Raporty

Reklama

Aromma.pl - Świece sojowe tworzone z pasją

Reklama

Firmy z sektora zdrowie najbardziej zainteresowane sztuczną inteligencją. 74% planuje wzrost inwestycji w AI

Firmy z sektora zdrowie najbardziej zainteresowane sztuczną inteligencją. 74% planuje wzrost inwestycji w AI

Z branżowego Barometru AI przygotowanego przez EFL na pierwsze półrocze 2025 roku wynika, że przedstawiciele zdrowia i opieki społecznej najbardziej optymistycznie podchodzą do rozwoju rozwiązań AI w swoich firmach. Subindeks dla zdrowia wyniósł 71,8 pkt. Na drugim miejscu znalazł się handel – 68,6 pkt., a podium domykają finanse i ubezpieczenia – 68,3 pkt. W szczególności, wzrost inwestycji w rozwiązania AI w najbliższych miesiącach planuje najwięcej firm z sektora zdrowie (74%), a 13% z nich zwiększy zatrudnienie w celu realizacji tych inwestycji. Co ciekawe, firmy oferujące usługi i produkty zdrowotne najgorzej wśród badanych sektorów oceniają swój poziom przygotowania do wykorzystania rozwiązań AI. Aż 48% ocenia go jako niski. Natomiast najczęściej na wzrost sprzedaży w I półroczu br. w wyniku wdrożenia projektów AI liczą przedstawiciele HoReCa (32%).

Główny odczyt Barometru AI na pierwsze półrocze 2025 roku wynosi 66,8 pkt., co oznacza, że MŚP widzą bardzo dobre perspektywy rozwoju projektów wykorzystujących sztuczną inteligencję w ich strukturach. Barometr AI, przygotowany przez EFL, przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt., gdzie poziomem neutralnym jest 50 pkt. Wynik powyżej tej wartości oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w MŚP, natomiast wynik niższy wskazuje na niekorzystne warunki.

– To jest nasz pierwszy pomiar skłonności polskich firm do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencji. Przebadaliśmy aż osiem branż i już widać pewne tendencje. Z jednej strony mamy podmioty z sektora zdrowie i opieka społeczna, które najbardziej optymistycznie podchodzą do zagadnienia AI, ale najsłabiej oceniają swoją znajomość tego obszaru. Warto zdawać sobie sprawę, że w przypadku medycyny poziom zaawansowania rozwiązań AI i ich koszt jest bardzo wysoki, co stanowi sporą barierę wejścia. Stąd duży entuzjazm, ale i jeszcze większa ilość pracy do wykonania. Z drugiej strony rozwiązania AI już od wielu lat są niemal standardem w pracy marketerów czy firm technologicznych, co powoduje, że ten temat nie wywołuje wśród nich już tak wielkiego entuzjazmu. Warto jednak podkreślić, że gros firm w każdym segmencie zdaje sobie sprawę z wagi rozwiązań AI i planuje coraz więcej w nie inwestować. W większości branż taki plan ma ponad połowa firm – mówi Paweł Bojko, wiceprezes zarządu EFL.

Sektor zdrowia będzie mocno inwestować w AI

Branżowa analiza pokazuje, że wartość wskaźnika Barometru AI jest zróżnicowana w zależności od branży. Rozwiązania AI mają najlepsze perspektywy w sektorze zdrowia i opieki społecznej, gdzie wartość subindeksy wyniosła 71,8 pkt. Na taki wynik wpływ miały przede wszystkim optymistyczne prognozy dotyczące inwestycji. Niemal 3 na 4 firmy oferujące produkty lub usługi zdrowotne planuje więcej inwestować w I półroczu tego roku w sztuczną inteligencję (74% wskazań, najwięcej wśród 8 badanych branż). Ponadto, 13% firm planuje zwiększyć zatrudnienie na potrzeby realizacji zaplanowanych działań AI, co również jest najwyższym wynikiem branżowym (ex aequo z produkcją).

Co ciekawe, przedstawiciele zdrowia najgorzej ze wszystkich branż oceniają poziom przygotowania swoich biznesów do wykorzystania AI. Niemal połowa firm (48%) ocenia go jako niski, a tylko 9% jako wysoki. Pewnie dlatego, tylko 17% liczy na szybki zwrot z inwestycji w AI w postaci wzrostu sprzedaży usług lub produktów. To najniższy wynik wśród badanych branż (ex aequo z handlem).

Produkcja zwiększy zatrudnienie specjalistów ds. AI

13% firm przemysłowych i wydobywczych planuje w I pólroczu 2025 roku więcej rekrutacji specjalistów, którzy pomogą we wdrożeniu i rozwoju rozwiązań AI w firmie. To najwyższy wynik branżowy (ex aequo ze zdrowiem). Ponad połowa przedstawicieli branży wskazuje na wzrost inwestycji w AI (57%), a 30% liczy że wszystkie działania podejmowane w obszarze AI przełożą się na wzrost sprzedaży. Z Barometru AI wynika również, że produkcja jest już dość dobrze oswojona ze sztuczną inteligencją – 33% ocenia swój poziom przygotowania do wykorzystania AI jako wysoki, a 51% umiarkowany. Tylko 16% wskazuje na poziom niski.

Sektor kreatywny i ICT mają najmniejsze braki  

8% firm marketingowych i kreatywnych oraz 11% firm ICT ocenia swój poziom przygotowania do wdrożenia rozwiązań AI jako niski. To najniższe wyniki wśród badanych branż. Odpowiednio 35% i 34% firm uważa się za dobrze przygotowanych do współpracy z AI. Co ciekawe, subindeksy dla tych dwóch sektorów są najniższe wśród badanych branż i wynoszą 67 pkt. dla marketingu i 63,2 pkt. dla ICT.

W związku z tym, że AI jest już obecne w tych sektorach od dłuższego czasu i nierzadko jest już standardem w pracy, nakłady na te rozwiązania nie są już tak duże, jak w przypadku innych branż. Tylko 43% firm technologicznych planuje zwiększyć inwestycje w AI, najmniej wśród badanych branż. I tylko 4% firm kreatywnych myśli o wzroście zatrudnienia na potrzeby rozwoju AI, również najmniej wśród badanych – mówi Paweł Bojko z EFL.

Subindeks Barometru AI dla firm handlowych wyniósł 68,6 pkt., dla finansowych i ubezpieczeniowych 68,3 pkt., dla HoReCa 68,2 pkt., dla produkcji 67,8 pkt., dla TSL 67,3 pkt.

Barometr AI to nowe narzędzie analityczne przygotowane przez EFL. Jego głównym celem jest cykliczne (raz na pół roku) monitorowanie kondycji przedsiębiorstw z sektora MŚP pod kątem wdrażania przez nie rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją. EFL analizuje przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów takich: jak poziom inwestycji w rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby realizacji inwestycji AI, poziom zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI oraz poziom sprzedaży w związku
z inwestycjami AI.

***

Barometr AI jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wdrażania rozwiązań opartych o wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Analizie poddawane są przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów: poziom inwestycji przeznaczanych na rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby wdrożenia rozwiązań AI, plany dotyczące zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI, poziom sprzedaży w związku z inwestycjami opartymi o AI. Badaniu podlegają  przedsiębiorstwa, które zadeklarowały, że w najbliższym półroczu będą wykorzystywać rozwiązania oparte o AI.Podstawową miarą analityczną jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 punktów oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w ramach MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne.Badanie jest przygotowywane przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., a jego wyniki są publikowane co pół roku. Uczestnicy badania to mikro, małe i średnie firmy z całej Polski – łącznie 455 podmiotów. Wywiady są prowadzone z osobami decyzyjnymi w firmach, np. z właścicielem lub współwłaścicielem, prezesem lub innym członkiem zarządu, dyrektorem. Technika badawcza: badanie ilościowe z wykorzystaniem techniki wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI). Pierwsza edycja badania odbyła się od 15 stycznia do 14 lutego 2025 roku.

Praktyki ZUS-u wciąż budzą wątpliwości. Co trzeci wniosek o rentę z tytułu niezdolności do pracy jest odrzucany

Blisko co trzeci wniosek o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy jest odrzucany przez ZUS

 

ZUS odrzuca ponad 37 proc. wniosków o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy

 

Renta z tytułu niezdolności do pracy. W 2024 roku ponad 37 proc. decyzji było odmownych [Dane z ZUS-u]

 

W 2024 roku do ZUS-u wpłynęło prawie 87 tys. wniosków o rentę z tytułu niezdolności do pracy

 

W ub.r. do ZUS-u wpłynęło blisko 87 tys. wniosków o rentę z tytułu niezdolności do pracy

 

Według danych ZUS, w ubiegłym roku liczba wniosków o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy spadła o niespełna 1% w porównaniu z 2023 rokiem. Ostatnio najwięcej takich przypadków zostało zarejestrowanych w woj. śląskim, mazowieckim i wielkopolskim. W 2024 roku podjęto ponad 46 tys. decyzji przyznających ww. świadczenie i przeszło 27 tys. – odmownych. Te ostatnie stanowiły więc 37,1% ogółu. Część ekspertów przekonuje, że liczba takich orzeczeń jest relatywnie wysoka i wiele osób dochodzi swoich praw na drodze sądowej.

Jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), w 2024 roku liczba zarejestrowanych wniosków o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy wyniosła 86,8 tys. To o 0,8% mniej niż w 2023 roku, kiedy było ich 87,5 tys. Z kolei porównując ubiegłoroczne dane z tymi za 2022 rok, widzimy wzrost o 2,4%. W 2022 roku takich przypadków stwierdzono 84,8 tys. Dla porównania, w 2021 roku było 87,7 tys. zgłoszeń, a w 2020 roku – 83,9 tys.

– Wnioski o przyznanie prawa do renty nie dotyczą wyłącznie osób tracących zdrowie w wyniku wypadku w pracy lub choroby zawodowej. To są także wnioskodawcy z wrodzonymi problemami zdrowotnymi. O świadczenie starają się też osoby z ograniczoną możliwością wykonywania pracy zawodowej w wyniku własnych problemów psychicznych lub spowodowanego przez siebie wypadku, np. komunikacyjnego pod wpływem alkoholu lub używek – informuje Anna Maria Dukat, ekspertka BCC ds. niepełnosprawności i polityki senioralnej.

Z kolei dr Marcin Wojewódka, prezes Instytutu Emerytalnego, zaznacza, że w analizowanym okresie liczba wniosków utrzymała się na stabilnym poziomie. Zdaniem eksperta, oznacza to brak nagłych zmian w stanie zdrowia naszego społeczeństwa i również w warunkach świadczenia pracy. W ostatnich latach nie zaistniał żaden czynnik wpływający pozytywnie czy negatywnie na liczbę wniosków. Sytuacja taka jest neutralna dla rynku pracy. Nie powoduje ona bowiem np. jakiegoś exodusu, co było widoczne w 2017 roku wraz z obniżeniem wieku emerytalnego.

– Analizujemy dane z ZUS, ale orzecznictwo do celów rentowych przyznaje nie tylko ta instytucja ubezpieczeniowa. Są jeszcze KRUS – dla rolników i ich rodzin, Ministerstwo Obrony Narodowej oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji – dla osób zatrudnionych w służbach mundurowych. Jednak tylko ZUS zatrudnia na pełnoetatową umowę o pracę lekarzy – dodaje ekspertka BCC.

Patrząc na dane z 2024 roku, najwięcej wniosków o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy zarejestrowano w województwie śląskim – 11,6 tys. Dalej w zestawieniu mamy woj. mazowieckie – 10,2 tys., wielkopolskie – 9,4 tys., małopolskie – 6,9 tys. oraz kujawsko-pomorskie – 6,4 tys. Natomiast na końcu rankingu widać opolskie – 1,3 tys., podlaskie – 2,2 tys. oraz świętokrzyskie – 2,5 tys.

– Trudno wskazać jeden powód, dlaczego akurat w tych województwach jest najwięcej i najmniej wniosków. Pracownicy i przedsiębiorstwa zmieniają swoje miejsca pobytu. Wiele firm szybko powstaje i zamyka swoją działalność. Na Śląsku życie gospodarcze kręci się wokół górnictwa, ale i gęstość zaludnienia nie jest mała. W woj. mazowieckim rozwój gospodarczy kwitnie przy stolicy i jest sporo mieszkańców. Z kolei w zachodniej części kraju przemysł jeszcze dobrze działa. Tam mieszka ludność pracująca – komentuje Anna Maria Dukat.

W 2024 roku liczba decyzji przyznających rentę z tytułu niezdolności do pracy wyniosła 46,2 tys. Odmów było 27,3 tys. (62,9% – 37,1%). W 2023 roku było to odpowiednio 44,2 tys. i 27,4 tys. (61,7% – 38,3%), a w 2022 roku – 43 tys. i 27,1 tys. (61,3% – 38,7%). Jak przekonuje dr Marcin Wojewódka, liczba decyzji odmownych jest relatywnie wysoka. Jednak poziom z ubiegłego roku nie odbiega znacząco od praktyki lat poprzednich. Według prezesa Instytutu Emerytalnego, wskazuje to na dosyć szczelny system przyznawania rent, a niektórzy może nawet stwierdzą, że istnieją stosunkowo restrykcyjne kryteria przyznawania świadczeń. Ekspert dodaje, że nie znamy statystyk dotyczących prób wyłudzeń świadczeń, ale niestety w każdym stadzie znajdą się czarne owce.

– Żeby uzyskać prawo do renty chorobowej z ZUS, trzeba być osobą bardzo odporną psychicznie i mieć w sobie desperację. Wiem to z własnej wiedzy oraz doświadczenia, zarówno osobistego, jak i znajomości tematyki. Niestety, orzecznictwo zdolności do pracy przez lekarzy orzeczników ZUS budzi ogrom wątpliwości. Często jest określane cudownym ozdrowieniem pacjenta. Dlatego wiele osób dochodzi swoich praw na drodze sądowej – stwierdza ekspertka z BCC.

Z udostępnionych danych wynika również, że w 2024 roku zarejestrowano o 13,3 tys. więcej wniosków o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy, niż wydano decyzji w tej kwestii. Dr Wojewódka podkreśla, że proces przyznawania tego świadczenia nie należy do najłatwiejszych. To nie jest wizyta celem zbadania wzroku dla uzyskania szkieł korekcyjnych, dlatego musi trwać. W opinii eksperta, powyższe dane mogą wskazywać na pewne przeciąganie w czasie czy nawet opóźnienia. Sytuacja może wynikać z ograniczonej liczby orzeczników lub długiego procesu analizy medycznej.

Źródło: MondayNews

Branża budowlana zjada swój ogon – 1,72 mld zł zaległości i wzajemne długi

Branża budowlana zjada swój ogon – 1,72 mld zł zaległości i wzajemne długi

Dla budownictwa miniony rok był jednym z najgorszych od czasów wejścia Polski do UE. Branża jednak liczy, że napływające środki z KPO, których jest największym beneficjentem, pomogą jej wyjść z dołka. Dziś, według najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów, ponad 46 tys. firm budowlanych mierzy się z koniecznością spłaty blisko 1,72 mld zł. Nie dość, że sektor budowlany jest jednym z najbardziej zadłużonych, to jeszcze w ciągu roku przybyło mu aż tysiąc niewypłacalnych firm.

Branża budowlana ma za sobą ciężkie miesiące, ale sytuacja ma się zmienić lada moment. Po niezbyt udanym 2024 r., w latach 2025-2026 firmy budowlane mają odczuć ożywienie na rynku. Wszystko za sprawą KPO, w ramach którego mają być zrealizowane projekty budowlane o wartości 42,3 mld euro. Ruszyły także przetargi na budowę dróg ekspresowych i inwestycje na kolei. W rezultacie – jak prognozuje firma badawcza PMR – rynek budownictwa w Polsce może wzrosnąć o 3 proc. w 2025 r.

Mikrofirmy na końcu łańcucha płatności

Na razie jednak branża musi poradzić sobie z narastającym zadłużeniem. Jak pokazują dane KRD, problemy z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań ma obecnie 46,4 tys. firm budowlanych. To o ponad tysiąc więcej niż jeszcze rok temu. Łączne zaległości finansowe budownictwa wynoszą już 1,72 mld zł. To o 11 proc. więcej niż w kwietniu 2024 r. i o 23 proc. więcej niż w analogicznym okresie dwa lata wcześniej. Średnie zadłużenie przypadające na jedną firmę budowlaną wynosi 37 tys. zł. Na trudną sytuację branży miała wpływ nie tylko zapaść na rynku budownictwa mieszkaniowego, ale także znaczący spadek liczby przetargów w sektorze publicznym i zastopowanie dużych projektów inwestycyjnych.

W największych tarapatach są najmniejsze firmy. Z danych KRD wynika, że zadłużonych jednoosobowych działalności gospodarczych jest 31,5 tys., czyli aż dwa razy więcej niż spółek prawa handlowego działających w sektorze budowlanym, które nie regulują swoich należności w terminie. Łącznie JDG-i są winne wierzycielom 843 mln zł, podczas gdy spółki mają trudności ze spłatą 875 mln zł.

– W 2024 roku przedsiębiorstwa budowlane odpowiadały za 15 procent wszystkich postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Jednak źródłem problemu w tym sektorze jest nie tylko skala, ale też struktura. Branża jest silnie rozdrobniona – większość działających w niej podmiotów to mikrofirmy, często bez zaplecza finansowego i z ograniczonym dostępem do finansowania zewnętrznego. W modelu, w którym dominują generalni wykonawcy i wielopoziomowe łańcuchy podwykonawców, to właśnie te najmniejsze firmy najdłużej czekają na zapłatę, ponosząc największe ryzyko utraty płynności – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Podwykonawcy z największym długiem

Najgorzej radzą sobie tzw. podwykonawcy, czyli firmy świadczące roboty budowlane specjalistyczne: zajmujące się rozbiórką i przygotowaniem terenu pod budowę, wykonywaniem instalacji elektrycznych, wodno-kanalizacyjnych i pozostałych instalacji budowlanych, wykonywaniem robót budowlanych wykończeniowych i pozostałych specjalistycznych robót budowlanych. Ich łączny dług wynosi 810,2 mln zł. Na drugim miejscu są firmy wykonujące roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków – mają łącznie do zapłaty 710 mln zł. Z kolei najmniej, bo 197,7 mln zł długów, mają podmioty trudniące się robotami związanymi z budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej.

Struktura realizacji inwestycji i wydłużone cykle płatności w relacjach podwykonawczych rzutują na płynność finansową. Mikroprzedsiębiorstwa budowlane, pełniące zazwyczaj funkcje podwykonawcze, coraz częściej stosują więc narzędzia pozwalające na wcześniejsze uwolnienie środków z wystawionych faktur.

– Obserwujemy wyraźny wzrost aktywności mikrofirm budowlanych, jeśli chodzi o korzystanie z faktoringu. Średnia wartość jednej faktury zgłaszanej do finansowania wzrosła o 10 proc. i sięga obecnie niemal 38 tys. zł – komentuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.Co ciekawe, nie zmienił się przy tym średni termin płatności, który wciąż wynosi około 30 dni. To pokazuje, że przedsiębiorcy coraz częściej traktują faktoring nie jako rozwiązanie awaryjne, ale stałe narzędzie wspierające ich płynność finansową. Widzimy też, że zainteresowanie firm budowlanych tą formą finansowania było w 2024 roku wyższe niż rok wcześniej. Dla wielu mikroprzedsiębiorców z tej branży, którzy z racji oceny ryzyka mają utrudniony dostęp do kredytu bankowego, faktoring jest realną i coraz chętniej wybieraną alternatywą – dodaje.

Efekt domina w systemie płatności

Firmy budowlane działające na terenie Mazowsza odpowiadają za niemal 380 mln zł długu. Nie jest to zaskoczenie, ponieważ to właśnie w tym regionie buduje się najwięcej. Na drugim miejscu jest Śląsk, gdzie 5,7 tys. dłużników wygenerowało dług w wysokości 215 mln zł. Firmy budowlane z Dolnego Śląska mają do oddania 160,3 mln zł. Najmniejsze długi mają firmy z województwa opolskiego – 26 mln zł. Podobnie sytuacja wygląda na Podlasiu – 29,4 mln zł długu i w województwie świętokrzyskim – 29,9 mln zł.

Branża budowlana zadłużona jest głównie wobec instytucji finansowych i ubezpieczeniowych. Zalega im łącznie 948,5 mln zł. Do tego, spora część wierzycieli to podmioty z handlu detalicznego i hurtowego, u których polska budowlanka ma 299,2 mln zł długów. Co ciekawe, aż 170,6 mln zł firmy budowlane są winne innym kontrahentom działającym w sektorze budowlanym.

– Z perspektywy obsługi wierzytelności branży budowlanej widzimy, że nawarstwienie zadłużenia to efekt kilku czynników, głównie zaniedbań formalnych i braku stabilności w rozliczeniach. Zdarza się, że mniejsze firmy nie spisują umów, ustalając warunki współpracy „na słowo”, a te, które takie umowy zawierają, nieprecyzyjnie wskazują ich zakres. Na przykład wymieniają tylko część działań, jakie mają być zrealizowane, a reszta jest zgłaszana w trakcie prac, już z pominięciem formalności w postaci umowy. Prowadzi to później do sporów o to, jakie prace zostały wykonane i wstrzymywania wynagrodzenia. Problemem są też opóźnienia w realizacji kontraktów, które tworzą efekt domina – firmy nie otrzymują płatności na czas, co utrudnia im regulowanie własnych zobowiązań. Częstą praktyką jest niezgłaszanie podwykonawców u inwestora. W skrajnych sytuacjach uniemożliwia to dochodzenia roszczeń u inwestora, gdy pojawią się problemy z zapłatą od generalnego wykonawcy. Bywa także, choć to ekstremalne przypadki, że przeszkodę w sprawnych rozliczeniach finansowych stanowi powoływanie spółek celowych, które pozwalają unikać odpowiedzialności. Są one tworzone z założeniem, że nie zapłacą za ostatni etap prac. Po zakończeniu inwestycji znikają, a wierzyciele zostają bez możliwości odzyskania pieniędzy – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Niski scoring firm budowlanych

Analiza wiarygodności płatniczej KRD pokazuje, że aż 18 proc. firm budowlanych ma niski lub bardzo niski scoring. Nawiązując współpracę z przedsiębiorcą działającym na rynku budowlanym, warto więc dokładnie sprawdzić jego kondycję finansową, by uniknąć ewentualnych opóźnień w płatnościach.  

Branża budowlana ma również swoich dłużników, którzy są jej winni łącznie 355,8 mln zł. Połowa tej kwoty, bo 170,6 mln zł, firmy budowlane mają do odzyskania od innych podmiotów działających w budownictwie. Prawie 34,2 mln zł muszą im oddać firmy zajmujące się przetwórstwem przemysłowym. 25,3 mln zł są im winni zarządcy nieruchomości, a 24,6 mln zł – firmy architektoniczne.

Pod względem formy prawnej dłużników, którzy nie zapłacili faktur firmom budowlanym, prym wiodą spółki prawa handlowego. Odpowiadają one za 260,4 mln długu. Konsumenci mają do oddania branży budowlanej „zaledwie” 20,3 mln zł.

Źródło: KRD

Rośnie udział polskiego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne

Rośnie udział polskiego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne

Warszawa – 3 kwietnia 2025 Poprawia się aktywność lokalnych inwestorów na polskim rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne. Przez lata były to pojedyncze transakcje, których udział w skali rocznych obrotów na rynku sięgał ok. 2 proc. Zmieniło się to w 2024 roku, gdy wartość inwestycji polskich inwestorów sięgnęła 10 proc. – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. Jak wskazują eksperci CBRE, to wciąż odsetek odległy od notowanego na innych rynkach europejskich, ale sytuacja zaczyna zmieniać się na lepszą. By wzrost był wyższy, kluczowe jest wprowadzenie nowych możliwości inwestowania dla Polaków, np. w postaci funduszy REIT.

– Wzrost wartości lokalnego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne do 10 proc. jest znaczny, biorąc pod uwagę, że przez lata jego udział nie przekraczał 2 proc. Jednak wciąż jest to niewielki odsetek, bo zwykle na zdrowych rynkach sięga on nawet 30-50 proc. Dodatkowo wśród polskich inwestorów cały czas dominują ci, którzy poszukują wysokich zwrotów, czyli specyficznych budynków, na przykład takich przeznaczonych do modernizacji. Z pewnością lokalnego kapitału byłoby więcej, gdyby wprowadzono rozwiązania takie jak fundusze REIT. Umożliwiają mniejszym, rodzimym inwestorom lokowanie środków w aktywa, które ze względu na dużą kapitałochłonność są dla nich obecnie poza zasięgiem – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Od lat udział lokalnego kapitału w całym wolumenie inwestycji w nieruchomości komercyjne sięgał 1-2 proc. w skali roku. W 2024 roku było ich 41, o łącznej wartości niemal 500 mln euro. Stanowiło to 10 proc. całego wolumenu inwestycyjnego. Wciąż były to jednak relatywnie nieduże, pojedyncze transakcje.

Dominują inwestorzy z Europy

Kapitał ulokowany w polskie nieruchomości komercyjne w 2024 roku przekroczył 5 mld euro. Większość (51 proc.) z tej kwoty pochodziła od podmiotów z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, Czech czy krajów skandynawskich. Na drugim miejscu (19 proc.) znaleźli się inwestorzy z Afryki. Kapitał pochodzący z Polski stanowił 10 proc., a 9 proc. ulokowały firmy z Ameryki Północnej. Istotny (5 proc.) był również udział inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu.

– Branża nieruchomości mocno popiera rozwiązania, które ułatwią lokalnym podmiotom lokowanie kapitału w nieruchomości komercyjne. Rynek wychodzi właśnie ze spowolnienia, a więc ciekawych okazji będzie coraz więcej. Polacy bardzo chętnie inwestują już w sektor mieszkaniowy, ale przy obecnych cenach sprzedaży i najmu nie zawsze jest to ekonomicznie uzasadnione i nie gwarantuje solidnych zwrotów. Dodatkowo, zarządzanie portfelem mieszkań jest absorbujące. Z pewnością jest spora grupa Polaków, którzy chętnie poszerzyliby obszar inwestycji o obiekty komercyjne, ale obecnie nie mają takiej możliwości – dodaje Przemysław Felicki, CBRE.

Źródło: CBRE

Oszczędność energetyczna. Dominujący trend na rynku nieruchomości

Zeszły rok okazał się rekordowy, jeśli chodzi o wykorzystanie energii z OZE. – W 2025 widzimy, że temat oszczędności energetycznej to najbardziej rozpoznawalny trend niezależnie od tego, czy mówimy o sektorze nieruchomości przemysłowych, biurowych, ekologicznych czy indywidualnych. Rozwój efektywności energetycznej dziś wiąże się szczególnie z efektywnym i kreatywnym wykorzystaniem systemów HVAC jako kluczowego elementu generującego oszczędności – podkreśla Marcin Kosieniak, ekspert w zarządzaniu systemami HVAC.

Jak bardzo zeszły rok okazał się znaczący, widać po danych – we wrześniu 2024 roku udział OZE w krajowym miksie energetycznym osiągnął blisko 40 proc., a łączna moc zainstalowana wszystkich źródeł energii elektrycznej wyniosła 72,4 GW, z czego 46 proc. pochodziło z odnawialnych źródeł. W skali Unii Europejskiej udział OZE w produkcji energii w 2024 roku wyniósł prawie 50 proc.
– Wiele z pewnością jest do zrobienia, szczególnie jeśli chodzi o modernizację budynków starszych. Potrzebujemy też wzrostu specjalizacji i znacznie dalej posuniętej profesjonalizacji, co widać choćby po tym, jak wiele jest ciagle przypadków źle podłączanych i dobieranych pomp ciepła. Ale dziś nie ma wątpliwości, że systemy HVAC coraz częściej integrują się z odnawialnymi źródłami energii – wskazuje Marcin Kosieniak, MEP specialist, współwłaściciel biura projektowego PM Projekt.
Czy pompy ciepła zasilane energią z paneli fotowoltaicznych stają się standardem w nowych budynkach mieszkalnych i komercyjnych? – Trudno na razie wyrokować i chyba nie jest dobrze wskazywać, że warto stawiać na to czy inne rozwiązanie, bo diabeł tkwi w szczegółach. Sami widzimy przy wielu projektach, jak wiele zależy od konkretnego przeznaczenia budynku, celów, które chcemy osiągnąć, miksu rozwiązań, które możemy zaproponować i budżetu, który dany inwestor chce na to przeznaczyć. Poza tym rozwiązania HVAC dziś potrafią precyzyjnie pokazać w danych obliczeniowych nie tylko, ile energii oszczędzamy, ale też, ile oszczędzimy w budżecie w perspektywie krótko- i długoterminowej – podkreśla Kosieniak.

Stabilizacja cen energii a koszty eksploatacji systemów HVAC

Oszczędność energetyczna wynika tyleż z presji regulacyjnej, co jeszcze bardziej z presji cenowej. Ceny energii elektrycznej w Europie wzrosły i choć na razie można mówić o stabilizacji, to niewykluczone, że ta stabilizacja okaże się jedynie chwilowa.
Systemy HVAC – jak się szacuje – odpowiadają za 40-60 proc. całkowitego zużycia energii w budynkach, dlatego właśnie stabilizacja cen energii ma kluczowe znaczenie dla kosztów eksploatacyjnych.
– Z tego względu także przedsiębiorstwa i właściciele budynków coraz częściej inwestują w zaawansowane systemy monitorowania i zarządzania energią w czasie rzeczywistym, które optymalizują pracę urządzeń HVAC w zależności od aktualnych cen energii i zapotrzebowania. Mądrze zaplanowana modernizacja budynków może w tym zakresie także przynieść spore oszczędności. Widzimy, jak modernizacja systemów HVAC staje się priorytetem w procesach termomodernizacji istniejących budynków. Wymiana przestarzałych urządzeń na energooszczędne systemy z odzyskiem ciepła (rekuperacją) pozwala na redukcję zużycia energii nawet o 30-40 proc. – przekonuje Kosieniak.
Równocześnie, technologie takie jak chłodzenie adiabatyczne czy systemy chłodzące wykorzystujące zjawisko free coolingu zyskują na popularności jako energooszczędne alternatywy dla tradycyjnych rozwiązań – dodaje.
Zgodnie z założeniami KE, od 2030 roku wszystkie nowo powstające budynki w Unii Europejskiej będą musiały spełniać standardy zeroemisyjności.
– Wydaje się, że dziś jedno z kluczowych pytań brzmi: czy tempo transformacji energetycznej i technologicznej w branży HVAC wystarczy, by ograniczyć wzrosty cen energii, zapewnić zrównoważony rozwój gospodarki i sprostać coraz bardziej rygorystycznym wymaganiom środowiskowym? – podsumowuje Marcin Kosieniak.
 
Źródło: Humansigns.pl

Ponad 36 proc. konsumentów twierdzi, że w Polsce jest za dużo galerii i centrów handlowych. Z kolei przeszło 46 proc. ma zupełnie odwrotne zdanie

Według najnowszego badania opinii publicznej, większość społeczeństwa uważa, że w Polsce wciąż nie ma dość galerii i centrów handlowych. Tak deklaruje 46,1% pytanych Polaków. Natomiast 36,4% rodaków twierdzi, że w obecnej sytuacji (w tym gospodarczej, społecznej i rynkowej) jest już przesyt tego typu obiektów. Niezdecydowanych pozostaje 17,5% respondentów. Autorzy badania wyjaśniają, że tak mocny podział opinii przede wszystkim wynika z różnych potrzeb konsumenckich. Jednocześnie badanie pokazuje, że wyżej wymienione obiekty wciąż są bardzo ważnym elementem rynku retail w Polsce.

Jak wynika z najnowszego badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe, 36,4% osób uważa, że w obecnej sytuacji (w tym gospodarczej, społecznej i rynkowej) w Polsce jest za dużo galerii i centrów handlowych. Z kolei 46,1% Polaków jest przeciwnego zdania.

– Widać, że opinie na temat liczby centrów handlowych w Polsce są mocno podzielone. Powodem są oczywiście różne potrzeby konsumenckie. Perspektywa ankietowanych najprawdopodobniej koncentruje się na ich najbliższym otoczeniu. Choć przeważają głosy wskazujące na fakt, że nie mamy do czynienia z nadmiarem, to jednak znaczny odsetek ankietowanych wskazuje na zbytnie zagęszczenie centrów handlowych. Wskazywałoby to na problem natury strukturalnej – komentuje Adam Iwiński, współautor badania i CEO Hybrid Europe.

Jak przypominają eksperci z UCE RESEARCH, analizy pokazują, że w galeriach i centrach handlowych, w porównaniu do roku ubiegłego lekko maleje ruch i spada liczba klientów. – Jednak nasze badanie może wskazywać na to, że mimo wszystko obecność centrów handlowych jest wciąż postrzegana jako istotna. To może oznaczać, że nadal pełnią ważną rolę w codziennym życiu konsumentów, choć zmienia się sposób ich użytkowania – stwierdza Adam Iwiński.

CEO Hybrid Europe tłumaczy również, że spadek ruchu i liczby klientów może być efektem rosnącej popularności e-commerce, zmian nawyków zakupowych czy większej dostępności różnorodnych miejsc zakupów. – Fakt, że większość respondentów nie zgadza się ze stwierdzeniem, że mamy do czynienia z nadmiarem galerii, sugeruje, iż przyszłość tych obiektów zależy od ich zdolności do ewolucji i dostosowania do zmieniających się preferencji klientów – dodaje współautor badania.

Z badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe wynika też, że 17,5% Polaków nie potrafi zająć stanowiska w powyższej kwestii. – Osoby, które odwiedzają centra handlowe rzadziej, mogą nie mieć jednoznacznego zdania na temat ich liczby, ponieważ nie są w pełni świadome aktualnego stanu rynku ani nie czują się w pełni zaangażowane w przedmiot badania. Często preferują one inne formy zakupów, np. online. Ewentualnie korzystają z tego typu obiektów w dość ograniczonym zakresie, tylko w celu rozrywki i spotkań towarzyskich – wyjaśnia Iwiński.

Według eksperta z Hybrid Europe, konsumenci, którzy odwiedzają galerie i centra handlowe rzadko, nie czują się w pełni zaangażowani. Nie identyfikują roli tych obiektów jako istotnej w ich życiu konsumenckim. – Wraz ze wzrostem częstotliwości odwiedzania takich miejsc, respondenci nabierają większej pewności co do oceny funkcji galerii i centrów handlowych w ich życiu. Ostateczna decyzja będzie zależała od dalszego rozwoju rynku oraz kierunku zmian preferencji zakupowych respondentów – przewiduje Adam Iwiński.

Do tego eksperci z UCE RESEARCH twierdzą, że – w ich ocenie – badanie wyraźnie pokazuje wciąż mocną pozycję galerii i centrów handlowych w Polsce. Widać też, że jest tam jeszcze jakaś mniejsza bądź większa, ale mimo wszystko przestrzeń na nowe tego typu inwestycje. Tylko muszą być one dobrze przemyślane, aby idealnie trafić w gust i potrzeby konsumentów.

 

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 22-24.03.2025 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Europe na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Źródło: UCE Research

„Barometr sektorowy” – podsumowanie 2024 roku i perspektywy na bieżący rok dla sektorów polskiej gospodarki

Po przeciętnym gospodarczo i słabym dla finansów firm 2024 roku, najbliższe kwartały powinny przynieść im ulgę pod wpływem poprawiających się warunków otoczenia makroekonomicznego. Jaki był poprzedni rok dla poszczególnych branż polskiej gospodarki i co analitycy sektorowi Banku Pekao S.A. przewidują dla nich na ten rok? O tym w najnowszej edycji corocznego raportu „Barometr sektorowy”.

Podsumowanie roku 2024

Zgodnie z oczekiwaniami z poprzedniego „Barometru sektorowego” ubiegły rok był dość nietypowy o tyle, że w stopniowo poprawiających się warunkach gospodarczych (przyspieszenie wzrostu PKB), przyniósł on znaczne pogorszenie wyników przedsiębiorstw. W pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku łączny wynik netto średnich i dużych podmiotów obniżył się aż o blisko 27 proc. r/r, a zyskowność netto ukształtowała się na najniższym poziomie (3,6 proc.) po 2007 roku. 

- Ubiegłoroczny wzrost PKB oparty był głównie o konsumpcję prywatną, podczas gdy inwestycje i eksport wypadły dość słabo. Ponadto dynamicznie rosnące płace napędziły spożycie krajowe tylko w ograniczonym stopniu  z uwagi na równolegle zachodzącą odbudowę oszczędności gospodarstw domowych, stanowiąc poważne wyzwanie dla strony kosztowej działalności firm – wskazuje dr Ernest Pytlarczyk, Główny Ekonomista Banku Pekao S.A.  

Czynnikiem, który – poza powszechną presją płacową – doskwierał firmom z części sektorów, był spadek łącznych przychodów, napędzany słabą koniunkturą zagraniczną (przetwórstwo) i niższymi cenami w całym przemyśle (głównie w energetyce i górnictwie), a także spowolnieniem koniunktury w budownictwie. Silne (często dwucyfrowe) wzrosty obrotów notowały z kolei firmy z wielu sektorów usługowych.

2024 rok był przede wszystkim trudny dla eksporterów. - Drugi rok z rzędu obniżył się udział eksportu w przychodach polskich firm – na tyle mocno, iż powrócił on do poziomu z połowy ubiegłej dekady. Z powodu słabej koniunktury w UE, ale też umacniającego się złotego, cierpiał oczywiście głównie sektor przetwórczy, w tym m.in. branża urządzeń elektrycznych, odzieżowa, mineralna, metalowa i wyrobów z metali czy drzewno-meblarska – komentuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych Banku Pekao S.A.

Z kolei przejściową stagnację inwestycji w kraju, wywołaną m.in. przestojem w projektach infrastrukturalnych, dodatkowo odczuli – poza firmami budowlanymi – także dostawcy wielu dóbr pośrednich. Popyt konsumpcyjny w kraju, w warunkach wciąż wysokich stóp procentowych, wspierał zaś głównie branże usługowe, w trudniejszym położeniu pozostawiając przemysł i sektor handlu.

Choć sytuacja popytowa w poszczególnych sektorach była różna, to w większości z nich presja płacowa negatywnie wpłynęła na osiągniętą rentowność. Najsilniejsza erozja miała miejsce
w przemyśle
(zwłaszcza w górnictwie i szeroko rozumianej energetyce), na co dodatkowo wpływały negatywne przeszacowania wartości aktywów. Mocno poniżej oczekiwań wypadły wyniki handlu i napraw, a znaczne pogorszenie odnotował także transport i logistyka. Dość gwałtowny powrót marż do normalności (ze zdecydowanie ponadprzeciętnych poziomów wskaźników w 2023 roku) miał miejsce ponadto w budownictwie.

Jaki scenariusz dla sektorów analitycy Banku Pekao kreślą na bieżący rok? 

W kraju utrzyma się solidna dynamika spożycia prywatnego, która w połączeniu z możliwymi obniżkami stóp procentowych w 2025 roku prawdopodobnie w większym stopniu wesprze wydatki na towary, co jest dobrą informacją dla firm przemysłowych i handlowych. Poprawy można oczekiwać zwłaszcza w obszarze dóbr trwałego użytku. 2025 rok, a zwłaszcza jego druga połowa powinna być również okresem przełomu w inwestycjach, dla których korzystny klimat utrzyma się także w co najmniej dwóch kolejnych latach. W tym wypadku zyskają z oczywistych względów sektor budowlany oraz branże przemysłu dostarczające niezbędne materiały.

Stopniowo poprawiają się również perspektywy dla popytu zagranicznego. Wzrost w strefie euro przyspieszy, m.in. pod wpływem łagodzenia polityki EBC, jednak tempo poprawy będzie wciąż jedynie umiarkowane, a na konkurencyjność polskich towarów negatywnie wpływać będzie ponadto silny złoty. To całościowo w trudniejszym położeniu cały czas stawia branże silnie zorientowane na eksport – zwłaszcza producentów dóbr inwestycyjnych, ale też np. branżę meblarską.

Dobra koniunktura powinna utrzymywać się w usługach. - Spożycie prywatne pozostanie mocne, możliwe że jego tempo przekroczy nawet 3 proc., co będzie wydatnie wspierać popyt m.in. na usługi czasu wolnego. Zakładamy ponadto utrzymanie wysokiej dynamiki obrotów w usługach technologicznych, a korzystne uwarunkowania popytowe powinny obejmować również usługi nastawione na rozwój innowacyjności i optymalizację bieżącej działalności firm – wylicza Paweł Kowalski, współautor raportu, analityk z Departamentu Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A.

Jak na tym tle będzie kształtowała się sytuacja finansowa polskich przedsiębiorstw?

Sytuacja na rynku pracy pozostanie korzystna z punktu widzenia pracownika, a dynamika wynagrodzeń – choć spowolni – będzie wciąż wysoka, wspierając popyt gospodarstw domowych. Dzięki spodziewanej silniejszej poprawie strony przychodowej, firmom powinno być jednak łatwiej amortyzować presję kosztową. Czynnik ten może zagrać szczególną rolę zwłaszcza w mocno dotkniętym w ubiegłym roku przemyśle i handlu. Autorzy raportu prognozują, iż w 2025 roku agregaty i wskaźniki finansowe sektora firm ulegną poprawie. Skąd ten optymizm? Po pierwsze, w ubiegłym roku znalazły się one na obiektywnie niskich poziomach, po drugie zaś przychody powinny zwiększyć się na tyle mocno, iż przewyższą one skalę wzrostu kosztów, poprawiając rentowność.

Wydaje się, iż najwięcej zagrożeń dla powyższego scenariusza tkwi w czynnikach globalnych. Dążenia krajów zachodnich do zawarcia trwałego pokoju w Ukrainie mogą wprawdzie prowadzić do wzrostu optymizmu gospodarczego na świecie, ale też wiąże się z tym wciąż sporo niepewności. Poza tym w innym wymiarze – potencjalnych wojen celnych – wzrasta ryzyko negatywnego wpływu na unijny, a pośrednio także polski przemysł. Z uwagi na silne włączenie w regionalne łańcuchy dostaw, do branż najmocniej eksponowanych na te zagrożenia ekonomiści Banku Pekao zaliczają m.in. branżę motoryzacyjną, maszynową, urządzeń elektrycznych czy elektroniczną.   

Kolejna edycja „Barometru sektorowego” została przygotowana przez ekspertów sektorowych  z Departamentu Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A.

Więcej informacji w raporcie: Analizy Pekao. Barometr sektorowy: Barometr sektorowy 2025. Jaki w sektorach był rok 2024 i co mogą przynieść najbliższe kwartały?

Źródło: Pekao

Potencjał polskiego rynku hotelarskiego w 2025 roku: rozwój i rosnąca rola na tle Europy i świata

Potencjał polskiego rynku hotelarskiego w 2025 roku: rozwój i rosnąca rola na tle Europy i świata

 

Branża hotelarska w Polsce ponownie ma się dobrze na tle innych państw starego kontynentu i jest to dobry znak na 2025 rok. Spadki z poprzednich lat zostały wyrównane – polski sektor hotelowy powraca do dawnego poziomu, w niektórych miastach osiągając wskaźniki obłożenia równe tym sprzed 2020 roku. Jesteśmy krajem atrakcyjnym dla turystów – zarówno lokalnych jak i zagranicznych. Ponadto coraz częściej mówi się o Polsce jako rynku hotelarskim, który przyciąga inwestorów.

 

 

Polski rynek hotelarski w 2024 roku intensywnie się rozwijał i jest to dobry znak na początek 2025 roku. W 2024 wzrosty widoczne były zarówno w kontekście średnich przychodów z pokoju (RevPAR), jak i obłożenia. Dane zgromadzone za 12 miesięcy od października 2023 na rynku warszawskim i krakowskim [w raporcie CoSTAR] wskazują, że stolica może pochwalić się 2,5% wzrostem RevPAR r/r, Kraków natomiast 8,6%.

Liczba turystów zarówno krajowych, jak i zagranicznych wzrasta z każdym rokiem. Według danych GUS w okresie styczeń-sierpień 2024 r. liczba turystów ogółem wyniosła 26,06 mln wobec 24,69 mln w analogicznym okresie 2023 roku. Tylko w sierpniu 2024 roku do Polski przyjechało o 175,43 tys. więcej turystów zagranicznych. Pod względem całkowitej liczby gości w I kw. 2024 roku Polska znalazła się na 7. miejscu w Europie, wyprzedzając takie kraje jak Portugalia, Grecja czy Chorwacja*.

Wśród Polaków wzrasta również popularność krótkich wyjazdów typu City Break. Według badania** przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Leonardo Hotels 75% dorosłych Polaków korzysta z wyjazdów w tym modelu. Co trzeci ankietowany (36%) deklaruje więcej niż jeden wyjazd w takim modelu odpoczywania. Co piąty respondent (22%) korzysta z niego raz do roku, a rzadziej niż raz do roku – 19% respondentów.

Polska zajmuje strategiczne miejsce w rozwoju Leonardo Hotels, a jej dynamiczny rynek i rozwijająca się infrastruktura tworzą doskonałe warunki do inwestycji. Warszawa i Kraków to miasta o ogromnym potencjale, które wpisują się w naszą wizję długofalowego rozwoju w Europie, ale nasze plany na przyszłość wybiegają poza ich granice – podkreśla Yoram Biton, Managing Director, Leonardo Hotels Central Europe.

Śmiałe wykorzystanie szansy na rynku

W Polsce od 2017 roku obecna jest marka Leonardo Hotels. Jej portfel w ciągu minionych dwóch lat poszerzył się o 40 obiektów noclegowych w najpopularniejszych destynacjach turystycznych jak Paryż, Majorka czy jezioro Garda. Marka posiada łącznie 111 hoteli w Europie Środkowej. Oferta sieci wyróżnia się w całej indywidualnym podejściem do aranżacji i planowania każdego obiektu. Dzięki temu odwiedzając hotele, spotykamy się z unikalnym designem, który odzwierciedla lokalny charakter i atmosferę miejsca, a goście mogą liczyć na wyjątkową, a przy tym stale wysoką klasę obsługi.

Przedstawiciele sieci, analizując obecną sytuację w kraju, a także prognozę na kolejne lata, zdecydowali się na rozbudowę jednego z posiadanych już obiektów. Mowa o Leonardo Royal Warsaw, który od 2017 roku działa w warszawskiej JM Tower. Inwestycja objęła między innymi przyłączenie jednego ze skrzydeł budynku do hotelu i oddanie do użytku 184 nowych pokoi. Dzięki temu podwoiła się tu liczba miejsc dostępnych dla gości. Wraz z pokojami zagospodarowano również nowe przestrzenie wspólne, z których większość została już oddana do użytku. Zakończenie kompleksowego remontu, w którym uwzględniono także sale konferencyjne oraz modernizację istniejących już wcześniej pokoi, planowane jest na pierwszy kwartał 2025 roku.

W Leonardo Hotels rozumiemy siłę, jaka stoi za rozpoznawalnością pewnych miejsc w miastach. JM Tower w naszym odczuciu należy właśnie do takich kultowych budynków w Warszawie. Z tego powodu to tutaj zdecydowaliśmy się kilka lat temu na otwarcie, a teraz na ekspansję hotelu Leonardo Royal. Jesteśmy przy tym wdzięczni firmie JM Invest za ścisłą współpracę z nami w całym tym jakże wymagającym procesie – komentuje Yoram Biton, Managing Director, Leonardo Hotels Central Europe. Dodaje również – Mamy też ogromny apetyt na dalszy rozwój w Polsce. Jesteśmy więcej niż otwarci na kolejne inwestycje na przestrzeni nadchodzących lat w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Krakowie i nie tylko. Na dowód tego Yoram Biton zdradza plan otwarcia w Warszawie już w 2025 roku nowej marki hotelarskiej należącej do Leonardo Hotels – obiektu ze 113 dwu- i trzypokojowymi apartamentami.

Trendy na najbliższe lata

Polska wyrasta na jeden z najbardziej perspektywicznych rynków hotelarskich w Europie, przyciągając zarówno podróżnych, jak i inwestorów. Zgodnie z danymi w raporcie CoSTAR w latach 2023-2025 Warszawa i Kraków odnotowują wzrost liczby obiektów hotelowych odpowiednio o 8% i 2%. W nadchodzącym roku rozwinie się również infrastruktura podróżnicza. Z Lotniska Chopina w Warszawie pod koniec 2024 roku wystartowały loty na Teneryfę i do Innsbrucku, zaś w lutym 2025 otwarte zostanie bezpośrednie połączenie do Lizbony. Lotnisko w Krakowie proponuje nowe połączenia do takich miast, jak: Bolonia, Walencja, Bukareszt, Mediolan Malpensa, Marrakesz, Birmingham oraz Izmir. Te zmiany otwierają nowe możliwości dla rynku hotelarskiego, zwiększając dostępność Polski dla międzynarodowych gości i wzmacniając jej pozycję jako centrum podróży biznesowych i turystycznych.

W samej stolicy również prowadzone są działania, aby zwiększyć komfort przemieszczania się turystów i mieszkańców. Jednym z nich jest oddanie do użytku podziemnego przejścia dla pieszych między Dworcem Centralnym a Varso Tower, w którym znajduje się drugi z hoteli sieci Leonardo w Warszawie – NYX Hotel Warsaw.

Wzrost średniego przychodu z pokoju (RevPAR) wskazuje na opłacalność inwestycji w sektorze hotelowym, przyciągając uwagę inwestorów na polskim rynku. W odpowiedzi na rosnące oczekiwania gości – zarówno pod względem komfortu, jak i jakości obsługi – nowe obiekty oraz podnoszony standard usług stają się kluczowym elementem wzrostu wartości rynku. Warszawa i Kraków umacniają swoją pozycję jako atrakcyjne lokalizacje inwestycyjne, przyciągające wymagających podróżnych i podkreślające rozwój sektora turystycznego w Polsce.

 

* Źródło danych: Eurostat

** Badanie przeprowadziła agencja SW Research na zlecenie Leonardo Hotels Polska w maju 2024 roku. Metoda badawcza: wywiady on–line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. Próba badawcza i respondenci: przeprowadzono 802 ankiety z reprezentatywną próbą Polek i Polaków powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości.

 

___

LEONARDO HOTELS CENTRAL EUROPE, z siedzibą w Berlinie, odpowiada za portfolio hoteli w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Polsce, Czechach, na Węgrzech, w Rumunii, Francji, Hiszpanii i we Włoszech. Sieć działa w 10 krajach i 48 destynacjach, a jej portfolio oferuje 110 hoteli z ponad 18 000 pokojami. Jej marki to Leonardo Hotels, Leonardo Royal Hotels, Leonardo Boutique Hotels, NYX Hotels by Leonardo Hotels i Leonardo Limited Edition. Znane są z dogodnych lokalizacji, wysokich standardów obsługi, a także nowoczesnego wystroju wnętrz z regionalnym charakterem.

Leonardo Hotels Central Europe jest częścią Fattal Hotel Group, która została założona w 1998 roku przez Davida Fattala. Aktualnie w Europie i Izraelu działa ponad 270 hoteli grupy z ponad 52 000 pokojami w 117 lokalizacjach i 21 krajach. Portfolio marek obejmuje Leonardo Hotels, Leonardo Royal Hotels, Leonardo Boutique Hotels, NYX Hotels by Leonardo Hotels, Leonardo Limited Edition, Jurys Inn, Herods, U Hotels, 7 Minds, Rooms by Fattal, Fattal Terminal, Master Collection i Switch up. Izraelska grupa hotelowa jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Tel Awiwie (TASE). www.leonardo-hotels.com

 

Finansovo.pl

Finansovo.pl - Nowocześnie o finansach.

Najnowsze informacje z zakresu finansów osobistych, finansów firmowych, dostępnych promocji, aktualnych dotacji, możliwości lokowania środków, podatków, ubezpieczeń, publikowanych raportów.

Napisz do nas: finansovo@finansovo.pl

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.