Raporty

Aromma.pl - Świece sojowe tworzone z pasją

Ceny w sklepach hamują. Świąteczny koszyk w tym roku będzie droższy średnio o ok. 4 proc. r/r

Z analizy ponad 94 tys. cen detalicznych z 44 tys. sklepów wynika, że spadek dynamiki ich wzrostu lekko wyhamował. W listopadzie br. codzienne zakupy, obejmujące m.in. art. spożywcze, chemię gospodarczą czy art. dla dzieci, podrożały średnio o 4,2% rdr. W obszarze samej żywności ww. spadek też został zahamowany. W listopadzie kategorie spożywcze zdrożały o 3,7% rdr. Jak podkreślą autorzy raportu, wzrost cen przed świętami może oscylować wokół 4% rdr. Potwierdza to także szybki szacunek za pierwszy tydzień grudnia. Zakupy średnio zdrożały w sklepach o 4,1% rdr. Ceny samej żywności wzrosły o 3,4% rdr. Do tego z raportu widać, że ceny najczęściej kupowanych produktów wciąż są na większym plusie niż ogólny poziom inflacji.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w listopadzie br. codzienne zakupy Polaków zdrożały średnio o 4,2% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, a także pozostałego asortymentu dostępnego w sklepach, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. Łącznie przenalizowano 17 kategorii. W październiku wzrost rdr. (wyliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 4,1%, z kolei we wrześniu – 4,9%. Zatem widać, że spadek dynamiki wzrostu ww. cen został lekko zatrzymany.

– Spadek dynamiki wyhamował, ale – co istotne – nie zatrzymał się. Wzrosty są z nami nadal jednak na mniejszym poziomie. Widzimy, ze żywność w listopadzie jest średnio tylko o 4% droższa niż rok temu, ale nadal droższa. Od drugiej połowy 2024 roku możemy mówić o tym, ze gospodarka wchodzi w etap ożywienia. Po trzecim kwartale 2025 roku na poziom PKB przełożyły się również inwestycje, które rosną, co jest sygnałem ożywienia gospodarki. Również spadek stóp procentowych jest takim bodźcem. Te elementy finalnie przekładają się na aspekt inflacji, w tym także cen w sklepach – mówi dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito.

Do tego widać, że ceny samej żywności w listopadzie poszły w górę o 3,7% rdr. W październiku wzrosły rdr. o 3,6%, a we wrześniu – o 4,1%. Zatem w tym obszarze spadek dynamiki wzrostu ww. cen również został zahamowany, ale nieznacznie. Natomiast różnica pomiędzy wszystkimi analizowanymi kategoriami najczęściej kupowanych przez Polaków produktów a samą żywnością jest nadal widoczna, choć też coraz mniejsza. – Wyhamowanie spadku dynamiki wzrostu cen żywności może być związane z mniejszą presją wynagrodzeń, stabilizacją cen energii i niższymi oczekiwaniami inflacyjnymi, w tym obniżką stóp procentowych – analizuje dr Justyna Rybacka.

Analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że ceny w sklepach wciąż trzymają się na wyższym plusie niż inflacja. – Wygląda na to, że ceny pozostałych kategorii rosną wolniej niż te sklepowe. To jest moja stała obserwacja. W ciągu ostatnich 23 miesięcy zdarzyło się tylko raz, że inflacja ogólna była wyższa, niż to wynikało z naszych raportów. Było to dokładnie w lipcu 2024 roku. Ponadto w okresie wiosenno-letnim ub.r. trzykrotnie zanotowano zrównanie obu wskaźników – przypomina dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei zdaniem dr Justyny Rybackiej, do samego Bożego Narodzenia możemy spodziewać się, że wzrost cen żywności utrzyma się na poziomie średnim ok. 4%. Według analityków z UCE RESEARCH, w całym obecnym miesiącu wzrost może faktycznie oscylować wokół 4%. Natomiast z szybkiego szacunku za pierwszy tydzień grudnia wynika, że zakupy średnio zdrożały w sklepach o 4,1% rdr. Ceny samej żywności wzrosły o 3,4% rdr. Dla porównania, rok temu – dokładnie o tej samej porze – te wartości dochodziły do 5,6% rdr.

– Trzeba tylko pamiętać o tym, że jest to szybki szacunek i wartości za cały miesiąc jeszcze mogą się trochę zmienić. Poza tym sieci handlowe z początkiem grudnia ruszyły z bardzo intensywnymi kampaniami promocyjnymi, szczególnie jeżeli chodzi o żywność. Do tego widać, że retailerzy robią wszystko, by w tym roku konsumenci wyraźnie zauważyli, że święta wcale nie będą drogie. W realu oczywiście nie do końca tak to może wyglądać, szczególnie jeżeli chodzi o kilka kategorii, które notują aż dwucyfrowy wzrost rdr. – zaznaczają eksperci z UCE RESEARCH.

Trudno jednoznacznie przewidzieć wzajemne relacje między inflacją ogólną i sklepową, co stwierdza ekspert z Uniwersytetu WSB Merito. – Jednak skala różnicy między wskaźnikami, wyraźnie powyżej 1 punktu procentowego, a czasami ponad 2 punkty, pozwala oczekiwać, że nie dojdzie do nagłego odwrócenia reakcji. W dłuższej perspektywie możliwe są zmiany, ale zbyt wiele czynników może mieć na to wpływ, żeby precyzyjniej wskazywać wyniki – stwierdza dr Marek Szymański.

Z raportu wynika też, że w listopadzie na minusie były trzy analizowane kategorie, a miesiąc wcześniej cztery. We wrześniu były trzy, a w sierpniu – cztery. – Spadki cen w niektórych kategoriach, zwłaszcza przed końcem roku, mogą świadczyć o wyprzedażach serii, świątecznych promocjach i sezonowości. Widać też, że sytuacja gospodarcza zaczyna się stabilizować. Inflacja w wielu państwach UE wyhamowała, a PKB wzrasta. Tym aspektom sprzyja również wyhamowanie presji płacowej oraz stabilizowanie się cen energii – komentuje dr Justyna Rybacka. 

Jak podsumowuje dr Marek Szymański, zmiany ilości taniejących grup w pewnej mierze są efektem średniego poziomu inflacji sklepowej. Im jest ona wyższa, tym rzadziej zdarzają się spadki cen wśród wyodrębnionych kategorii. W kwietniu, maju i lipcu br. ogólny wskaźnik przekraczał wyraźnie 5%, więc ujemne wyniki dotyczyły jednej kategorii w miesiącu. Kiedy ogólny wskaźnik spada, liczba tych taniejących grup rośnie.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 8 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z listopada 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 94 tys. cen detalicznych z przeszło 44 tys. sklepów należących do 61 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Uwaga! Autorzy raportu zastrzegają, że powyższa analiza nie może być traktowana jako pomiar wzrostu lub spadku ogólnego poziomu inflacji.

Źródło: UCEReaserch

Koniec dominacji galerii handlowych? Kapitał płynie do parków

Parki handlowe zyskują na polskim rynku retail. Niższe koszty budowy i eksploatacji oraz elastyczność w dostosowywaniu konceptu do potrzeb rynku przyciągają coraz więcej kapitału. Eksperci przestrzegają jednak: czas łatwych zysków się kończy, z kolei sukces nowych projektów wymaga długofalowej strategii i dokładnej analizy nasycenia rynku.

Parki handlowe zyskują na znaczeniu na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, odbierając klientów tradycyjnym galeriom handlowym. Wprawdzie galerie handlowe wciąż zajmują czterokrotnie większą powierzchnię handlową w Polsce niż parki handlowe, to patrząc na nowe inwestycje, parki stają się coraz popularniejsze. Według raportu Polskiej Rady Centrów Handlowych, w pierwszym półroczu 2025 roku do użytku oddano 133 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego aż 83,4 proc. stanowiły parki handlowe. Ponad połowę nowej powierzchni (61 proc.) zrealizowano w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Wśród inwestycji z tego roku znalazły się M Park Mrągowo (dla LCP Properties jest to ich największy park handlowy w Polsce) czy park handlowy Łabędzka w Gliwicach (powstał w wyniku przebudowy dawnego centrum handlowego z Tesco). A od roku działa San Park Piaseczno, największy park handlowy w województwie mazowieckim.
Dla wielu konsumentów w Polsce, parki, czyli otwarte kompleksy z bezpośrednim dostępem do sklepów, darmowymi parkingami i wygodną lokalizacją przy głównych arteriach komunikacyjnych, są preferowanym miejscem zakupów. Zalety te dostrzegli również inwestorzy, którzy coraz chętniej lokują w nie kapitał. Doceniają przede wszystkim niższe koszty operacyjne, stabilne stopy zwrotu i elastyczność dostosowania do zmieniających się potrzeb rynku.

Niższe koszty i szybszy zwrot z inwestycji

Główną zaletą parków handlowych jest ich efektywność ekonomiczna. Koszty budowy są niższe w porównaniu do tradycyjnych centrów handlowych. Na oszczędności inwestycyjne wpływa brak klimatyzowanych przestrzeni wspólnych, wind, eskalatorów czy skomplikowanych systemów wentylacyjnych. Równie istotne są niższe koszty operacyjne. Parki generują mniejsze wydatki na utrzymanie, głównie dzięki ograniczonym kosztom energii i prostszej strukturze zarządzania. Dla najemców oznacza to niższe czynsze najmu oraz koszt obsługi, co przy zachowaniu wysokiego ruchu klientów przekłada się na lepszą rentowność ich działalności. Z perspektywy inwestora takie obiekty oferują bardziej przewidywalny przepływ gotówki i krótszy okres zwrotu z inwestycji niż w przypadku tradycyjnych galerii handlowych.

Gastronomia i usługi wkraczają do parków handlowych

Parki handlowe z definicji są obiektami bazującymi na prostocie, jednak w ostatnich latach obserwujemy jak poszerzają swoją ofertę. Wymusza to na deweloperach otwieranie się na nowych najemców. W efekcie, wprowadzają do parków handlowych gastronomię i usługi, które tradycyjnie były domeną galerii handlowych.
Czy jest to dobry kierunek? - Dzięki wprowadzeniu do parków handlowych usług i gastronomii można uzyskać przynajmniej trzy rodzaje korzyści. Po pierwsze, zwiększyć przychody czynszowe. Po drugie, można ustabilizować przychody czynszowe w dłuższym okresie, co wynika z tego, na jak długo zawierane są umowy najmu. Po trzecie, pozwala to uatrakcyjnić koncept parku i pozyskać nowych klientów - komentuje Dariusz Kalinowski, partner zarządzający Harvent Capital, były członek zarządu Emperia.
Ekspert zaznacza, że sukces zależy od długoterminowej wizji właściciela – ci, którzy koncentrują się wyłącznie na maksymalizacji przychodów w krótkim okresie, ryzykują częstą rotację najemców i niejasny koncept handlowy. - Rozwój gastronomii odbywa się na dwa sposoby: poprzez przeznaczenie części powierzchni najmu na lokale gastronomiczne oraz udostępnienie fragmentów parkingu dla tego rodzaju usług - podkreśla Kalinowski.

ESG to nie moda a konieczność

Rosnące wymogi dotyczące zrównoważonego rozwoju stają się kolejnym czynnikiem wpływającym na atrakcyjność inwestycyjną parków handlowych. Wdrażanie rozwiązań takich jak ESG (Environmental, Social, and Governance), certyfikacja BREEAM (Building Research Establishment Environmental Assessment Method) czy instalacja paneli fotowoltaicznych, zwiększają nakłady inwestycyjne od kilku do nawet kilkunastu procent. - Jednak korzyści znacznie przewyższają początkowe koszty. Mamy bowiem do czynienia z oszczędnościami operacyjnymi. Dzięki efektywności energetycznej parki z certyfikacją BREEAM notują redukcję kosztów eksploatacji o nawet kilkadziesiąt procent rocznie. Do tego dochodzą premie czynszowe – najemcy akceptują czynsz wyższy za powierzchnie w obiektach certyfikowanych - mówi Radosław Jodko, ekspert ds. inwestycji RRJ Group.
Jodko wskazuje również, że duże sieci handlowe, realizujące własne cele ESG, preferują certyfikowane lokalizacje i akceptują wyższe czynsze za takie powierzchnie. Ponadto, ekspert ostrzega, że w kontekście taksonomii UE i rosnących wymogów regulacyjnych, budynki bez certyfikacji już za 5-7 lat mogą stać się „aktywami osieroconymi”. Z tego właśnie powodu, inwestycje w zrównoważone rozwiązania są nie luksusem a koniecznością. Chcąc być konkurencyjnym na rynku, nie da się zignorować tego kierunku rozwoju.

Gdzie jest granica? Jak nie przeinwestować?

W sytuacji rosnącego nasycenia rynku, największym wyzwaniem pozostaje określenie granicy opłacalności nowych projektów. Dariusz Kalinowski przestrzega przed krótkowzrocznym podejściem deweloperów koncentrujących się wyłącznie na komercjalizacji i natychmiastowej sprzedaży obiektu. - Zachęcam do innego spojrzenia na temat. Jeśli przyjmiemy założenie, że zostaniemy właścicielem konkretnego parku przez co najmniej 10 lat, automatycznie zmieni się nam sposób oceny inwestycji. Dzięki takiemu podejściu, nasza analiza będzie głębsza, uwzględniająca wiele czynników, również tych, które będą oddziaływały na inwestycję w średnim lub długim horyzoncie czasowym – wskazuje Kalinowski.
Jodko podkreśla przy tym, że minimalna populacja w promieniu 15 minut dojazdu wynosi 30-40 tys. mieszkańców dla parku o powierzchni 5-8 tys. metrów kwadratowych, zaś wskaźnik nasycenia powierzchnią handlową nie powinien przekraczać 300-350 metrów kwadratowych na tysiąc mieszkańców. Budowa drugiego parku w niewielkiej odległości od konkurencji ma sens tylko wtedy, gdy pierwszy park obsługuje maksymalnie 60-70 proc. potencjału rynkowego i kiedy istnieją wyraźnie odrębne dzielnice mieszkaniowe, o różnych profilach demograficznych.
Inwestorzy zwracają uwagę na możliwość stworzenia odmiennego miksu najemców. W ich ocenie, jeśli konkurencja oferuje dyskont spożywczy i drogerie, warto postawić na elektronikę, sport czy artykuły do domu. W ten sposób unikniemy kanibalizacji, która następuje, kiedy mamy do czynienia z ponad 70-proc. pokryciem asortymentowym.
 
Źródło: www.humansigns.pl

Utrzymanie przewag kosztem marż. Polski sektor opakowań wobec spowolnienia w Europie i wyzwań rynku pracy

Polska branża opakowaniowa zdołała zwiększyć udział w eksporcie państw unijnych, choć odczuła negatywny wpływ dekoniunktury w kraju i całej UE po 2022 roku. Ceną utrzymania konkurencyjności w warunkach słabszego popytu i silnej presji kosztowej było jednak pogorszenie marż i wyników finansowych. O tym w najnowszym raporcie sektorowym Banku Pekao S.A.

Polski przemysł opakowaniowy odczuł skutki dekoniunktury z lat 2022-24, choć jednocześnie umocnił swoją pozycję jako dostawcy na rynki europejskie

Wartość produkcji sprzedanej polskiego przemysłu opakowaniowego zmniejszyła się w latach 2022-24 o 14 proc. Niekorzystne trendy odnotowano we wszystkich segmentach. Najmocniej – bo o 40 proc. – spadła produkcja wyrobów z drewna, jednak dwa największe segmenty branży, tzn. produkcja opakowań z papieru oraz z tworzyw sztucznych, również odnotowały głębokie zniżki (odpowiednio o 14 proc. i 10 proc.). Symptomy poprawy popytu przyniosło dopiero drugie półrocze 2024 r. i pierwsza połowa 2025 r., jednak odbicie jest powolne – przychody branży rosły o około 2–3 proc. r/r.

Z drugiej strony, stosunkowo płytki był spadek wartości polskiego eksportu opakowań. W latach 2022-24 wyniósł on tylko 2 proc. (wobec zniżki o 6 proc. w całej Unii Europejskiej), przy czym w kluczowych segmentach wyrobów z papieru i tworzyw sztucznych eksport nawet lekko wzrósł. Dzięki temu Polska zwiększyła udział w unijnym eksporcie opakowań, zwłaszcza w wymianie wewnątrzunijnej, gdzie wzrósł on z 11,7 proc. do 12,2 proc. (najmocniej, bo o 2 punkty procentowe, w segmencie opakowań z papieru).

 - Cały unijny przemysł opakowaniowy po 2022 roku odczuł osłabienie popytu. W Polsce wpłynęło na niego przede wszystkim przejściowe osłabienie krajowego popytu konsumpcyjnego oraz spadek eksportu gałęzi polskiego przetwórstwa generujących najsilniejsze zapotrzebowanie na opakowania. Wzrost udziału Polski w unijnym eksporcie samych opakowań jest jednak pozytywnym trendem. Potwierdza on utrzymującą się konkurencyjność sektora, który umacnia pozycję w UE nawet w słabszym otoczeniu popytowym - komentuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych Banku Pekao S.A.

Ceną umacniania pozycji w UE w warunkach słabego popytu i presji kosztowej było jednak pogorszenie marż

Łączny wynik finansowy branży w 2024 roku był o 25 proc. niższy niż w roku 2022, a  w pierwszym półroczu 2025 r. pogorszył się o 34 proc. r/r, do najniższego poziomu (dla pierwszego półrocza) od 2018 roku. Rentowność netto spadła do 4,9 proc., najniżej od ponad dekady. W samym pierwszym półroczu 2025 r. spadek r/r wyniku netto i wskaźników rentowności oraz ogólne pogorszenie sytuacji finansowej odnotowała większość segmentów. Skala i natężenie tych trendów była jednak zróżnicowana. Nieźle z wyzwaniami kosztowymi radził sobie segment wyrobów z tworzyw sztucznych, którego wynik netto był podobny jak przed rokiem. Słabiej wypadł za to drugi wiodący segment branży – produkcja opakowań z papieru, gdzie wynik netto spadł o 37 proc. r/r.

 - Utrzymywanie wysokiej konkurencyjności produktów w warunkach osłabionego popytu ograniczało elastyczność branży w zakresie kształtowania polityki cenowej. To z kolei, wobec silnej presji kosztowej, odbijało się negatywnie na marżach. Wprawdzie od drugiego półrocza 2024 r. branża zdołała osiągnąć dodatnią dynamikę przychodów rok do roku, na razie nie wystarcza to jednak do zneutralizowania wzrostu kosztów, generowanego przede wszystkim przez płace oraz powracające do tendencji zwyżkowej koszty materiałowe - mówi Paweł Kowalski, analityk sektorowy Banku Pekao S.A.

Otoczenie popytowe w kraju będzie poprawiać się, koszty pozostaną jednak wyzwaniem także w najbliższych kwartałach, podobnie jak wymagające otoczenie regulacyjne

Prognozy dla polskiej gospodarki są optymistyczne – obserwujemy ożywienie, które powinno przyspieszyć w 2026 roku i utrzymywać się w kolejnych latach. Wzrost popytu krajowego napędzać będą konsumpcja i inwestycje. Z kolei eksport poprawi się wraz z powrotem krajów strefy euro (w tym Niemiec) na ścieżkę solidniejszego wzrostu, wspierany niższymi stopami procentowymi i działaniami fiskalnymi. Wyzwaniem dla branży na najbliższe kwartały pozostanie za to presja kosztowa. Dynamika płac hamuje wprawdzie wraz z inflacją, pozostaje jednak wysoka, a obciążenie kosztami pracy jest znacznie wyższe niż na początku dekady. Ożywienie popytu i trendy na niektórych rynkach surowcowych (np. drewno) może skutkować powrotem do trendu wzrostowego cen materiałów. Do tego ceny energii dla firm pozostają wysokie, bez widocznych perspektyw na głębszy spadek w przewidywalnej przyszłości.

Źródłem wyzwań na najbliższe lata będzie też wymagające i silnie zmienne otoczenie regulacyjne. - Po wieloletnich przygotowaniach system kaucyjny zaczął funkcjonować, jednak obecnie znajduje się on nadal w fazie operacyjnego rozruchu. Oznacza to, że realną efektywność, poziomy zwrotu oraz wpływ na rynek surowców i koszty przedsiębiorstw, będzie można rzetelnie ocenić dopiero po kilku kwartałach stabilnego działania. Jeszcze większym wyzwaniem dla branży może okazać się pełna implementacja unijnego rozporządzenia PPWR, które znacząco podnosi wymogi w zakresie recyklatu, projektowania opakowań oraz ograniczania odpadów. Nowy ekosystem regulacyjny zaostrza warunki podaży w branży opakowaniowej – wymuszając inwestycje w technologie sortowania i recyklingu, dostosowanie procesów produkcyjnych oraz zmianę portfela opakowań. Dla firm oznacza to równocześnie wyzwania organizacyjne, technologiczne i kosztowe. W efekcie rośnie poziom niepewności i potrzeba ciągłego dostosowywania modeli biznesowych do szybko zmieniających się regulacji – ocenia Ewa Kurek, analityk ESG Banku Pekao S.A.

Poprawa otoczenia popytowego powinna wspierać wzrost sprzedaży i zwiększać elastyczność cenową w 2026 roku, co może częściowo zneutralizować presję kosztową i sprzyjać, odwróceniu negatywnych trendów w zakresie wyników finansowych. Z drugiej strony, kumulacja czynników kosztowych ogranicza przestrzeń do poprawy marż, której można spodziewać się tylko w umiarkowanym stopniu. Jednocześnie, wciąż wysoka konkurencyjność powinna zapewniać branży potencjał do dalszego wzmacniania pozycji na rynku unijnym. Jego wykorzystanie będzie jednak w dużym stopniu uzależnione od dostosowania produktów do wymogów regulacyjnych, umożliwiającego zajęcie mocnej pozycji w segmencie opakowań zrównoważonych, który w kolejnych latach będzie rozwijać się dynamicznie zarówno w Europie, jak i w skali globalnej.

Raport „Utrzymanie przewag kosztem marż. Polski sektor opakowań wobec spowolnienia w Europie i wyzwań rynku pracy” został przygotowany przez zespół analityków z Departamentu Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.: Pawła Kowalskiego, Krzysztofa Mrówczyńskiego i Ewę Kurek.

Źródło: Pekao

Bankowość na fali inwestycji – nowy raport Banku Pekao analizujący rynek kredytów dla przedsiębiorstw

Bankowość korporacyjna w Polsce wchodzi w nową fazę dynamicznego rozwoju. Po latach ograniczonego popytu na kredyt ze strony firm, rynek stoi dziś u progu istotnej zmiany. Inwestycyjne odbicie nabiera tempa, a skala publicznego wsparcia dla strategicznych projektów gospodarczych jest bezprecedensowa. W połączeniu z presją demograficzną, rosnącymi kosztami pracy oraz postępującą cyfryzacją i automatyzacją, tworzy to warunki do trwałego ożywienia w segmencie finansowania przedsiębiorstw. W najnowszym raporcie specjalnym ekonomiści Banku Pekao S.A. prognozują, że w najbliższych latach rynek kredytów korporacyjnych będzie rósł w tempie przekraczającym 9 proc. rocznie.

Analitycy bankowi często koncentrują się przede wszystkim na kwestiach podażowych — takich jak dostępność kapitału, struktura bilansów czy polityka stóp procentowych — pomijając przy tym równie istotne czynniki popytowe, które w wielu przypadkach decydują o dynamice rynku.

- Sektor bankowy zapewnia podaż kredytów w gospodarce. Dlatego też w bankowych analizach segmentu kredytowego łatwo o przesadne wyeksponowanie kwestii podażowych: poziomu stóp proc. czy warunków kredytowania. Tymczasem Polska stoi obecnie u progu swoistego przełomu: pierwszy raz od dawna to umocnienie popytu na kredyt będzie decydującym czynnikiem kształtującym akcję kredytową. W naszym raporcie mocno to podkreślamy – zauważa Sebastian A. Roy, ekonomista Banku Pekao S.A. i współautor raportu. -Rzecz jasna, w makroekonomii „do tanga trzeba dwojga” i przyspieszenie akcji kredytowej nie obejdzie się ani bez silnego popytu, ani mocnej podaży. W przyszłym roku jednocześnie wystąpi jednak splot korzystnych czynników popytowych (inwestycje) i podażowych (luzowanie polityki pieniężnej). W efekcie zobaczymy dalsze przyspieszenie wzrostów portfela kredytów korporacyjnych bez istotniejszych korekt na marżach kredytowych.

Analitycy prognozują, że dynamika wolumenu należności banków od przedsiębiorstw niefinansowych przyspieszy z ok. 8 proc. r/r w 2025 r. do 9,4 proc. r/r w 2026 r. i 9,2 proc. r/r w 2027 r.

Pierwsza połowa roku była rozczarowaniem, jeśli chodzi o inwestycje. Początków ożywienia inwestycyjnego należy upatrywać dopiero w drugim półroczu 2025

- To nie tak, że inwestycji w Polsce nie będzie. Po prostu przygotowanie dużych procesów inwestycyjnych i rozliczenie środków z KPO wymagało nieco więcej czasu - uspokaja Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A., jeden z autorów raportu. - Dynamika inwestycji w Polsce jest ściśle związana z cyklem funduszy europejskich, a te złapały ostatnio zadyszkę. Wystarczy powiedzieć, że w cztery lata po rozpoczęciu unijnej perspektywy finansowej powinniśmy wydać już 20-25 proc. dostępnych środków, podczas gdy wydaliśmy zaledwie 10 proc.. Obecnie wchodzimy już jednak w fazę ożywienia. W efekcie w przyszłym roku inwestycje w cenach stałych wzrosną o niemal 9 proc. r/r i dołożą 1,5 p. proc. do wzrostu gospodarczego.

Zgodnie z prognozami autorów raportu, wzrostowi inwestycji o 11,1 proc. r/r w przyszłym roku będzie towarzyszył wzrost portfela kredytów inwestycyjnych o 8,8 proc. r/r. Kredyty inwestycyjne będą odpowiadać za ponad połowę wszystkich należności firm względem sektora bankowego.

Zmiany w wynikach finansowych firm będą czynnikiem wspierającym akcję kredytową

- W ubiegłym roku polskie przedsiębiorstwa znacząco się oddłużyły, ale jednocześnie utrzymująca się presja kosztowa i płacowa przyczyniła się do obniżenia rentowności kapitałów własnych - odnotowuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A. i współautor raportu. - Polscy przedsiębiorcy ostrożnie podchodzą do instrumentów finansowych oferowanych przez banki, ale zeszłoroczny spadek zadłużenia wyraźnie pokazuje, że w sektorze przedsiębiorstw jest obecnie przestrzeń na wykorzystanie silniejszej dźwigni finansowej i optymalizację struktury kapitałowej.

Zgodnie z danymi prezentowanymi w raporcie, w latach 2023-24 wartość zobowiązań firm w stosunku do ich aktywów spadła o 3 p. proc. do 53 proc. Wskaźnik ROE spadł natomiast do 9,3 proc. wobec ok. 14 proc. w latach 2021-22.

Szczegółowe procesy gospodarcze, takie jak postępy w cyfryzacji czy wymiana floty transportowej, będą przyczyniać się do umocnienia akcji kredytowej

- Spoglądając na koniunkturę w bankowości przedsiębiorstw powinniśmy jednocześnie widzieć szczegóły i trendy ogólne, cały las i poszczególne drzewamówi Paweł Kowalski, ekspert ds. Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A. i współautor raportu.Popyt na finansowanie będzie w najbliższych latach napędzany przez szereg procesów gospodarczych i potrzeb inwestycyjnych sektora przedsiębiorstw. Można tu wymienić m.in. cykliczne ożywienie zakupów pojazdów związane z amortyzacją floty, inwestycje związane z postępującą cyfryzacją gospodarki czy konieczność dostosowania procesów przemysłowych do polityki środowiskowej i klimatycznej UE. Wygeneruje to zwiększone zapotrzebowanie na kredyt inwestycyjny, lecz także inne produkty, takie jak leasing, project finance, obsługa emisji obligacji, „zielone” instrumenty finansowe czy nowoczesne usługi transakcyjne i płatnicze.

Wielkie inwestycje, wielkie szanse, wielkie niewiadome

 - Boom inwestycyjny w latach 2026-27 będzie absolutnie kluczowym czynnikiem umocnienia popytu firm na kredyt w Polsce. Będzie to jednak cykl inwestycyjny inny niż wszystkie. Dlaczego? Bo będzie skupiony na bardzo kosztownych, dużych projektach transformacyjnych skupionych  w nielicznych branżach (wytwarzanie i transport energii, infrastruktura, ciepłownictwo, wydajność cieplna budynków). Mówimy o wartych miliardy złotych projektach, takich jak budowy nowych elektrowni, tuneli czy nowoczesnych sieci elektroenergetycznych. Takie projekty są bardzo ryzykowne i nie wszystkim bankom wystarczy apetytu na ryzyko, aby w nich partycypować - twierdzi Ernest Pytlarczyk. - Oczekujemy jednak, że wykorzystanie środków publicznych (w tym pożyczek i dotacji z KPO) „ubankowi” niektóre spośród tych projektów.

W efekcie, część inwestycji o najwyższym poziomie ryzyka może zostać sfinansowana dzięki mechanizmom mieszanym, łączącym kapitał publiczny z komercyjnym. To z kolei oznacza, że rola banków w finansowaniu transformacji gospodarczej nie zostanie ograniczona, lecz przekształcona — z bezpośredniego kredytowania na bardziej selektywne, partnerskie uczestnictwo w projektach. W krótkim okresie może pojawić się efekt wypychania kredytu komercyjnego przez preferencyjne pożyczki, jednak w dłuższej perspektywie inwestycje uruchomione z udziałem środków publicznych będą generować dodatkowy popyt na finansowanie obrotowe i rozwojowe w kolejnych ogniwach łańcucha wartości.

Raport „Bankowość na fali inwestycji” powstał pod redakcją Sebastiana A. Roya w Departamencie Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A. Współautorami raportu są Ernest Pytlarczyk, Krzysztof Mrówczyński i Paweł Kowalski. Raport można pobrać w całości w Serwisie Ekonomicznym Pekao.

Źródło: Pekao

Zamrożone pieniądze, zamrożony rozwój. Branża transportowa walczy o płynność

Aż 9 na 10 firm transportowych otrzymuje płatności po terminie, a przeciętna wartość środków „zamrożonych” w nieopłaconych fakturach sięga 75,5 tys. zł – wynika z najnowszego badania Bibby Financial Services, zrealizowanego przez Keralla Research we wrześniu 2025 roku. Choć większość przedsiębiorców odzyskuje należności w ciągu dwóch tygodni, nie brakuje firm, które czekają na zapłatę miesiąc lub dłużej.

– Transport to branża, która funkcjonuje w nieustannym napięciu – między rosnącymi kosztami operacyjnymi, a opóźnieniami w płatnościach. Wysokie ceny paliwa czy brak kierowców trudno kontrolować, ale ryzyko zatorów płatniczych można ograniczyć. Dlatego regularnie monitorujemy sytuację finansową firm z sektora, by lepiej rozumieć, w jakich obszarach potrzebują one wsparcia i jak zarządzać ryzykiem w relacjach z kontrahentami – podkreśla Piotr Taras, dyrektor ds. finansowania biznesu w Bibby Financial Services Polska.
 
Piotr Taras, Bibby Financial Services (fot. materiały prasowe)

Piotr Taras, Bibby Financial Services (fot. materiały prasowe)

Zatory płatnicze codziennością dla 90 proc. firm transportowych

Z badania wynika, że 90 proc. przewoźników otrzymuje przelewy za wykonaną usługę po terminie wskazanym na fakturze. Najczęściej – w ciągu do 14 dni (43 proc. wskazań). Co piąta firma czeka nawet miesiąc, a niemal co dziesiąta – dwa miesiące lub dłużej. Dla wielu przedsiębiorstw oznacza to konieczność ograniczania wydatków bieżących lub sięgania po zewnętrzne źródła finansowania.
Mediana kwot zamrożonych w nieopłaconych fakturach wynosi 75,5 tys. zł, ale niemal co czwarta firma ma należności między 100 a 250 tys. zł. Ponad 11 proc. przewoźników wskazuje, że wartość niezapłaconych faktur sięga od 250 do 500 tys. zł, a blisko 7 proc. deklaruje, że przekracza nawet pół miliona.
To pokazuje skalę ryzyka, z jakim mierzą się dziś przedsiębiorcy transportowi – zarówno mali przewoźnicy, jak i duże firmy logistyczne. Nawet pozornie krótkie opóźnienia w płatnościach, przy tak wysokich kosztach prowadzenia działalności, oznaczają utratę płynności i konieczność przesuwania inwestycji w tabor czy modernizację. 
 

- Rośnie ryzyko płynnościowe, co wymusza ostrożność w doborze kontrahentów. Można oczekiwać rosnącej presji na dyscyplinę płatniczą i selektywność w relacjach biznesowych

– zauważa Katarzyna Pydych, CEO i założycielka Keralla Research, instytutu realizującego badanie.

Katarzyna Pydych, CEO i założycielka Keralla Research (fot. materiały prasowe)

Katarzyna Pydych, CEO i założycielka Keralla Research (fot. materiały prasowe)

Presja finansowa rośnie

Jak podkreślają eksperci, sytuację w transporcie pogarsza nałożenie się kilku czynników: wzrost kosztów paliwa i opłat drogowych, niższa liczba zleceń w międzynarodowym transporcie drogowym oraz malejąca rentowność.
 

– Polska branża transportowa działa na granicy opłacalności. Rentowność firm spada, a spadające marże nie pozwalają na finansowanie działalności z własnych środków. W konsekwencji maleje liczba aktywnych firm i pojazdów. W tej sytuacji proces konsolidacji staje się nieunikniony, bo polscy przewoźnicy tracą zdolność konkurowania na otwartym, europejskim rynku

- mówi Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD).

Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD) (fot. materiały prasowe)

Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD) (fot. materiały prasowe)

Leszek Luda, prezes Polskiej Unii Transportu zwraca uwagę na jeszcze jedną przyczynę kłopotów finansowych, z którymi mierzy się branża - niskie kompetencje biznesowe wielu przewoźników sektora MŚP. 
 

– Większość polskich, małych przewoźników nie potrafi wyliczyć kosztu kilometra. Oni liczą wyłącznie bieżący koszt kilometra, a przecież na koszt kilometra składa się nie tylko wydatek na paliwo i na kierowcę, lecz także na amortyzację, zakup opon, mandaty czy awarie

– mówi Luda.

Płynność kluczem do przetrwania

Dane z badania jasno pokazują, że problem z terminowością płatności w branży transportowej ma charakter strukturalny. Co gorsza, w ostatnich dwóch latach widać, że rośnie zarówno skala opóźnień, jak i wartość zamrożonych środków.
Eksperci ostrzegają, że ryzyko zatorów płatniczych w transporcie ma efekt domina – problemy jednego kontrahenta szybko przenoszą się na kolejne ogniwa łańcucha dostaw. Dla mniejszych firm może to oznaczać utratę płynności w ciągu zaledwie kilku tygodni.
W tej sytuacji coraz większego znaczenia nabiera skuteczne zarządzanie należnościami i szybki dostęp do gotówki.
 

– W transporcie każdy dzień zwłoki w płatności to realne ryzyko utraty płynności. Faktoring pozwala przedsiębiorcom funkcjonować w sposób przewidywalny – zamieniając należności na środki obrotowe niemal natychmiast. To dziś jedno z niewielu narzędzi, które realnie pomagają utrzymać stabilność finansową i ciągłość działalności

– podsumowuje Piotr Taras z Bibby Financial Services Polska.

Źródło: Bibby Financial Services

W trzy kwartały br. z rynku zniknęło ponad 143 tys. firm. Przeszło 284 tys. zawiesiło działalność

Przedsiębiorczość indywidualna nadal się rozwija, choć bez wyraźnego przyspieszenia [DANE Z CEIDG]

 

[DANE Z CEIDG] W 9 miesięcy br. zlikwidowano 143 tys. jednoosobowych firm. Do tego 284 tys. zawieszono

 

W trzy kwartały br. z rynku zniknęło ponad 143 tys. firm. Przeszło 284 tys. zawiesiło działalność [DANE Z CEIDG]

 

Drobni przedsiębiorcy w trzy kwartały zamknęli przeszło 143 tys. firm. Ponad 284 tys. zawiesili [DANE Z CEIDG]

 

[DANE Z CEIDG] W 9 miesięcy br. samozatrudnieni złożyli ponad 143 tys. wniosków o zamknięcie firm

 

Nieznaczny wzrost zamknięć firm. Więcej przedsiębiorców wchodzi na rynek, niż z niego znika

 

Więcej wniosków o zamknięcie JDG, ale bilans wciąż dodatni. Przedsiębiorczość w Polsce rośnie

 

Minimalny wzrost zamknięć jednoosobowych firm. Eksperci uspokajają: „To naturalne wahanie rynku”

 

Bez boomu, ale z potencjałem. Przedsiębiorczość indywidualna utrzymuje stabilny kurs

 

W trzy kwartały br. liczba wniosków dotyczących zamknięcia jednoosobowej działalności gospodarczej wzrosła o blisko 1% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Zdaniem znawców tematu, to stosunkowo niewielka zmiana, która nie powinna nadmiernie niepokoić. Do tego eksperci dodają, że w skali kraju więcej biznesów wchodzi na rynek, niż z niego znika. Jednak są województwa, w których sytuacja wygląda odwrotnie. Z kolei liczba wniosków o zawieszenie JDG zwiększyła się rdr. o niespełna 1%. Jak przekonują eksperci, takie decyzje oznaczają zazwyczaj przerwę w prowadzeniu działalności, a nie całkowitą rezygnację z niej.

Blisko 142 tys. zamknięć

Według danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w trzech kwartałach br. do rejestru CEIDG wpłynęło 143,1 tys. wniosków dotyczących zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,8% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano 141,9 tys. Jak stwierdza dr Wojciech Duranowski, ekonomista z Uniwersytetu Opolskiego, choć liczby są do siebie zbliżone, to obecny rok był trudniejszy. Dalej rosły koszty stałe, czyli składki ZUS, energia czy usługi księgowe. Ponadto wysoka inflacja pochłaniała realne dochody mikroprzedsiębiorców. Do tego konsumenci zaciskają pasa w wielu branżach. Według eksperta, najbardziej narażone na likwidację były małe usługi, tzn. fryzjerskie, kosmetyczne i remontowe. Dotyczyło to także transportu oraz handlu detalicznego poza dużymi miastami.

– Powyższa zmiana, analizując dane rok do roku, nie powinna nadmiernie niepokoić. Po pierwsze, jest stosunkowo niewielka i stanowi skutek zakończenia tzw. sezonu wakacyjnego. Po drugie, warto przywołać zestawienie z maja br. w zakresie otwarcia JDG, które wykazało wzrost o 4,6% rdr.  Biorąc pod uwagę fakt, że dane te rezonują ze sobą, dla rynku są to cykliczne korekty. Ponadto opublikowana w październiku przez Polski Instytut Ekonomiczny analiza wskazuje na ogólną poprawę nastojów przedsiębiorców, w szczególności w zakresie zatrudnienia, wynagrodzeń i płynności – komentuje dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego z Wydziału Ekonomii Finansów i Zarządzania tej uczelni.

Liczba wniosków o zamknięcie JDG pozostała mniejsza niż liczba wniosków o otwarcie JDG (I-III kw. 2025 rok: 143,1 tys. zamknięć i 220,1 tys. otwarć, I-III kw. 2024 rok: 141,9 tys. zamknięć i 221,4 tys. otwarć). Jak zaznacza Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny i radca prawny, nominalnie 143,1 tys. zamknięć to sporo, ale w segmencie JDG rotacja jest naturalnie wysoka. W opinii eksperta, kluczowe jest saldo, a w tym roku bilans pozostaje dodatni – ok. 77 tys. To sugeruje, że przedsiębiorczość indywidualna nadal się rozwija, choć bez wyraźnego przyspieszenia. W związku z tym sama liczba zamknięć nie jest alarmująca.

– W mojej ocenie, faktycznie te dane nie wzbudzają niepokoju, chociaż oczywiście zawsze mogłoby być lepiej. Natomiast patrząc na to zupełnie z boku, można stwierdzić, że saldo na poziomie blisko 80 tys. jest całkiem dobrą informacją z rynku. Pamiętamy przecież, że jeszcze nie tak dawno temu, te liczby wyglądały zupełnie odwrotnie. W sumie dane nie są złe – mówi Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG.

Lokalne rozbieżności

Patrząc na dane za okres od stycznia do września tego roku, widać, że w czterech województwach liczba wniosków o zamknięcie JDG była większa od liczby wniosków o otwarcie. To kujawsko-pomorskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie. Jak przekonuje dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. US, ma to związek ze specyfiką działających tam firm. One reprezentują branże, które w sposób szczególny wpisują się w kolaż biznesu sezonowego, a więc w turystykę i hotelarstwo, w tym uzdrowiska, gastronomię, branżę eventową, transport oraz handel sezonowy. Według ekspertki, taki wynik nie powinien więc dziwić. Nie należy go przypisywać zróżnicowanym warunkom prowadzenia działalności gospodarczej, a reprezentowanym branżom i sezonowością.

– Oczywiście trzeba zgodzić się z tym, że powyższa sytuacja głównie wynika z czynnika sezonowości. I pod tym względem nie powinno to nikogo niepokoić oraz dziwić. Z kolei patrząc jeszcze na te dane, trzeba też wiedzieć, że firmy sezonowe to zawsze najsłabsze ogniowo w systemie tego typu działalności gospodarczej. Ich właściciele przy okazji robią różne inne rzeczy i w zależności od tego, co na daną chwilę im się opłaca, tak na bieżąco reagują – dodaje mec. Łukasz Goszczyński.

Natomiast zdecydowanie najwięcej zgłoszeń w sprawie zamykania biznesu było z pustym polem, a więc bez wskazania konkretnego województwa prowadzenia działalności. Takich przypadków w trzech pierwszych kwartałach br. stwierdzono 34 tys. Dla porównania, w tym samym okresie złożono 100 tys. wniosków o otwarcie JDG bez podawania ww. informacji.

– Te dane pokazują, że lokalizacja coraz częściej przestaje mieć znaczenie. Przedsiębiorcy działają w modelu zdalnym, hybrydowym, obsługują klientów w całej Polsce, więc wskazanie województwa w rejestrze jest po prostu zbędne. Różnice między województwami mają dziś mniejsze znaczenie niż różnice między branżami. W gospodarce cyfrowej to nie region, lecz specjalizacja decyduje o sukcesie. Mikroprzedsiębiorca z Podlasia może dziś z powodzeniem prowadzić działalność dla klientów z Warszawy czy Berlina – i to bez konieczności określania województwa – analizuje mec. Adrian Parol.

Tymczasowa przerwa

W trzech pierwszych kwartałach br. do rejestru CEIDG wpłynęło 284,4 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 0,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było 282,4 tys. W opinii mec. Adriana Parola, liczba zawieszeń jest wysoka, ale nie powinna budzić niepokoju. To naturalny element cyklu życia mikrofirm. Dla wielu przedsiębiorców zawieszenie stanowi sposób na przeczekanie często gorszego okresu, zabezpieczenie się przed kosztami lub moment na uporządkowanie spraw zawodowych. Według eksperta, obecnie jest to narzędzie zarządzania ryzykiem, a nie wyrok.

– Zawieszenie działalności zwykle jest tymczasowe, czyli bardziej tzw. pauzą niż definitywną rezygnacją. Dla gospodarki liczy się przede wszystkim to, ile trwa taki stan. Krótkie przerwy, np. od 3 do 6 miesięcy, mają marginalny wpływ. Natomiast masowe, długie zawieszenia mogą oznaczać utratę aktywności części mikrofirm. Najsilniej skutki tego odczuwają branże usługowe i lokalne rynki pracy, gdzie mali przedsiębiorcy są ważnym źródłem zatrudnienia i współpracy – podkreśla dr Wojciech Duranowski z Uniwersytetu Opolskiego.

Z kolei dr hab. Małgorzata Porada-Rochoń, prof. US, zwraca uwagę na szereg niepewności i ograniczeń. One sprawiają, że potencjalni przedsiębiorcy opóźniają rozpoczęcie jednoosobowej działalności gospodarczej, a obecni – wolą ją zawiesić niż zamknąć. Oni mają nadzieję na poprawę warunków prowadzenia biznesu. Takiej zmiany nie można wykluczyć ze względu na hamujący poziom inflacji, spadające stopy procentowe, umiarkowane tempo wzrostu PKB i ogólne ożywienie nastrojów przedsiębiorców po raz pierwszy od wielu miesięcy.

– Analizując te dane, należy szczególnie zwrócić uwagę na fakt, że decyzja o zawieszeniu tego typu działalności zwykle nie jest następstwem sytuacji z dnia na dzień. Z reguły są to wielotygodniowe a czasem nawet wielomiesięczne, nawarstwiające się różnego rodzaju trudności, które są później analizowane pod presją rachunku zysków i strat, a także czasu. Trzeba też dodać, że czym dłużej trwa takie zawieszenie, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo, że działalność nie zostanie już wznowiona – podsumowuje ekspert z kancelarii GKPG.

Źródło: Mondaynews.pl

KSeF: 30% przedsiębiorstw wstrzymuje przygotowania. Luty 2026 r. może być szokiem dla polskiego biznesu

Zegar tyka, a polski biznes wciąż nie jest gotowy na KSeF. Najnowsze badanie fillup k24 pokazuje, że ponad połowa przedsiębiorców (56%) nie jest w fazie aktywnych przygotowań: 26% planuje zająć się tematem w bieżącym kwartale, a 30%... w ogóle nie podejmuje działań, czekając na wytyczne. Wyniki jasno sygnalizują, że w lutym polski biznes mogą czekać niemałe zawirowania.

 

30% przedsiębiorców, którzy trwają w stanie specyficznej hibernacji, stanowi największe wyzwanie. Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę, że niemal 20% badanych nie potrafiło sprecyzować, czym jest KSeF, a prawie 9%, nie wie lub ma trudności ze wskazaniem, kogo obejmie system, to rysuje się nam obraz pokaźnego segmentu przedsiębiorców wymagających pilnej edukacji i wsparcia – alarmuje Zuzanna Kwiatkowska, ekspertka księgowo-podatkowa, ambasadorka marki fillup k24
 

Strategia czekania na wytyczne może wynikać z wewnętrznych problemów firmy, np. braku zasobów, by rozpocząć przygotowania czy paraliżu decyzyjnego, ale nie możemy wykluczyć, że przedsiębiorcy po prostu nadal nie doceniają wagi transformacji i złożoności zmian.

 

Bez względu na przyczyny, całkowita bierność lub powściągliwe przygotowania niosą za sobą spore ryzyko dla całego biznesowego ekosystemu w Polsce. Po publikacji ostatecznych wytycznych takie firmy nie będą już miały przestrzeni, by starannie wdrożyć KSeF na czas, zespoły prawdopodobnie wejdą w nową erę rozliczeń niekompetentne i zestresowane, a nieprzepracowane problemy techniczne mogą sparaliżować firmowe procesy – dodaje Monika Piątkowska, doradca podatkowy w e-pity.pl i fillup k24.

 

 

 

 

Im mniej wiesz, tym spokojniej śpisz?

 

Grupa przedsiębiorców niepodejmujących żadnych działań jest warta uwagi również z innego powodu. To właśnie wśród tych 30% badanych odnotowano najwięcej optymistycznego myślenia – aż 53% z tej grupy nie podziela żadnych wątpliwości w związku z wprowadzeniem KSeF. Dla porównania – z grupy „w pełni gotowej” tylko 13% nie ma obaw.

 

Generalnie spokój wydaje się dominującym uczuciem wśród przedsiębiorców. Zdaniem prawie 72% badanych KSeF nie wywróci ich działalności do góry nogami (a może nawet ułatwi działalność?).

 

Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Czcionka

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.

 

 

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ten spokój jest nieco złowróżbny. Wyniki możemy bowiem interpretować dwojako.

 

– W optymistycznej wersji są sygnałem, że firmy mają już dobrze zdigitalizowane procesy i czują się pewnie w obliczu nadchodzącej zmiany, bo z poprzednimi wdrożeniami (np. JPK) poradziły sobie dobrze. Być może przedsiębiorcy ufają, że KSeF będzie intuicyjny, że początkowe trudności szybko miną i wkrótce wszyscy skorzystają z wygód automatyzacji. Istnieje jednak ryzyko, że badani po prostu źle oszacowali złożoność wdrożenia. Powody? Może są na zbyt wczesnym etapie przygotowań, by realnie ocenić skalę zmian, a może zapoznali się z tematem zbyt powierzchownie i nie do końca rozumieją wpływ KSeF na codzienną pracę firmymówi Monika Piątkowska, doradca podatkowy w e-pity.pl i fillup k24.


Wąskie gardło dla sprawnego wdrożenia KSeF

Trzy miesiące przed wprowadzeniem KSeF to ostatni dzwonek na uratowanie sytuacji. Szczególną uwagę należy zwrócić teraz na grupę mikroprzedsiębiorstw i JDG, która stanowiła prawie połowę badanych.

Ten segment to fundament polskiej gospodarki. Jednocześnie ma najmniej zasobów (czas, pieniądze, kompetencje), by w pełni i szybko zaangażować się w transformację. Może być wąskim gardłem dla sprawnego wdrożenia KSeF, zwłaszcza, jeśli nie rozpoczął przygotowań odpowiednio wcześnie! Mam jednak wrażenie, że rynek zawczasu trafnie zidentyfikował potencjalne trudności i wie, jak teraz wesprzeć tę grupę. Istnieją intuicyjne, proste w obsłudze narzędzia – jak choćby fillup k24 w pełni zintegrowany z KSeF – które ułatwiają spokojne wejście w nowy system fakturowania. To dobra wiadomość, bo pamiętajmy, że bez sukcesu JDG i mikroprzedsiębiorstw cała transformacja może się nie udać  podsumowuje Zuzanna Kwiatkowska.

Źródło: Instytut.com.pl

Dyskonty wciąż utrzymują silną pozycję na rynku, ale pozostałe formaty coraz więcej zyskują na znaczeniu

W trzecim kwartale br. ruch wzrósł rdr. w dyskontach i supermarketach – odpowiednio o 11,2% i o 5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach i sieciach convenience – o 0,4% i 0,3%. Natomiast unikalnych klientów przybyło w dyskontach i sklepach convenience – po 0,1% rdr. Ubyło ich rdr. w hipermarketach i supermarketach – 3,4% i 1,5%. W ww. okresie format convenience utrzymał największy udział w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej w zestawieniu znalazły się dyskonty – 31,9% (poprzednio – 29,8%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). Częstotliwość zakupów nie zmieniła się w kanale convenience, a w pozostałych zwiększyła się. Średni czas wizyt uległ skróceniu w trzech formatach, a w sieciach convenience nieznacznie wzrósł.

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud zrealizowanego we współpracy z UCE RESEARCH, w trzecim kwartale br. ruch wzrósł rdr. w dwóch analizowanych formatach, tj. w dyskontach o 11,2%, a także w supermarketach – o 5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach – o 0,4%, jak również w sieciach convenience – o 0,3%. Widać wyraźne różnicowanie się dynamiki ruchu pomiędzy formatami.

– Dyskonty konsekwentnie zwiększają swój udział w łącznym ruchu. Dwucyfrowy wzrost liczby wizyt rdr. to efekt kilku czynników. Po pierwsze, tego typu sklepy są łatwo dostępne lokalnie, a ich oferty są szerokie i regularnie poszerzane o produkty świeże czy marki własne premium. Po drugie, mocno inwestują w modernizację placówek i działania marketingowe, co może przekładać się na większą częstotliwość wizyt klientów. Supermarkety też odnotowały wzrost ruchu, ale mniejszy. Ten format często pełni funkcję uzupełniającą względem dyskontów, oferując większą różnorodność produktów lub specjalistyczne działy, np. mięso na wagę – mówi Mateusz Chołuj, jeden ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Z kolei Mateusz Nowak, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud, przypomina, że w hipermarketach trend spadkowy utrzymuje się od dłuższego czasu. Duże formaty tracą część wizyt na rzecz mniejszych, wygodniejszych lokalizacji. Ruch w sieciach convenience natomiast po okresie wzrostów ustabilizował się, a niewielki spadek może wynikać m.in. z większej konkurencji ze strony dyskontów i supermarketów. Różnice w dynamice ruchu są więc pochodną zarówno strategii sieci, jak i oczekiwań konsumentów względem wygody, dostępności i szerokości oferty – dodaje ekspert.

W trzecim kw. br. przybyło unikalnych klientów w sieciach convenience i dyskontach – po 0,1% rdr. Natomiast spadki rdr. dotyczą hipermarketów – o 3,4%, a także supermarketów – o 1,5%. – Wynik hipermarketów może być tłumaczony przede wszystkim ich położeniem. Placówki często lokowane są poza centrami miast, przez co dojazd do nich jest trudniejszy niż choćby do dyskontów. Wraz z popularyzacją usług e-commerce, konsumenci rezygnują z wizyt w tym formacie i zamawiają mniej popularne produkty, często taniej, przez Internet. Niewielkie wahania w pozostałych formatach wskazują, że charakteryzują się one stałymi bazami klientów – komentuje Mateusz Nowak.

Raport pokazuje też udział poszczególnych formatów sklepów w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. Zestawienie otwiera kanał convenience – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej są dyskonty – 31,9% (poprzednio – 29,8%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). – Kolejność formatów w tym rankingu odzwierciedla ich rolę w codziennych zachowaniach zakupowych konsumentów. Format convenience utrzymuje pozycję lidera dzięki gęstej sieci lokalizacji i dostępności. Często jest wykorzystywany do szybkich, uzupełniających zakupów. Jednocześnie obserwujemy wyraźne zbliżenie się dyskontów do sieci convenience. Różnica między nimi zmniejszyła się o ponad 4 p.p. rok do roku – zauważa Mateusz Chołuj.

Eksperci z Proxi.cloud tłumaczą również, że dyskonty coraz częściej stają się sklepem pierwszego wyboru nie tylko przy większych zakupach, ale też w codziennych potrzebach. W efekcie przejmują część wizyt, które wcześniej trafiały do convenience. – Supermarkety i hipermarkety pozostają stabilnym, choć mniej dynamicznym elementem krajobrazu handlowego. Te pierwsze zwiększyły swój udział nieznacznie, a te drugie kontynuują stopniowy spadek. Główne czynniki decydujące o kolejności to lokalizacja, częstotliwość wizyt i oferty dopasowanie do codziennych potrzeb konsumentów – podkreśla Mateusz Nowak

W ww. okresie częstotliwość zakupów wzrosła rdr. w dyskontach (III kw. br.  średnio 7,8 na miesiąc, III kw. ub.r. – 7,1), supermarketach (odpowiednio 5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). Z kolei w convenience pozostała bez zmian (III kw. br. i III kw. ub.r. – 10,4). Zdaniem ekspertów, klienci wykształcili sobie stałe schematy zakupowe. Dyskonty i supermarkety zyskują dzięki rosnącej dostępności i ofercie, a convenience utrzymuje swój rytm codziennych wizyt. – Klient swobodnie wybiera format w zależności od potrzeb. Dla handlowców takie zmiany są istotnym sygnałem, że walka o jego lojalność odbywa się nie tylko przez pozyskanie nowych kupujących, ale też przez zwiększenie częstotliwości wizyt i odpowiednie dopasowanie oferty – stwierdza Mateusz Chołuj.

Z raportu wiadomo też, jak w trzecim kwartale br. zmienił się rdr. średni czas trwania wizyty w sklepie. W trzech formatach nastąpiły spadki rdr. – w dyskontach (III kw. br. 13 minut, III kw. ub.r. – 14 minut i 24 sek.), supermarketach (odpowiednio 10 min. i 18 sek. i 11 min. i 30 sek.) oraz hipermarketach (19 min. i 30 sek. oraz 20 min. i 48 sek.). Natomiast niewielki wzrost zanotowano w convenience (III kw. br. – 4 min. i 18 sekund, III kw. ub.r. – 4 min. i 12 sek.). Według ekspertów, skrócenie czasu wizyt w dyskontach, supermarketach i hipermarketach to zjawisko, które można interpretować wielowymiarowo. Nie można przypisać go jednej przyczynie. To raczej połączenie zmiany stylu robienia zakupów, częstszych wizyt oraz usprawnień po stronie sieci.

– Konsumenci przychodzą częściej, ale robią mniejsze, bardziej konkretne zakupy, co naturalnie skraca czas spędzony w sklepie. Istotną rolę odgrywa też infrastruktura. Coraz więcej placówek wprowadza kasy samoobsługowe lub usprawnia proces obsługi, co przyspiesza finalizowanie zakupów. W efekcie nawet przy większym ruchu klienci mogą szybciej zakończyć wizytę. Niewielki wzrost w convenience wskazuje, że ten format funkcjonuje stabilnie. Zmiany są tu minimalne, bo zakupy z założenia są bardzo szybkie – podsumowuje Mateusz Chołuj.

 

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH, w oparciu o dane z okresu od 1 lipca do 30 września br. (III kw. 2025 r.) z odniesieniem do analogicznego okresu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety oraz sklepy convenience.

Wielkość próby wyniosła blisko 1,5 mln unikalnych konsumentów. Aby wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danym sklepie, musiała ona trwać od 30 sekund do 20 minut w przypadku sklepów convenience, od 1 minuty do 90 minut w przypadku supermarketów, od 1 minuty do 2 godzin w przypadku dyskontów i od 2 minut do 2,5 godziny w przypadku hipermarketów. Finalnie zbadano ruch w 42,3 tys. placówek, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Źródło: UCE RESEARCH

Finansovo.pl

Finansovo.pl - Nowocześnie o finansach.

Najnowsze informacje z zakresu finansów osobistych, finansów firmowych, dostępnych promocji, aktualnych dotacji, możliwości lokowania środków, podatków, ubezpieczeń, publikowanych raportów.

Napisz do nas: finansovo@finansovo.pl

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.