystkiego, co ma status „budowlany”. Nastał też zmierzch wielkich galerii. Do tego dziś nie liczy się już tylko lokalizacja przy autostradzie. W energetyce i cyfryzacji głównie stawia się na moc przyłączeniową, która stała się nową walutą. W 2026 roku należy spodziewać się, że np. dostęp do infrastruktury energetycznej będzie głównym driverem wartości gruntów.

Deficyt napędza ceny

Jak wskazują dane podsumowujące rok 2025, polska gospodarka odnotowała wzrost PKB na poziomie ok. 3,4% (zgodnie z prognozami EY i Komisji Europejskiej). Spadająca inflacja pozwoliła na pewien oddech. Jednak wysoki koszt pieniądza w pierwszej połowie roku nadal limitował aktywność spekulacyjną. Inwestorzy, zamiast agresywnego skupowania banków ziemi, przyjęli strategie „wait-and-see” lub koncentrowali się na aktywach typu „core” w największych ośrodkach miejskich.

Rok 2025 w „mieszkaniówce” upłynął pod znakiem dalszej polaryzacji. Według danych GUS-u, liczba rozpoczętych budów w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. spadła o ok. 8,5% rok do roku, co było bezpośrednim skutkiem ostrożności deweloperów oraz ograniczonej podaży gruntów z uregulowaną sytuacją prawną.

Jednym z najważniejszych zjawisk jest trwały wzrost cen ofertowych gruntów pod zabudowę – nawet w warunkach osłabienia koniunktury na rynku mieszkań. Najnowsze raporty rynkowe wskazują, że ceny gruntów inwestycyjnych pozostają odporne na cykl gospodarczy i rosną głównie z powodu niedoboru gruntów z uregulowaną sytuacją planistyczną (tzw. „czystych” działek) oraz oczekiwań związanych z zapowiadaną reformą planowania przestrzennego w Polsce.

Eksperci rynkowi podkreślają, że nawet przy obniżonej aktywności deweloperskiej popyt na atrakcyjnie położone działki – zwłaszcza w stolicach województw – przewyższa podaż. Efekt ten jest silniejszy w dużych aglomeracjach, takich np. jak Warszawa, gdzie dziesiątki transakcji zakupów gruntów przez krajowych i zagranicznych inwestorów potwierdzają trend umiarkowanego wzrostu cen i dużej konkurencji o najlepsze parcele.

Grunty pod budownictwo wielorodzinne w Warszawie, Krakowie i Trójmieście osiągnęły w 2025 roku rekordowe wyceny. W stolicy średnie ceny transakcyjne w topowych dzielnicach nierzadko przekraczały 3000-5000 PLN za PUM (Powierzchnię Użytkową Mieszkalną), a udział kosztu gruntu w cenie końcowej mieszkania w największych aglomeracjach zbliżył się do granicy 20-25%.

To właśnie ten segment był jednym z najaktywniejszych na rynku, mimo wyhamowania dynamiki sprzedaży samych mieszkań. Inwestorzy wskazują na niską podaż dobrze przygotowanych działek (tzw. „czystych” gruntów z planami miejscowymi), co podtrzymuje presję cenową na poziomie ofertowym i transakcyjnym. Deweloperzy coraz częściej decydowali się na rewitalizację terenów poprzemysłowych (brownfield), mimo wyższych kosztów remediacji gruntu, gdyż działki „greenfield” w granicach miast stały się towarem deficytowym.

Era nearshoringu

Po latach boomu, rynek gruntów logistycznych w 2025 roku wszedł w fazę dojrzałości. Według raportów agencji AXI IMMO oraz JLL, podaż nowej powierzchni magazynowej wyhamowała, a rynek skupił się na absorpcji istniejących zasobów (pustostany na poziomie ok. 8,2%).

Ceny gruntów logistycznych ustabilizowały się, a w mniej kluczowych lokalizacjach odnotowano nawet lekkie korekty. Jednakże tzw. „Wielka Szóstka” (Warszawa, Śląsk, Polska Centralna, Wrocław, Poznań, Trójmiasto) utrzymała wysokie wyceny.

Kluczowym trendem 2025 roku był „nearshoring”. To przenoszenie produkcji bliżej rynków zbytu. Zwiększyło to popyt na grunty pod obiekty typu BTO (Build-to-Own) dla firm produkcyjnych, zwłaszcza na zachodzie i południu Polski (woj. lubuskie, dolnośląskie, śląskie), co potwierdzają kolejne doniesienia o nowych inwestycjach.

Zmierzch wielkich galerii

W 2025 roku praktycznie nie odnotowano transakcji dostaw gruntu pod wielkopowierzchniowe galerie handlowe w dużych miastach. Rynek gruntów handlowych przeniósł się do miast powiatowych i mniejszych miejscowości, głównie poniżej 20 tys. mieszkańców.

Deweloperzy masowo poszukiwali działek o powierzchni 1-2 ha pod parki handlowe (tzw. convenience centers). Działki te muszą charakteryzować się doskonałą widocznością i bezpośrednim zjazdem z dróg krajowych lub wojewódzkich. Ceny w tym segmencie pozostały stabilne, ale konkurencja o najlepsze „narożniki” w mniejszych miastach była w 2025 roku zacięta.

Data Centers i magazyny energii

To właśnie te dwa sektory były w 2025 roku najbardziej dynamiczne i to one dyktowały nowe warunki gry. Polska ugruntowała w 2025 roku swoją pozycję jako hub centrów przetwarzania danych w Europie Środkowo-Wschodniej. Popyt na nowe inwestycje napędzany jest dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji (AI) oraz usług chmurowych. Kluczowym kryterium nie była tu cena za metr kwadratowy, ale dostępność mocy przyłączeniowej (rzędu kilkudziesięciu MW) oraz światłowodów. Warszawa i jej okolice (np. Ożarów Mazowiecki, Grodzisk) pozostały absolutnym liderem, skupiając ok. 80% rynku, choć inwestorzy zaczęli spoglądać w stronę Poznania i Katowic, ze względu na trudności z dostępem do prądu na Mazowszu. Raporty PMR wskazują, że moc centrów danych w Polsce ma szansę podwoić się do 2030 roku, co w 2025 roku napędzało spekulacyjny skup gruntów z zabezpieczonymi warunkami przyłączenia.

Do tego było widać, że w 2025 roku rynek gruntów pod magazyny energii wielkoskalowej (BESS) przeżywał prawdziwy rozkwit, stymulowany potrzebą stabilizacji sieci OZE. W przeciwieństwie do farm fotowoltaicznych, magazyny energii nie wymagają hektarów ziemi (często wystarczy 0,5-2 ha), ale oczekują bezpośredniego sąsiedztwa Głównych Punktów Zasilania (GPZ). Działki położone w promieniu 500 metrów od GPZ zyskały status „premium”. Inwestorzy, tacy jak Enea czy prywatne fundusze, aktywnie poszukiwali gruntów klasy IV-VI, oferując właścicielom atrakcyjne stawki dzierżawy (często wyższe niż pod fotowoltaikę), pod warunkiem możliwości uzyskania warunków przyłączeniowych.

Podsumowanie i prognoza

Rok 2025 na rynku gruntów inwestycyjnych w Polsce można podsumować jednym słowem, tj. selekcja. Skończył się czas kupowania wszystkiego, co ma status „budowlany”. Kluczowe wnioski z 2025 roku są następujące. W mieszkaniówce był dalszy wzrost cen gruntów w miastach wojewódzkich, do tego było widać silną barierę podaży. Z kolei w logistyce nastąpiła stabilizacja stawek. Nastąpił rozwój wzdłuż zachodniej granicy (efekt nearshoringu). W energetyce i cyfryzacji głównie liczyła się moc przyłączeniowa, która stała się nową walutą. Działka bez prądu traci na znaczeniu inwestycyjnym. W ESG raportowanie niefinansowe wymusiło na inwestorach weryfikację gruntów pod kątem ryzyk środowiskowych (tereny zalewowe, bioróżnorodność) już na etapie due diligence.

Wchodząc w rok 2026, należy spodziewać się, że to właśnie dostęp do infrastruktury energetycznej będzie głównym driverem wartości gruntów. Dla właścicieli ziemskich oznacza to konieczność nie tylko „odrolnienia” ziemi, ale przede wszystkim – zadbania o jej uzbrojenie w media o odpowiednich parametrach.


Autorem komentarza jest Mariusz Urbański,
analityk i wieloletni ekspert rynku nieruchomości z firmy INWI Development.


Ferie napędzają HoReCa. Barometr EFL z najlepszym wynikiem od 4 lat.

Subindeks Barometru EFL dla branży HoReCa (hotele, restauracje, catering) na I kwartał 2026 r. wyniósł 54 pkt. (+0,3 pkt. kw./kw.), osiągając najlepszy poziom od III kw. 2021 r. i wyraźnie przebijając odczyt sprzed roku (50 pkt.). Odczyt napędzają przede wszystkim prognozy sprzedażowe. 31% firm z sektora oczekuje wzrostu sprzedaży w najbliższych trzech miesiącach. Sprzyja temu sezon zimowy, w tym wyjazdy w czasie ferii oraz krótkie pobyty weekendowe, które tradycyjnie wzmacniają popyt na usługi hotelarskie i gastronomiczne.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Barometr EFL dla HoReCa na I kwartał 2026:

  • Subindeks: 54 pkt. (+0,3 pkt. kw./kw.)
  • Inwestycje: 17,5 proc. przedsiębiorców planuje większe inwestycje (7,5 proc. w IVQ2025)
  • Sprzedaż: 31 proc. przedsiębiorców prognozuje wzrost sprzedaży (29 proc. w IVQ2025)
  • Płynność finansowa: 19 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej (20 proc. w IVQ2025)
  • Finansowanie zewnętrzne: 11 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (6 proc. w IVQ2025)

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Branżowy wskaźnik Barometru EFL dla HoReCa na I kwartał br. wyniósł 54 pkt. – to piąty wzrost z rzędu i najwyższy poziom od ponad 4 lat(w III kwartale 2021, nieco ponad rok po wybuchu pandemii koronawirusa, wyniósł 59,9 pkt.)

– HoReCa wchodzi w pierwszy kwartał z bardzo solidnym nastawieniem, a wynik subindeksu to najlepszy odczyt od kilku lat i kolejny krok w górę. Widać to szczególnie w prognozach sprzedaży, które w sezonie zimowym z feriami w tle potrafią zadziałać jak naturalny „dopalacz” dla obłożenia i liczby rezerwacji. Jednocześnie obraz inwestycji jest bardziej złożony: rośnie grupa firm gotowych zwiększać nakłady, ale jednocześnie częściej pojawia się ostrożność i decyzje o ograniczaniu budżetów. To sygnał, że branża, mimo dobrego popytu, nadal uważnie liczy koszty i pilnuje bezpieczeństwa finansowego – mówi Piotr Warmuła, dyrektor departamentu sprzedaży rynku maszyn i urządzeń w EFL.

Mocny sygnał popytu na starcie roku

Największy wkład w wysoki odczyt Barometru HoReCa mają prognozy sprzedażowe: 31% przedsiębiorców oczekuje wzrostu sprzedaży (w IV kw. 2025 r. było to 29%). W praktyce oznacza to, że firmy częściej niż kwartał wcześniej zakładają większą liczbę rezerwacji i zamówień, co dobrze koresponduje z zimowym ruchem turystycznym, w tym wyjazdami na ferie oraz krótkimi wyjazdami wypoczynkowymi.

Spolaryzowane decyzje inwestycyjne

W zakresie inwestycji w środki trwałe 17,5% firm HoReCa planuje większe nakłady (w IV kw. 2025 r. było to 7,5%). Jednocześnie aż 40 proc. przedsiębiorców planuje ograniczenie inwestycji w pierwszych miesiącach tego roku, co sugeruje większą niepewność i selektywne podejście do wydatków.

Płynność i finansowanie: stabilnie, ale rośnie zainteresowanie kapitałem zewnętrznym

19% firm prognozuje poprawę płynności finansowej (20% w IV kw. 2025 r.), co wskazuje stabilną ocenę kondycję sektora. Jednocześnie rośnie skłonność dofinansowania zewnętrznego: 11% przedsiębiorców deklaruje większe zapotrzebowanie (6% w IV kw. 2025 r.) np. na finansowanie działań rozwojowych lub zabezpieczenie płynności w bardziej kosztowym sezonie operacyjnym.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na I kwartał 2026 roku wyniosła 52,1 pkt. (tj. o 1,3 pkt. niżej niż w IV kw. 2025 roku).

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się od 15 grudnia 2025 roku do 16 stycznia 2026 roku.

Finansovo.pl

Finansovo.pl - Nowocześnie o finansach.

Najnowsze informacje z zakresu finansów osobistych, finansów firmowych, dostępnych promocji, aktualnych dotacji, możliwości lokowania środków, podatków, ubezpieczeń, publikowanych raportów.

Napisz do nas: finansovo@finansovo.pl

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.