Raporty

Aromma.pl - Świece sojowe tworzone z pasją

Od pościgu za pieniędzmi do pościgu za spokojem. ING pokazuje, jak zmieniła się polska zamożność

Zamożni Polacy przeszli długą drogę – od pracy po nocach i konsumpcji na pokaz do stawiania na spokój, relacje i równowagę. To wniosek z badania „Oblicza Polskiej Zamożności” zrealizowanego na zlecenie ING Banku Śląskiego. Choć pieniądze dają zamożnym szczęście, nie zwalniają ich z trosk – jedynie przenoszą je na inne obszary życia.

ING Bank Śląski kontynuuje analizę postaw i wartości najzamożniejszych Polaków. Badanie, łączące metody ilościowe i jakościowe, objęło osoby z rocznymi dochodami od 240 do 600 tys. zł brutto oraz powyżej 600 tys. zł brutto. Wyniki rzucają światło na to, jak różnorodne są drogi do sukcesu finansowego i z jakimi wyzwaniami mierzą się osoby zamożne.

Pięć dróg do zamożności 

Historie bogacenia się polskich milionerów pokazują różnorodność ścieżek. Część z nich to przedsiębiorcy, którzy zakładali firmy już na studiach, testowali różne branże i konsekwentnie uczyli się na błędach. Inni obrali drogę kariery korporacyjnej, stopniowo awansując i zdobywając coraz wyższe stanowiska menedżerskie. Są też tacy, którzy w pewnym momencie zdecydowali się postawić wszystko na jedną kartę – założyć własną firmę albo wejść w zupełnie nowy sektor. Kolejna grupa to wąsko wyspecjalizowani eksperci, którzy dzięki głębokiej specjalizacji osiągali wysokie wynagrodzenia i stabilne kontrakty. Wreszcie są osoby z kapitałem rodzinnym – osoby, które startowały z pewnym zapleczem i skupiły się na pomnażaniu istniejących zasobów. 

Doświadczenie wewnętrznej przemiany 

Z najnowszego badania ING wyłania się wspólny dla wielu z nich motyw wewnętrznej przemiany. Wspominają, że wcześniej dominowała u nich chęć szybkiego zarobku i ryzykowne inwestycje. Ich priorytety jednak się zmieniły – kiedyś zależało im głównie na pieniądzach, dzisiaj ważniejsze stały się spokój i stabilność. Zmienia się też stosunek do konsumpcji – wcześniej sukces kojarzony był z nowymi autami, egzotycznymi wakacjami i osiągnięciami na pokaz. Teraz zamożni doceniają swoją prywatność, spokój i czas z rodziną.

Tę zmianę wśród osób zamożnych widać w ich wyborach inwestycyjnych. Badani preferują bezpieczne formy lokowania kapitału – niemal dwie trzecie z nich inwestuje w nieruchomości w Polsce, ponad połowa w metale szlachetne oraz przedmioty o trwałej wartości, takie jak biżuteria czy zegarki.

Balans między pracą a życiem – pożądany, ale trudny do osiągnięcia 

Równowaga między pracą a życiem prywatnym to cel, do którego dąży większość zamożnych Polaków. Część z nich wie już, że granica jest bardzo cienka i przyznaje, że popełniała błędy, pracując za dużo.  

Jednak dane z badania pokazują, że mniejsze dochody to większa otwartość na to, by pracować więcej. 17 proc. osób z rocznymi dochodami od 240 do 600 tys. zł przeznaczyłoby dodatkowy czas wolny na pracę. Wśród osób z zarobkami powyżej 600 tys. zł to tylko 9 proc. Osoby pracujące na etat częściej niż właściciele firm przeznaczyłyby czas wolny na pracę (16 proc. wobec 7 proc.). Przedsiębiorcy najchętniej ze wszystkich grup ten czas przeznaczyliby na rodzinę – wskazało tak aż 61 proc. z nich. 

Pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa... choć nie zwalniają z trosk 

Choć osoby zamożne cieszą się wysokim poziomem życia i finansowym bezpieczeństwem, ich codzienność wcale nie jest wolna od napięć. Główne obawy najbogatszych Polaków dotyczą finansów. 31 proc. martwi się, czy pieniądze w wyniku inflacji nie stracą na wartości, 28 proc. – czy wystarczająco dobrze pomnażają swoje środki, a 27 proc. – czy nie stracą pieniędzy w wyniku nietrafionej inwestycji. Co czwarty boi się, że zabraknie mu pieniędzy na godną starość. Kobiety częściej wyrażają obawy o godną przyszłość – wskazuje na to niemal co trzecia z nich, wobec co piątego mężczyzny, a młodsze pokolenie wykazuje niższy poziom zaufania do instytucji bankowych – 37 proc. obawia się problemów z dziedziczeniem ulokowanych środków. Z drugiej strony, co piąty mężczyzna (19 proc.) i co piąta osoba po 50. roku życia (20 proc.) deklaruje brak finansowych zmartwień. 

Część zamożnych Polaków korzysta ze wsparcia profesjonalnych doradców. Szczególnie często sięgają po nie mężczyźni – 65 proc. z nich korzysta z usług doradców finansowych, w porównaniu do 44 proc. kobiet. Wyraźne różnice widać także ze względu na wiek – 69 proc. osób powyżej 50. roku życia, wobec 46 proc. w grupie 18-35 lat zasięga opinii eksperta. Najchętniej po wsparcie sięgają przedsiębiorcy – aż trzy czwarte z nich, podczas gdy wśród osób na etatach niewiele ponad połowa. Młodsi i kobiety częściej próbują sami zdobyć kompetencje finansowe, korzystając z kursów. 

ING Bank Śląski w ramach usługi Private Banking zapewnia klientom wsparcie doradców finansowych. W ofercie są także rozwiązania inwestycyjne, produkty oszczędnościowe oraz karta kredytowa Visa Infinite z ubezpieczeniem podróżnym. 

- Klienci oczekują od private bankingu przede wszystkim wsparcia w zarządzaniu majątkiem, doradztwa i informacji o dostępnych ofertach. Cenią sobie indywidualne podejście, nowoczesne rozwiązania bankowe i szybszą ścieżkę przy załatwianiu spraw – to wszystko pozwala im odciążyć się w codziennych troskach o finanse. Kluczowa jednak jest stabilność relacji z opiekunem i zaufanie oraz dostęp do zaawansowanych cyfrowych narzędzi inwestycyjnych i wsparcie w optymalnym prowadzeniu swoich finansów, co przekłada się na poczucie bezpieczeństwa i komfortu w zarządzaniu całym majątkiem. – mówi Ewa Łuniewska, wiceprezes ING Banku Śląskiego, odpowiedzialna za Pion Klientów Private Banking i Inwestycji. 

O badaniu  

Badanie zostało zrealizowane przez agencje Metrix Lab i Research Collective. Badanie składało się z modułu ilościowego (n=300), zrealizowanego w dniach 18 kwietnia – 12 maja 2025 oraz jakościowego z wykorzystaniem technik projekcyjnych (n=20), zrealizowanego w dniach 26 czerwca -1 sierpnia 2025. Wywiady odbyły się w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Lublinie, Piotrkowie Trybunalskim i Bełchatowie. Respondentami były osoby powyżej 18 r.ż. Połowa z zarobkami 240 – 600 tys. zł brutto rocznie, połowa z zarobkami ponad 600 tys. zł brutto rocznie. 

Źródło: ING Bank Śląski

Młodzi Polacy w trybie oszczędzania. Najczęściej od 20 do 60 proc. towarów kupują w promocjach

Jak wynika z najnowszego raportu rynkowego, Polacy w wieku 18-25 lat najczęściej robią od 20% do 40% codziennych zakupów w promocjach – 32,5%. Głównie dotyczy to osób z dochodami w przedziale 3000-4999 zł, ze średnim wykształceniem i z mniejszych miejscowości. Z kolei 26,5% młodych konsumentów kupuje na co dzień od 40% do 60% podstawowych produktów w promocjach. 13,6% respondentów nie potrafi się określić w tej kwestii. Najmniej wskazań mają przedziały od 80% do 100% – 4,1% badanych, od 60% do 80% – 10,7% ankietowanych, a także poniżej 20% – 12,6% uczestników sondażu.

Polacy w wieku 18-25 lat zostali zapytani o to, w jakich proporcjach robią codzienne zakupy w promocjach w stosunku do cen regularnych. Najwięcej wskazań, bo 32,5%, ma przedział od 20% do 40%. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i Shopfully pt. „Młodzi Polacy na zakupach. Edycja IV”. – Młodzi konsumenci wybierają złoty środek. Często korzystają z promocji, bo są wyczuleni na cenę i mają ograniczone budżety. Jednocześnie nie zawsze mogą pozwolić sobie na czekanie na rabat, bo pewne zakupy trzeba zrobić od razu. Nie chcą poświęcać zbyt wiele czasu i energii na planowanie zakupów tylko pod kątem obniżek – mówi Robert Biegaj, współautor badania i Country Manager w Shopfully.

Do tego ekspert dodaje, że w polskich sklepach duża część asortymentu jest regularnie przeceniana (np. żywność, kosmetyki, środki czystości). Poziom 20-40% zakupów w promocji odzwierciedla to, jak działa rynek. Ponadto z badania wiadomo, że zakupy w promocjach w umiarkowanej, ale zauważalnej części najczęściej wybierają osoby z dochodami 3000-4999 zł, z wykształceniem średnim, z mniejszych miejscowości (5-19 tys. mieszkańców). Według autorów badania, świadczy to o kilku czynnikach społeczno-ekonomicznych i konsumenckich.

– Dotyczy to osób, które nie należą do najuboższych, ale też nie do najlepiej zarabiających. Mają ograniczony budżet, więc promocje są dla nich realną pomocą w kontrolowaniu wydatków, ale nie kupują wyłącznie na przecenach, bo nie są w skrajnie trudnej sytuacji finansowej. 20-40% zakupów w promocjach odzwierciedla racjonalne oszczędzanie osób o średnim poziomie dochodów. Natomiast w mniejszych miejscowościach oferta sklepów jest zwykle bardziej ograniczona. Promocje są więc dobrze widoczne i mocno przyciągają klientów – stwierdza Robert Biegaj.

Z kolei 26,5% ankietowanych wskazało przedział od 40% do 60%. – Młodzi konsumenci traktują promocje nie jako dodatkowy bonus, ale wręcz jako naturalny element procesu zakupowego. Dla nich normalne jest, że znacząca część koszyka pochodzi z przecen. Osoby w wieku 18-25 lat, będące na początku kariery, w tym studenci, często dysponują ograniczonymi dochodami. Promocje dają im realne oszczędności i możliwość kupienia więcej lub lepiej w tej samej cenie – wyjaśnia ekspert z Shopfully.

Zdaniem analityków z UCE RESEARCH, sieci handlowe muszą być świadome tego, że dla młodych klientów promocje są jednym z głównych czynników wyboru sklepu czy marki. Jeśli aż połowa zakupów jest robiona na promocji, to klient może łatwo przeskakiwać między markami i sklepami w zależności od aktualnych obniżek. By nie konkurować tylko ceną, producenci i sklepy mogą wykorzystać promocje do budowania relacji, np. poprzez aplikacje lojalnościowe, oferty spersonalizowane, pakiety i tzw. „deal of the week”.

– Skoro duża część młodych kupuje w promocjach, to można ich profilować i targetować specjalnymi kampaniami, opartymi na rabatach, ale jednocześnie równolegle edukować ich o jakości, wartościach marki czy innowacjach. Co istotne, sieci i marki, które dziś zdobędą młodych ludzi promocjami, mogą zatrzymać ich na dłużej, jeśli oprócz obniżek zbudują wartość dodaną, np. wygodę, jakość oraz emocjonalną więź z marką. Bez atrakcyjnych ofert promocyjnych nie przyciągną tej grupy, ale jednocześnie warto równolegle pracować nad budowaniem lojalności poza ceną. Inaczej klient zostanie łowcą okazji na lata, bo właśnie w wieku 18-25 lat tworzą się trwałe nawyki zakupowe – zaznacza Robert Biegaj.

Z badania wynika również, że 13,6% uczestników sondażu nie potrafi się określić w ww. kwestii. – Wielu konsumentów nie prowadzi szczegółowej obserwacji swoich wydatków. Takie osoby nie zastanawiają się, czy kupują w promocji, czy w regularnej cenie. Po prostu sięgają po to, co im odpowiada w danym momencie. To raczej brak potrzeby analizowania niż świadoma niechęć. Natomiast niektórym osobom trudno jest precyzyjnie ocenić proporcje – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

Najmniej wskazań mają przedziały od 80% do 100% – 4,1%, od 60% do 80% – 10,7%, a także poniżej 20% – 12,6%. Widać więc, że wśród młodych osób są grupy, dla których ceny promocyjne stanowią zróżnicowaną część codziennych zakupów. – Niewielki odsetek respondentów deklarujących zakupy w promocjach na poziomie 60-100% to grupa bardzo wrażliwa cenowo. Obejmuje osoby o ograniczonym budżecie i takie, które nauczyły się maksymalnie korzystać z promocji. Z kolei 12,6% konsumentów wskazujących na zakupy promocyjne poniżej 20% wykazuje mniejszą zależność od obniżek. Mogą mieć wyższe dochody, kupować bardziej impulsywnie, stawiać na wygodę, czas i jakość, zamiast oszczędności – analizuje Robert Biegaj.

Autorzy raportu podkreślają również, że skrajne grupy są mniejsze liczebnie, ale bardzo charakterystyczne. Warto je zidentyfikować i budować wokół nich strategie tak, by nie tracić ani cenowo wrażliwych klientów, ani tych, którzy szukają wartości dodanej poza ceną.

– Budżet ma znaczenie, ale nawet wśród osób o podobnych dochodach mogą istnieć różne postawy. To pokazuje, że jedna strategia cenowa nie wystarczy. Sieci muszą łączyć różne formaty promocji i komunikacji. Dla łowców okazji warto realizować silną, regularną komunikację o promocjach, gazetki, aplikacje z alertami i programy lojalnościowe oparte na rabatach. Z kolei dla osób obojętnych na promocje większy nacisk trzeba kłaść na jakość, wygodę, ofertę świeżych produktów, dostępność oraz benefity pozacenowe, np. szybkie zakupy – podsumowuje Robert Biegaj.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully w ramach raportu pt. „Młodzi Polacy na zakupach. Edycja IV” na próbie 807 Polaków w wieku 18-25 lat.

Źródło: UCE Research

Finanse Polaków: najwięcej trudności sprawiają inwestycje i podatki

Blisko 70 proc. Polaków ocenia swoje umiejętności zarządzania finansami osobistymi jako przecięte lub słabe - wynika z badania "Finanse Polaków" na zlecenie Banku Millennium. Braki w wiedzy finansowej są powszechne i mają realne konsekwencje - połowa respondentów przyznaje, że przez niedostateczną edukację podjęła w przeszłości błędne decyzje finansowe. Badani uważają, że potrzeba tu rozwiązań systemowych. 

 

Badanie opinii publicznej "Finanse Polaków", zrealizowane na zlecenie Banku Millennium, dostarcza aktualnych informacji na temat sytuacji finansowej Polaków, ich podejścia do oszczędzania i inwestowania, warunków mieszkaniowych. W tym roku Bank Millennium rozszerzył zakres badania o pytania dotyczące wiedzy finansowej. Wyniki tej części Bank Millennium publikuje tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, które przypomina, jak ważna jest edukacja, także ta finansowa.

Edukacja finansowa to nie tylko nauka o pieniądzach - to nauka o wyborach, odpowiedzialności i przyszłości. Brak świadomości finansowej może prowadzić nie tylko do osobistych dramatów, takich jak zadłużenie czy brak oszczędności, ale także do szerszych konsekwencji gospodarczych i społecznych. Im wcześniej zaczniemy edukację finansową, tym większa szansa, że kolejne pokolenia będą żyły świadomie, odpowiedzialnie i bez lęku o przyszłość — komentuje Iwona Jarzębska, prezeska Fundacji Banku Millennium. Fundacja od 10 lat prowadzi autorski program edukacji finansowej dla dzieci w wieku przedszkolnym i rodziców w całej Polsce. Przeszkoliła już prawie 100 tys. dzieci.

Z badania "Finanse Polaków" wynika, że jedynie co trzeci Polak (31 proc.) pozytywnie ocenia swoje umiejętności zarządzania finansami. Blisko połowa respondentów (49 proc.) określa je jako przeciętne, a co piąty pytany (20 proc.) - jako słabe. 

Największe braki wiedzy i kompetencji Polacy dostrzegają w obszarze inwestycji – wskazało na to niemal 40 proc. badanych. Co piąty respondent przyznał, że ma trudności z tematami takimi jak podatki, psychologia pieniędzy, planowanie emerytalne i zabezpieczenie przyszłości, kredyty, a także oszczędzanie. 15 proc. uczestników badania ocenia swoje umiejętności w zakresie zarządzania domowym budżetem i planowania wydatków jako niewystarczające, a 10 proc. deklaruje potrzebę większego wsparcia w obszarze zarządzania długiem. Co piąty respondent nie potrafił jednoznacznie wskazać, w jakim obszarze potrzebuje więcej wiedzy, natomiast 9 proc. uznało, że nie ma takich potrzeb.

Badanie "Finanse Polaków" objęło deklaratywną znajomość pojęć finansowych. Najbardziej rozpoznawalne dla respondentów okazały się terminy takie jak "inflacja", "oprocentowanie lokaty" oraz "stopy procentowe". Umiejętność ich wyjaśnienia innej osobie zadeklarowało odpowiednio 82 proc., 81 proc. i 72 proc. uczestników badania. Największe trudności ze zrozumieniem i wytłumaczeniem innym sprawiają natomiast pojęcia takie jak "dywersyfikacja ryzyka", "wartość osobista netto" oraz "dochód pasywny". Ponad połowa respondentów przyznała, że ich nie rozumie lub nie potrafiłaby ich objaśnić, a w przypadku ostatniego z tych terminów – aż 63 proc. Co ciekawe, 7 proc. respondentów nie znało żadnego z 12 terminów finansowych, o które zostali zapytani w badaniu.

Braki w wiedzy finansowej wynikają m.in. z ograniczonego dostępu do edukacji – blisko połowa Polaków (49 proc.) uważa, że nie jest ona powszechnie dostępna. Najczęściej wskazywane bariery to: niezrozumiały, specjalistyczny język (54 proc.), zbyt późne rozpoczęcie edukacji finansowej (44 proc.) oraz brak działań edukacyjnych w mniejszych miejscowościach lub na wsi (36 proc.).

Ponad połowa pytanych Polaków przyznaje, że sami mieli ograniczony dostęp do edukacji finansowej. W przypadku połowy respondentów (50 proc.) niedostateczna edukacja finansowa przełożyła się na błędne decyzje finansowe podejmowane w przeszłości.

Skąd zatem Polacy najczęściej czerpią wiedzę o finansach? Największa grupa wskazuje na strony internetowe oraz materiały edukacyjne przygotowane przez banki i instytucje finansowe (39 proc.). Kolejne źródła to rodzina i znajomi (29 proc.), artykuły i blogi w internecie (20 proc.) oraz telewizja i radio (również 20 proc.).

Wyniki badania potwierdzają silne społeczne zapotrzebowanie na systemowe rozwiązania w zakresie edukacji finansowej. Według respondentów, odpowiedzialność za nią powinna spoczywać na szkołach i uczelniach - aż 63 proc. badanych uważa, że to właśnie placówki oświatowe powinny pełnić kluczową rolę w przekazywaniu wiedzy finansowej. W dalszej kolejności wymienili rząd i instytucje publiczne (34 proc.), rodzinę i najbliższe otoczenie (30 proc.) oraz banki i instytucje finansowe (26 proc.). Najmniejsze oczekiwania badani Polacy mają wobec influencerów i ekspertów w mediach społecznościowych (2 proc.) oraz pracodawców (6 proc.).

Respondenci są przekonani o tym, że edukacja finansowa powinna być obowiązkowa w szkołach - uważa tak aż 83 proc. z nich. Ponad połowa z tych respondentów (52 proc.) jest zdania, że edukacja powinna rozpocząć się w szkole podstawowej, a 35 proc. wskazuje na szkołę średnią. Niespełna co dziesiąty pytany sądzi, że edukację finansową warto wprowadzić już na etapie przedszkolnym.

Dysponujemy opiniami uznanych pedagogów, a także precyzyjnymi badaniami zrobionymi wśród rodziców przedszkolaków, z których wynika, że aż 75 proc. z nich jest zdania, że wiek 3-7 lat to najlepszy moment na rozpoczęcie edukacji finansowej. Jeśli chcemy wychować pokolenie świadomych, odpowiedzialnych obywateli, to edukację finansową należy zacząć już w przedszkolu, gdy dzieci kształcą swoje nawyki i postawy. Skoro już 3-latki rozpoczynają naukę języków obcych w formie zabawy, piosenek i historyjek, to w sen sam sposób można przekazywać ważne treści finansowe. Ucząc dzieci wartości pieniądza, odpowiedzialności i planowania, dajemy im narzędzia do świadomego i bezpiecznego funkcjonowania w dorosłym świecie — mówi Iwona Jarzębska.

Kierowana przez Iwonę Jarzębską Fundacja Banku Millennium w ciągu 10 lat przeszkoliła blisko 100 000 przedszkolaków na warsztatach z cyklu "Finansowy Elementarz", w czasie których dzieci uczą się podstaw zarządzania pieniędzmi, rozpoznawania monet i banknotów, planowania wydatków oraz znaczenia oszczędzania – wszystko poprzez zabawę, interaktywne ćwiczenia i angażujące historie dostosowane do wieku przedszkolaków.


Badanie “Finanse Polaków” zrealizował w dniach 6-12 czerwca 2025 roku Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna na zlecenie Banku Millennium na reprezentatywnej próbie 1046 osób metodą CAWI.

 

Więcej informacji: www.bankmillennium.pl  

Barometr AI: tylko 29% MŚP jest w pełnej gotowości, większość finansuje z własnych środków

Tylko 29% firm z sektora MŚP czuje się przygotowanych do wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, nieco ponad połowa (52%) ocenia swoją gotowość na poziomie średnim, a co piąty przedsiębiorca (20%) na niskim. Tak wynika z Barometru AI przygotowanego przez EFL. Najgorzej sytuacja wygląda w mikrofirmach, gdzie aż 43% nie jest gotowych na AI. Większość MŚP finansuje inwestycje w sztuczną inteligencję z własnych środków (74%), co piąta korzysta w tym celu z kredytów, a tylko 6% z dotacji unijnych.

Widać wyraźny kontrast między podejściem polskich MŚP, a dużych korporacji, które od kilku lat rozwijają zaawansowane strategie AI i inwestują w zespoły badawczo-rozwojowe. W sektorze MŚP mamy więcej pragmatyzmu, tzn. firmy wdrażają rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji tam, gdzie mogą one przynieść szybko oszczędności lub zwiększyć sprzedaż. Często bez rozbudowanych planów czy zewnętrznych partnerów ze specjalistycznym know how. To trochę jak w sporcie: globalne koncerny to drużyny z ławką pełną trenerów i analityków, a nasze MŚP to zawodnicy-amatorzy, którzy grają z sercem i wiarą, ale nie zawsze z pełnym zapleczem – mówi Paweł Bojko, wiceprezes EFL.

Najmniejsze firmy z najmniejszą siłą AI

Wysoki poziom przygotowania do wdrożenia AI deklaruje 29% przedsiębiorców reprezentujących sektor MŚP. Wśród firm średniej wielkości (50-249 pracowników) ten odsetek sięga nawet 59%, podczas gdy w mikroprzedsiębiorstwach spada do 15%, a 43% z nich ocenia swoje przygotowanie jako niskie (w średnich firmach ten odsetek wynosi tylko 2%).

Biorąc pod uwagę branże, najbardziej optymistyczne nastroje panują w handlu oraz w sektorze kreatywnym i marketingowym, gdzie odpowiednio 36% i 35% firm ocenia swoje przygotowanie do wdrożenia rozwiązań AI na wysokim poziomie. Najmniej pewne siebie są firmy reprezentujące sektor zdrowia i opieki społecznej, gdzie tylko 9% jest dobrze przygotowanych, a prawie połowa uważa, że jest słabo przygotowana do transformacji AI (48%).

Najczęściej w pojedynkę, rzadziej z partnerem

68% polskich MŚP realizuje projekty AI wyłącznie własnymi zasobami. To dominujące podejście w mikro i małych firmach. Średnie przedsiębiorstwa częściej wybierają współpracę z niezależnymi ekspertami (78% wskazań), a w branżach takich jak ICT czy zdrowie widać też przykład łączenia sił z innymi firmami. Współpraca z uczelniami czy ośrodkami naukowymi praktycznie nie występuje.

Samodzielne wdrożenia dają poczucie kontroli, ale często oznaczają wolniejsze tempo i mniejszy zakres wykorzystania potencjalnych możliwości. Partnerzy z zewnątrz wnoszą wiedzę, narzędzia i doświadczenie, co może zdecydować o tym, czy firma właściwie wykorzysta swoją szansę z AI, czy pozostanie na marginesie możliwości – dodaje Paweł Bojko.

AI z własnej kieszeni

Najczęściej inwestycje w AI są finansowane z kapitału własnego, tak deklaruje 73% badanych. Po kredyt lub pożyczkę sięga co piąty przedsiębiorca (20%), a po dotacje UE 6%. W sektorze zdrowia i opieki społecznej oraz w HoReCa udział kredytów jest najwyższy (odpowiednio 35% i 36%). Z dotacji unijnych korzystają najczęściej przedsiębiorcy reprezentujący sektory finansowy i zdrowia (odpowiednio 16% i 17%). Środki publiczne (inne niż unijne) są praktycznie niewykorzystywane i pojawiają się jedynie w branży zdrowotnej.

– To, że MŚP potrafią działać szybko i elastycznie, jest ich ogromnym atutem. Jeśli chcemy jednak, by polski biznes rywalizował na równych prawach z międzynarodowymi graczami, musimy połączyć ten pragmatyzm z długoterminową strategią i szerszą współpracą. AI nie jest już „technologią przyszłości”, lecz narzędziem, które kształtuje teraźniejszość – podsumowuje Paweł Bojko.

***

Barometr AI jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wdrażania rozwiązań opartych o wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Analizie poddawane są przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów: poziom inwestycji przeznaczanych na rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby wdrożenia rozwiązań AI, plany dotyczące zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI, poziom sprzedaży w związku z inwestycjami opartymi o AI. Badaniu podlegają  przedsiębiorstwa, które zadeklarowały, że w najbliższym półroczu będą wykorzystywać rozwiązania oparte o AI.Podstawową miarą analityczną jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 punktów oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w ramach MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne.Badanie jest przygotowywane przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., a jego wyniki są publikowane co pół roku. Uczestnicy badania to mikro, małe i średnie firmy z całej Polski – łącznie 455 podmiotów. Wywiady są prowadzone z osobami decyzyjnymi w firmach, np. z właścicielem lub współwłaścicielem, prezesem lub innym członkiem zarządu, dyrektorem. Technika badawcza: badanie ilościowe z wykorzystaniem techniki wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI). Pierwsza edycja badania odbyła się od 15 stycznia do 14 lutego 2025 roku.

Rynek zmienia formułę. Sieci convenience i hipermarkety coraz bardziej ogrywają dyskonty

W II kwartale br. ruch wzrósł rdr. w sklepach convenience o 6,6%, w hipermarketach – o 5,5%, w dyskontach – o 2,7%, a w supermarketach – o 0,6%. W dwóch pierwszych segmentach przybyło unikalnych klientów – odpowiednio o 1,2% i 0,7%. Z kolei spadki rdr. zaliczyły dyskonty i supermarkety – o 1,5% i 1,8%. Z cyklicznie publikowanego raportu branżowego wynika też, że format convenience od II kw. ub.r. utrzymał największy udział w łącznej liczbie wizyt, przekraczający już 40%. I minimalnie go zwiększył. Częstotliwość zakupów wzrosła rdr. we wszystkich kanałach. Ale średni czas trwania wizyty w sklepie urósł rdr. tylko w convenience. Wszędzie indziej wyniki są ujemne. Do tego średni miesięczny łączny czas spędzony przez klienta na zakupach wzrósł rdr. jedynie w convenience. Nie zmienił się rdr. w hipermarketach, a zmalał rdr. w dyskontach i w supermarketach.

 

Jak wynika z raportu Proxi.cloud i Grupy BLIX, w drugim kwartale br. ruch (tzw. footfall) w sklepach spożywczych wzrósł rdr. w każdym z badanych formatów. W convenience zwiększył się o 6,6%, w hipermarketach – o 5,5%, w dyskontach – o 2,7%, a w supermarketach – o 0,6%.

 

– To efekt ożywienia konsumpcji przy stabilizującej się inflacji i poprawie nastrojów konsumenckich. Największy wzrost w segmencie convenience nie zaskakuje, bo ten format odpowiada na potrzebę szybkich, częstych zakupów, robionych na ostatnią chwilę blisko domu, szczególnie w okresach świątecznych i wyjazdowych, jak majówka czy czerwcówka. W drugim kwartale br. mieliśmy przecież Wielkanoc oraz długie weekendy – przypomina Marcin Lenkiewicz, współautor raportu z Grupy BLIX.

 

Z kolei Mateusz Nowak, współautor raportu z Proxi.cloud, uważa, że na sukces kanału convenience wpływa ekspansja niektórych sklepów. Innym potencjalnym powodem może być popularyzacja aplikacji gazetkowych, przez co większa część klientów uzupełnia koszyk zakupowy w różnych formatach w oparciu o dostępne promocje, zwiększając w ten sposób ruch w placówkach.

 

– Z innych naszych badań wynika, że coraz więcej osób łączy zakupy w kilku formatach jednego dnia. I tak na przykład produkty podstawowe nabywane są w dyskontach, a uzupełniające – w sklepach convenience. To właśnie ten segment, dzięki swojej dostępności i elastyczności, najczęściej pełni rolę drugiego wyboru, co w dużej mierze tłumaczy jego najwyższy wzrost liczby wizyt w badanym okresie – mówi Weronika Piekarska z Proxi.cloud.

 

Do tego ekspert z Grupy BLIX dodaje, że hipermarkety sporo zyskały na większych zakupach świątecznych i grillowych, ale trend długoterminowo sprzyja mniejszym, lepiej dostępnym sklepom convenience. Natomiast z raportu wynika też, że w drugim kw. br. przybyło unikalnych klientów w sklepach convenience i hipermarketach – odpowiednio o 1,2% i 0,7%. Z kolei spadki rdr. zaliczyły supermarkety i dyskonty – o 1,8% i 1,5%.

 

– Strata dyskontów wynika z nasycenia rynku i rosnącej konkurencji formatów lokalnych. Kanał convenience wygrywa przede wszystkim dostępnością i elastycznymi godzinami, podczas gdy dyskonty i supermarkety wciąż dominują przy większych zakupach planowanych, szczególnie spożywczo-chemicznych. Kolejność segmentów w rankingu odzwierciedla też zmianę zachowań. Konsumenci częściej kupują mniej, ale częściej – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

 

W ww. okresie nieznacznie zmienił się udział poszczególnych formatów sklepów w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. Na czele zestawienia znajduje się segment convenience – 43,3% (rok wcześniej – 42,3%). Dalej widzimy dyskonty – 31,5% (poprzednio – 31,9%), supermarkety – 19,3% (20%) oraz hipermarkety – 5,9% (5,8%).

 

– Niewielkie zmiany wskazują na stabilność preferencji konsumenckich. Na pierwszym miejscu pozostaje segment convenience, który umacnia swoją pozycję. To potwierdza, że dla wielu konsumentów staje się podstawowym, codziennym wyborem. Z kolei dyskonty, mimo nieznacznego spadku udziału, wciąż stanowią główny kanał dla bardziej planowanych zakupów. Supermarkety i hipermarkety mają tutaj ugruntowaną, ale mniejszą rolę. Często pełnią funkcję uzupełniającą lub okazjonalną – analizuje ekspertka z Proxi.cloud.

 

Częstotliwość zakupów wzrosła rdr. we wszystkich formatach, tj. w kanale convenience (w II kw. br. średnia miesięczna liczba wizyt przypadająca na 1 shoppera – 10,1, w II kw. ub.r. – 9,6), w dyskontach (II kw. br. – 7,6, w II kw. ub.r. – 7,3), w supermarketach (w II kw. br. – 5,5, w II kw. ub.r. – 5,4), a także hipermarketach (w II kw. br. – 3,2, w II kw. ub.r. – 3).

 

– Klienci wypracowali schematy, które dobrze wpisują się w ich codzienność, a detaliści skutecznie odpowiadają na ich potrzeby. Dla rynku i sieci handlowych oznacza to, że w najbliższym czasie trudno będzie o rewolucyjne zmiany w zachowaniach zakupowych. Kluczowe będzie raczej umacnianie pozycji w ramach już ustalonych schematów. O lojalność klienta można walczyć poprzez jakość doświadczenia zakupowego, dostępność produktów i personalizację oferty – stwierdza Weronika Piekarska.

 

Raport pokazuje również to, jak zmienił się rdr. średni czas trwania wizyty w sklepie. Wzrost nastąpił tylko w przypadku convenience (w II kw. br. – 4 min. i 24 sekundy, w II kw. ub.r. – 4:12). Natomiast spadki rdr. widzimy w dyskontach (w II kw. br. – 13 minut 18 sekund, w II kw. ub.r. – 14:18), w supermarketach (odpowiednio – 10:30 i 11:24) oraz w hipermarketach (19:42 i 20:48).

 

– Wydłużenie czasu przy jednoczesnym wzroście footfallu (ruchu) w formacie convenience sugeruje, że większy ruch może wpływać na dłuższy czas przebywania w sklepie, np. ze względu na zatłoczenie alejek. Może to być także efektem poszerzenia oferty lub wprowadzenia nowych usług, np. kawy, gotowych dań czy płatności rachunków, co naturalnie skłania do dłuższego pobytu. Ponadto konsumenci w sklepach convenience mogą dłużej zastanawiać się nad wybraniem produktu, np. poprzez częstsze porównywanie cen – tłumaczy dr Krzysztof Łuczak, współautor raportu z Grupy BLIX.

 

Natomiast Mateusz Nowak uważa, że spadek średniego czasu wizyty w pozostałych formatach może świadczyć o większej celowości zakupów poszczególnych konsumentów. Wpływa na to popularyzacja aplikacji gazetkowych. – Innym potencjalnym powodem jest usprawnienie systemu kas, w szczególności tych samoobsługowych, co skutkuje skróceniem czasu spędzonego w kolejkach. Niemniej jednak spadki w okolicach minuty są niewielkie i nie powinny być niepokojące dla sieci handlowych – uzupełnia ekspert z Proxi.cloud.

 

Średni miesięczny łączny czas spędzony na zakupach przez klienta wzrósł rdr. jedynie w convenience (w II kw. br. – 44 minuty, w II kw. ub.r. – 40 min.). Natomiast nie zmienił się rdr. w hipermarketach (w każdym okresie – godzina i 2 minuty). Spadki rdr. widoczne są w dyskontach (w II kw. br. – godzina i 41 minut, w II kw. ub.r. – godzina i 44 min.) oraz w supermarketach (odpowiednio – 58 minut, godzina i minuta).

 

– Zmiany w łącznym miesięcznym czasie zakupów są istotnym sygnałem. Pokazują nie tylko, jak długo trwa przeciętna wizyta, ale przede wszystkim, ile razy i jak często klienci odwiedzają dany format sklepu. Konsumenci częściej wybierają kanał convenience i spędzają w nim łącznie więcej czasu. Może to być zasługą rozwoju oferty gastronomicznej, ale nie wykluczam też, że robią tam część zakupów, które wcześniej realizowali w dyskontach czy supermarketach. Ten wzrost może oznaczać rosnące znaczenie formatu convenience w codziennych nawykach zakupowych – zauważa dr Krzysztof Łuczak.

 

Ekspert dodaje również, że brak zmiany w przypadku hipermarketów oznacza stabilność. Nie ma odpływu klientów. Choć pojedyncza wizyta jest krótsza, łączna liczba minut miesięcznie się nie zmieniła, co wskazuje na lekki wzrost częstotliwości wizyt, ale bez większego przełożenia na udział w codziennych zakupach. W przypadku dyskontów i supermarketów spadki łącznych czasów, oprócz poprawy efektywności obsługi, mogą być spowodowane mniejszymi zakupami, wynikającymi ze zmiany stylu życia czy inflacji.

 

 

 

***

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i Grupę BLIX, we współpracy z platformą analityczno-badawczą UCE RESEAECH w oparciu o dane z II kwartału br. i analogicznego okresu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza obejmuje zachowania konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety i sieci typu convenience (łącznie 25 sieci handlowych). Wielkość próby wyniosła blisko 1,4 mln konsumentów. W sumie obserwowano ponad 40,6 tys. placówek, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

 

Wejście danego użytkownika w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w sklepie, gdy trwała ona od 30 sekund do 20 minut w sklepie convenience, od 1 min. do 90 min. – w supermarkecie, od 1 min. do 2 godz. – w dyskoncie, a także od 2 min. do 2,5 godz. – w hipermarkecie.

 

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Źródło: Proxi.cloud, Grupa Blix, Uce Research

Sprzedaż motocykli na pełnym gazie. Rekordowe wzrosty i zmiana stylu życia Polaków

Maj 2025 roku przyniósł rekordowy wynik sprzedaży motocykli – w Polsce zarejestrowano 5 311 nowych jednośladów, +18,3% w ujęciu rocznym, wynika z danych PZPM.  To najlepszy maj od dekady. Moda na dwa kółka trwa już od kilku lat. W ubiegłym roku liczba nowych rejestracji motocykli była dwa razy wyższa niż 5 lat wcześniej. Jak pokazuje najnowsze badanie EFL, jednoślady kupujemy dziś głównie dla przyjemności (57%), najczęściej za gotówkę (80%), a przy wyborze konkretnego modelu najważniejsza jest jego pojemność (65%). „Paliwa” dodają firmy leasingowe, z których oferty korzysta już 11% motocyklistów.

Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że w okresie od stycznia  do maja 2025 roku zarejestrowano w Polsce 19 083 nowe motocykle, o 6,3% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W samym maju Polacy kupili 5 311 motocykli,
o 18,3% więcej niż rok wcześniej. To najwyższy wynik dla tego miesiąca od 10 lat. W całym 2024 roku łącznie w Polsce zarejestrowano 39 809 motocykli, aż o 43% więcej niż rok wcześniej.

Eksperci EFL, jednej z największych firm leasingowych w Polsce, która od wielu lat finansuje jednoślady, zwraca uwagę, że za rosnącą popularnością motocykli wśród Polaków stoi nie tylko łatwiejszy dostęp do prawa jazdy dla modeli o pojemności do 125 cm³, ale także styl życia, praktyczność i szersza oferta rynkowa.

Segment motocykli w Polsce rozwija się w imponującym tempie, zwłaszcza od 2015 roku, gdy umożliwiono kierowanie 125-tkami posiadaczom prawa jazdy kat. B. Gdy na przykład porównamy ostatnie pięć lat, zobaczymy, że w czasie gdy sprzedaż aut osobowych w Polsce praktycznie się nie zmieniła, motocykle zyskały na znaczeniu. Między 2019 a 2024 rokiem sprzedaż nowych samochodów utrzymuje się na poziomie 500–550 tys. sztuk rocznie, natomiast liczba nowych motocykli wzrosła o 100%. W całym 2024 roku Polacy kupili blisko 40 tys. nowych motocykli, a w 2019 roku było to 19 tys. sztuk. Taki wynik to efekt nie tylko zmian w przepisach, ale też rosnącej oferty jednośladów, mody na jazdę motocyklem i dostępności finansowania takiego jak leasing i kredyt – mówi Robert Dudziński Dyrektor Sprzedaży Carefleet, Grupa EFL.

Moda, styl, wygoda – co kieruje motocyklistami?

Z najnowszego badania EFL przeprowadzonego na ogólnopolskim panelu Ariadna w grupie posiadaczy motocykli wynika, że główne powody zakupu motocykla to oszczędność czasu, unikanie korków i przyjemność z jazdy. Aż 57% respondentów wskazało, że jednoślad to przede wszystkim radość i sposób na spędzanie wolnego czasu. Dla 42% Polaków zakup motocykla to spełnienia marzenia, dla 22% wygoda, a 21% chce w ten sposób unikać korków na drogach.

Przyjemność z jazdy ma większe znaczenie dla starszych motocyklistów. Wśród respondentów powyżej 45 roku życia wskazało na nią 60% osób, podczas gdy w grupie 18-24 lata 49%,
a 25-34 lata – 53%.

Natomiast najmłodsi motocykliści zdecydowanie częściej kupują dwa kółka w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. Tak wskazało 22% respondentów w wieku 18-24 lata i 5% respondentów w wieku 45-54 lata.

Co ciekawe, większość ankietowanych woli klasyczne motocykle o większej pojemności (62%) niż skutery (14%). Te drugie postrzegane są jako bardziej miejskie i mniej dynamiczne.

Nie cena, ale pojemność silnika (65%) i rodzaj motocykla (64%) mają największe znaczenie przy zakupie jednośladu. Na cenę wskazało 57% respondentów. Marka ma znaczenie dla równo połowy motocyklistów, a napęd dla 41% zapytanych.

Już nie tylko za gotówkę

Choć większość motocyklistów nadal decyduje się na zakup za gotówkę (80%), rośnie zainteresowanie alternatywnymi formami finansowania. 11% ankietowanych wskazało, że skorzystało z leasingu, podobna liczba osób sfinansowała zakup jednośladu pożyczką lub kredytem.

Eksperci EFL zauważają, że coraz więcej przedsiębiorców pyta o finansowanie jednośladów, a rynek reaguje coraz szerszą ofertą. – Motocykl przestaje być tylko sprzętem sezonowym czy rekreacyjnym. Staje się alternatywą dla samochodu, zwłaszcza w dużych miastach. Dlatego elastyczne formy finansowania, takie jak leasing czy pożyczka ratalna, zyskują na znaczeniu. Najczęściej w przypadku modeli o większej wartości, wybieranych przez klientów biznesowych
i bardziej doświadczonych motocyklistów
– komentuje Robert Dudziński.

Metodyka:

Badanie, którego wyniki cytowane są w powyższym materiale prasowym, zostało przeprowadzone na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna na ogólnopolskiej próbie N=301 osób. W badaniu wzięły udział osoby, które aktualnie posiadają motocykl. Termin realizacji: 13–15 czerwca 2025. Metoda: CAWI.

***

EFL S.A. powstał w 1991 roku, jako jedna z pierwszych firm leasingowych w Polsce. Od 2001 roku EFL jest częścią Grupy Crédit Agricole, co gwarantuje firmie finansową stabilność i bezpieczeństwo oraz pozwala korzystać z wiedzy i doświadczeń instytucji finansowej o międzynarodowym zasięgu. EFL konsekwentnie poszerza zakres rozwiązań dla biznesu.  W skład Grupy EFL wchodzą spółka flotowa Carefleet, spółka faktoringowa Eurofactor  oraz TRUCK CARE, która oferuje  kompleksowy wynajem pojazdów użytkowych stworzony z myślą o biznesie transportowym. W ramach Grupy EFL spółka oferuje szeroki pakiet produktów: leasing, pożyczkę, usługi flotowe, wynajem długoterminowy, ubezpieczenia i faktoring. Od 1991 roku EFL współpracuje z najbardziej liczącymi się producentami i dostawcami maszyn, urządzeń, pojazdów oraz innych środków trwałych. Firmę wyróżniono m.in.  Business Superbrands 2021, 2022 sześciokrotnie tytułem: Firmy Przyjaznej Klientowi i siedmiokrotnie Finansowej Marki Roku. Już ponad 400 tysięcy klientów wybrało EFL na swojego partnera w biznesie. Więcej na: www.efl.pl

Branża TSL w pierwszym półroczu 2025 roku: więcej długów zagranicznych, mniej czasu na odzyskanie należności

Pierwsze półrocze 2025 roku w branży transportu, spedycji i logistyki (TSL) to okres pełen wyzwań, ale też dynamicznych zmian. Rynek mierzy się z rosnącą presją kosztową, która wynika przede wszystkim ze wzrostu nakładów finansowych prowadzenia działalności transportowej oraz  utrzymaniem floty. Do tego dochodzą zmiany regulacyjne oraz niedobory kierowców, które wpływają na dostępność i efektywność usług transportowych.

Zmiany obserwowane w pierwszej połowie 2025 roku, odcisnęły swoje piętno na wierzycielach, dłużnikach, jak i samych wierzytelnościach, czego konsekwencją są istotne zmiany zarówno w strukturze długów, jak i w zachowaniu przedsiębiorców w branży TSL. W ślad za tym - stale zmieniają się realia pracy firm windykacyjnych. Jak wylicza Jacek Dżumak z Pactus.eu: Widzimy coraz większy udział dłużników zagranicznych, rosnącą liczbę postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych, a jednocześnie... rekordowo krótki czas odzyskiwania należności.

Jak wygląda rynek z perspektywy praktyków windykacji w TSL?

Zagranica goni Polskę

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 roku, Pactus.eu – firma specjalizująca się w odzyskiwaniu należności w sektorze transportowym,  odnotowała kilka istotnych zmian w strukturze spraw trafiających do windykacji.

- Najbardziej wyraźnym trendem jest rosnąca liczba spraw dotyczących dłużników spoza Polski. W porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku liczba takich zgłoszeń wzrosła o około 22%. Równocześnie obserwujemy wzmożoną aktywność wierzycieli zagranicznych – zgłoszenia z ich strony zwiększyły się aż o 28%. To pokazuje, że obecne realia branży transportowej i trudna sytuacja geopolityczna w Europie stwarzają poważne wyzwania – zwłaszcza dla firm działających transgranicznie. Dlatego dziś jeszcze ważniejsze staje się szybkie reagowanie i skuteczne wsparcie, które oferujemy naszym klientom – podkreśla Jacek Dżumak z Pactus.eu.

Dłużnik w upadłości? To coraz częstszy scenariusz

Kolejnym istotnym zjawiskiem jest wzrost udziału spraw, które dotyczą firm będących w restrukturyzacji lub upadłości. Co dwudziesta sprawa trafiająca do Pactus.eu dotyczy dłużnika objętego restrukturyzacją lub postępowaniem upadłościowym.

- To zmiana, która przekłada się na cały proces windykacyjny. Musimy nie tylko skutecznie odzyskiwać pieniądze, ale też bardzo szybko rozpoznawać, kiedy działania standardowe nie mają sensu, bo dłużnik jest już w toku postępowania upadłościowego. To wymaga lepszej analityki i jeszcze szybszej reakcji – zauważa Jacek Dżumak.

Rekordowo krótki czas odzyskiwania należności

Mimo trudniejszych warunków, Pactus.eu skrócił średni czas zamknięcia sprawy windykacyjnej. W pierwszym półroczu 2025 roku wynosił on zaledwie 10 dni – co jest wynikiem większej aktywności wierzycieli oraz wdrażania filozofii windykacji opartej na partnerskiej relacji z dłużnikiem.

- Utrzymujemy wysoką skuteczność, mimo że coraz więcej spraw dotyczy firm w restrukturyzacji lub upadłości. To dlatego, że nasza windykacja oparta jest na szacunku i dialogu. Nie budujemy presji dla samej presji – traktujemy dłużnika jak partnera biznesowego czy klienta. Dzięki temu płatnicy nie boją się z nami rozmawiać - a skuteczny kontakt to podstawa  rozpoczęcia udanych i efektywnych negocjacji na temat płatności – tłumaczy Jacek Dżumak.

Mniej przeterminowany dług = mniejszy problem

Kolejnym, zauważalnym trendem wśród wierzycieli, jest coraz częstsze podejmowanie decyzji o rozpoczęciu działań windykacyjnych bez zbędnej zwłoki. Efektem jest spadek stopnia przeterminowania zaległości, które trafiają do windykacji. W 2025 roku ¾ spraw, które trafiły do obsługi Pactus.eu, dotyczyło należności, których termin płatności nie przekroczył 60 dni. To nowe podejście realnie przekłada się również na skrócenie czasu potrzebnego do odzyskania należności – szybka reakcja znacząco zwiększa szanse na skuteczny, a przede wszystkim szybki zwrot środków, a naprzeciw tym trendom wychodzą również firmy windykacyjne.

- Naszym celem jest nie tylko skuteczne przeciwdziałanie zatorom płatniczym, lecz także edukowanie klientów i kształtowanie pozytywnych nawyków w całej branży TSL. Dlatego w pierwszym kwartale 2025 roku, wprowadziliśmy istotne zmiany w cenniku naszych usług windykacyjnych. Chcemy zachęcać do wcześniejszego zgłaszania należności, oferując niższe stawki prowizyjne w zależności od stopnia przeterminowania długu – im krótszy czas opóźnienia, tym niższa prowizja. To nie tylko uczciwe podejście do klienta, ale także impuls do działań, które realnie poprawiają płynność finansową całego sektora transportowego – informuje Jacek Dżumak z Pactus.eu.

Wzrost świadomości branży TSL

Wśród przewoźników i spedytorów coraz wyraźniej widać zmianę podejścia z reaktywnego na proaktywne. Więcej firm wdraża politykę stałego monitoringu należności, współpracuje z zewnętrznymi partnerami i korzysta z narzędzi takich jak giełdy wierzytelności czy windykacja miękka.

- Dla wielu firm, windykacja przestała być tematem wstydliwym. Wręcz przeciwnie: coraz częściej postrzegana jest jako profesjonalne narzędzie zabezpieczenia interesów. Taka świadomość przekłada się na lepszą płynność finansową w całym łańcuchu dostaw – podsumowuje Jacek Dżumak.

W 2025 roku firmy z sektora TSL muszą także nadal radzić sobie z konsekwencjami globalnych zakłóceń łańcuchów dostaw, które w dalszym ciągu wpływają na płynność operacyjną oraz wymagają elastycznego podejścia do planowania i realizacji zamówień. Poza zwiększaniem wydajności i ograniczaniem kosztów w obecnych realiach szczególnie istotne staje się zarządzanie należnościami i utrzymanie płynności finansowej, czego efektem jest niesłabnące zainteresowanie usługami windykacyjnymi.


Pactus.eu to firma specjalizująca się w windykacji należności w branży transportu, spedycji i logistyki, która działa z poszanowaniem etyki biznesowej. Jej celem jest skuteczne odzyskiwanie należności w sposób, który nie narusza relacji między wierzycielem a dłużnikiem. Dzięki profesjonalizmowi, doświadczeniu i nowoczesnym narzędziom Pactus.eu oferuje kompleksowe wsparcie w zakresie dochodzenia należności o każdym stopniu przeterminowania. Pactus.eu odzyskuje należności, budując mosty, a nie bariery.

Sektor metali 2025: więcej ryzyk, mniej klientów, kryzys płynności

Wysokie ceny energii i surowców, napięcia geopolityczne, stagnacja w Niemczech, brak klientów, spadki marż – to dziś codzienność wielu firm przetwarzających metale. Z najnowszego badania „Sytuacja w branży metalowej – 2025”, przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services przez Keralla Research wynika, że przedsiębiorcy w 2025 roku funkcjonują w jeszcze trudniejszych warunkach niż 9 miesięcy temu. Doszły nowe zagrożenia geopolityczne, znacząco wzrosły obawy o ceny surowców, w firmach pogłębił się kryzys płynnościowy. W takiej sytuacji kluczem do przetrwania staje się szybka adaptacja i lepsze zarządzanie finansami.

Z najnowszego badania Bibby Financial Services, zrealizowanego przez Keralla Research w czerwcu 2025 roku, wynika, że aż 47 proc. firm z sektora metalowego jako największe zagrożenie wskazuje rosnące ceny energii – to wzrost o 7 pkt proc. względem badania z września 2024 roku. Jednocześnie 38 proc. przedsiębiorców wymienia drożejące surowce, a niemal co trzeci badany obawia się konsekwencji wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami (30 proc.) oraz stagnacji gospodarczej w Niemczech (29 proc.).
 

– Jak widać, na rynku pojawiły się nowe wyzwania, sytuacja jest niepewna, więc nastroje biznesowe w branży metalowej pozostają ostrożne, chociaż GUS raportuje pierwsze symptomy odbicia 

– komentuje Wojciech Czapeczko, Dyrektor ds. Finansowania Biznesu w Bibby Financial Services.

W maju 2025 r. produkcja sprzedana przemysłu w Polsce była o 3,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. Narastająco, w okresie styczeń–maj 2025, wzrosła o 1,6 proc. względem analogicznego okresu 2024 r. Dane GUS wskazują, że produkcja wyrobów z metali wzrosła w maju aż o 11,8 proc. rok do roku, a produkcja metali (hutnictwo) o 10,5 proc. r/r – oba wskaźniki przewyższyły średnią dla całego przemysłu.

W cieniu wojny handlowej

We wrześniu 2024 roku, w pierwszej fali badania Bibby Financial Services, tylko 22 proc. przedsiębiorców z branży metalowej mówiło o walce z konkurencją i spadku sprzedaży, a o wzroście cen surowców – 21 proc. Dziś skala obaw jest znacznie szersza i głębsza.
 

– Ograniczenie wymiany handlowej między USA i UE z pewnością nie pomoże w wychodzeniu ze spowolnienia gospodarczego, w jakim znajduje się Wspólnota. Głównym problemem firm z branży stali nierdzewnych jest brak wyraźnego impulsu do wzrostu popytu. Co prawda nie jest on słaby, ale też nie na tyle silny, aby poprawić rentowność przedsiębiorstw. Trzeba też pamiętać, że owa stagnacja trwa już niemal trzy lata. Firmy są tym zmęczone. Część z nich z pewnością też może odczuwać pewne problemy płynnościowe 

– komentuje Andrzej Michalski-Stępkowski, prezes Stowarzyszenia Stal Nierdzewna.

W 2025 roku nastąpiło gwałtowne nasilenie globalnej wojny handlowej, co silnie uderza w branżę metalową. Dla polskich i europejskich firm wojna celna oznacza zmienność popytu i cen. Z jednej strony, amerykańskie cła osłabiają konkurencyjność naszych eksporterów na rynku USA, z drugiej – mogą pojawić się nadwyżki stali na rynku europejskim (skoro trudniej sprzedać ją do USA), co może zaniżać ceny w Europie i zwiększać presję na producentów. Niemcy, jako eksporter dóbr inwestycyjnych i komponentów (w tym wyrobów metalowych) do Chin i USA, odczuwają skutki sporu szczególnie dotkliwie – według ekspertów nowe taryfy zza oceanu mogą być poważnym ciosem dla niemieckiego przemysłu, wydłużając okres słabości gospodarczej w tym kraju. A słabszy popyt niemieckiej gospodarki przekłada się na mniejszy import z Polski. Niemcy nadal pozostają największym partnerem handlowym, ale ich udział w eksporcie ogółem się obniża – w pierwszym kwartale 2025 roku zmniejszył się o 0,7 pkt proc. do 26,8 proc.
Już sama groźba ceł w I połowie roku spowodowała zmiany w zachowaniach zakupowych: np. firmy w USA pospieszyły się z zakupem europejskich wyrobów metalowych przed wejściem ceł, co przejściowo zwiększyło eksport z Polski do USA o ponad 10 proc. na początku 2025. Jednak długofalowo, utrzymywanie barier handlowych grozi zakłóceniem globalnego rynku metali, alokacją dostaw do innych regionów (np. więcej chińskiej stali może trafiać do Europy, wypierając lokalną produkcję) oraz mniejszą stabilnością cen.
 

– Na wyzwania związane z ogólną sytuacją gospodarczą czy też polityczną w Europie i na świecie nie mamy większego wpływu. Choć więc będą one determinowały koniunkturę w naszej branży, to raczej nie warto specjalnie się nimi emocjonować. To czym firmy powinny zająć się z całą mocą to dostosowanie strategii do nowych czasów. Dla branży stali nierdzewnych oznacza to, że konsumpcja tego metalu nie będzie się już zwiększała w tempie dwucyfrowym rok do roku. W takiej sytuacji instalowanie nowych linii do przerobu kolejnych ton materiału nie jest wyborem optymalnym. Należy raczej zastanowić się, jak można zmaksymalizować osiąganą marżę, gdzie poszukać wartości dodanej. To wymaga bardziej wyrafinowanych i zaawansowanych technologicznie inwestycji 

– dodaje Andrzej Michalski-Stępkowski.

Zatrzymana sprzedaż, spadające marże i pustka w portfelu zamówień

 

– W najnowszym badaniu zapytaliśmy też przedsiębiorców z przetwarzających metale o wyzwania wewnątrz ich firm. Najwięcej negatywnych skutków generuje brak nowych klientów i niska sprzedaż. Tak uważa 32 proc. badanych. Firmy odczuwają też dotkliwie spadek marży i obniżenie rentowności. W tej sprawie alarmuje aż 31 proc. 

– mówi Wojciech Czapeczko, Dyrektor ds. Finansowania Biznesu w Bibby Financial Services.

Wśród najczęściej wymienianych wyzwań znalazły się też trudności ze znalezieniem nowych pracowników i zarządzaniem zespołem (22 proc.).
W badaniu przeprowadzonym w 2024 roku głównymi barierami były: wysokie ceny energii (40 proc.) oraz brak pracowników (36 proc.). Choć oba problemy pozostają aktualne, to dziś dominują rynkowe realia popytowe i rentownościowe.
Co istotne, różnice w wyzwaniach dostrzegalne są w zależności od skali działalności. Duże firmy (zatrudniające powyżej 250 osób) częściej wskazują na brak nowych klientów i trudności z utrzymaniem marż. Z kolei w przypadku mniejszych podmiotów – na pierwszy plan wysuwa się brak środków na bieżące funkcjonowanie.
 

– W 2024 roku firmy walczyły o przetrwanie w cieniu kosztów energii. Dziś większym problemem jest brak zamówień i pogarszająca się płynność. Niezależnie od przyczyny – czy to wojna handlowa, czy wewnętrzna stagnacja – przedsiębiorstwa potrzebują dziś większej elastyczności w zarządzaniu środkami obrotowymi 

– dodaje Wojciech Czapeczko.

Rosnące ryzyko dla płynności. Czy ratunkiem będzie faktoring?

Przy stale względnie wysokich stopach procentowych i słabnącym popycie na wyroby z metali, firmy z sektora coraz częściej szukają sposobów na przetrwanie – nie tylko przez cięcia kosztów, ale też przez sięganie po elastyczne finansowanie obrotowe. Z badania wynika, że niemal co piąta firma boryka się z opóźnieniami w płatnościach, a 14 proc. już dziś zmaga się z brakiem środków na bieżącą działalność.
 

– Rozwiązaniem może być faktoring – szczególnie w warunkach, gdy kontrahenci płacą coraz później, a inwestycje w technologie i modernizację wymagają szybkiego dostępu do gotówki. Dzięki faktoringowi można uwolnić środki zamrożone w fakturach i odzyskać zdolność do działania na konkurencyjnym rynku 

– radzi Wojciech Czapeczko.


O badaniu:

Badanie „Sytuacja w branży metalowej – 2025” zostało przeprowadzone na zlecenie Bibby Financial Services przez Keralla Research w czerwcu 2025 roku, techniką CATI. Próba ogólnopolska producentów przetwarzających metale. Firmy małe, średnie i duże, n=100. Respondent: właściciel, kierownik, osoba odpowiedzialna za zakupy lub rozwój.

O Bibby Financial Services:

Bibby Financial Services jest spółką faktoringową, częścią Bibby Line Group – niezależnej brytyjskiej grupy firm. Bibby Financial Services od 40 lat dostarcza przedsiębiorcom różne narzędzia finansowe, wspierające stabilne funkcjonowanie i rozwój. 
W Polsce firma funkcjonuje od 2002 roku. Pracuje w trzech oddziałach w Warszawie, Poznaniu i Katowicach, które swoim zasięgiem obejmują cały kraj. Firma jest niezależna od banków. Należy do Polskiego Związku Faktorów oraz największego międzynarodowego zrzeszenia faktorów International Factors Group. 
Więcej na www.bibbyfinancialservices.pl.   


Finansovo.pl

Finansovo.pl - Nowocześnie o finansach.

Najnowsze informacje z zakresu finansów osobistych, finansów firmowych, dostępnych promocji, aktualnych dotacji, możliwości lokowania środków, podatków, ubezpieczeń, publikowanych raportów.

Napisz do nas: finansovo@finansovo.pl

Reklama

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.